NIE ZMIENIAM STRONY I NADAL JESTEM TU, GDZIE JESTEM, PONIEWAŻ W WIĘKSZOŚCI SPRAW PIS MA RACJĘ I KILKA GŁUPOT, W TYM NAJWIĘKSZA, TEGO NIE ZMIENI.

ZABRANIAM LEWACKIM I OPOZYCYJNYM MEDIOM KORZYSTANIA Z TEGO POSTU, PRZEDRUKOWYWANIA GO I POWOŁYWANIA SIĘ NA NIEGO.

Szanowni Państwo, zgodnie z obietnicą publikuję decyzję o obniżeniu mi emerytury za lata po roku 1990. Poniżej powtórzę mój post.

Napiszę również list do ministra SW i też go opublikuję. Chcę w nim podziękować mu za podwyższenie mi emerytury za SB oraz za „ukaranie” za pracę na kierunku wschodnim. To jeszcze będzie. Nie liczę na to, że pan minister mój list przeczyta. Wyjaśniam, że za SB miałem 350 zł, a po podwyżce ma m 1716. Chce również wystąpić o pozbawienie mnie wszystkich stopni, które dostałem po 1990 roku. To jest konsekwencja tej ustawy. Proszę więc, nie tytułować mnie pułkownikiem. Jestem krwawym katem i okrutnym oprawcą, a skończyłem SB na poruczniku i niech tak będzie, skoro włączono mnie do tych zbrodniarzy. Chcę także, zwrócić list osobisty od premiera RP za rozwalenie rezydentury rosyjskiej w Warszawie w roku 2000. Dla tego wielkiego ministra zgnieść taką esbecką pluskwę, to jak lekkie ziewnięcie. Poza tym:

1. Praca w policji to pierwsze dwa lata UOP na kierunku terrorystycznym. Nie było jeszcze ustawy. 1976-81 to studia. Można sprawdzić piętnastką. Nie byłem rejestrowany.
2. Moja emerytura była wysoka, ale została wypracowana po roku 1990 i zgodnie z ustawami podjętymi po roku 1990. Wszędzie na świecie, w każdym kraju NATO służby zarabiają więcej, bo wymagania i ograniczenia są większe oraz krótszy okres życia. Nie moja wina, że w Polsce zupełnie zniszczono system emerytalny.
3. Za SB (7 lat) nic nie chcę.
4. Na moje szczęście długo już nie będę się męczył. W moim zawodzie umiera się szybko. co ucieszy kilku moich … tych, których uważałem za życzliwych, a którzy ucieszyli się z samobójstw ludzi z moim stażem i historią podobną do mojej. Cóż? Sebastian i Łukasz, cieszcie się dalej.
5. Żaden prawicowy dziennikarz nie podejmie tego tematu, chociaż prywatne zgadza się ze mną.
6. Zapytałbym prawdziwie represjonowanych przez komunę, czy pisali tą ustawę.
7. W odpowiedzi polityków nastąpi deprecjacja.
8. Spodziewam się retorsji, bo trzeba będzie udowodnić, że jestem „be”. Część retorsji opisałem w tekście, który wklejam poniżej:

Część I – Moja emerytura.

1. Dla przypomnienia „odkrywającym Amerykę”. Od początku mój życiorys był znany. Wszystko jest na okładkach moich książek i w „Spowiedzi Życia”.
2. Emerytura za lata spędzone w Departamencie Techniki i Wydziale XI Departamentu I (Wywiad) stanowi jedynie 4,9%, co wynosi kwotę 352,8 złotych. Reszta została wypracowana po roku 1990. Na emeryturę odszedłem w październiku 2011 roku, ale jeszcze przez dwa lata byłem konsultantem, kończąc sprawy.
3. Po 1990 roku pracowałem przez pierwsze dwa lata w nowo utworzonym wydziale antyterrorystycznym Zarządu Wywiadu, a potem w kontrwywiadzie na kierunku wschodnim. Po akcji w roku 2000, która spowodowała całkowite spalenie mnie i mojej rodziny, wyjechałem za granicę, po czym wróciłem do AW, gdzie również zajmowałem się kierunkiem wschodnim, lecz w aspekcie zabezpieczenia kontrwywiadowczego placówek. Kończyłem prace w szkoleniach i naborze, które usiłowałem zmienić, lecz przegrałem. Napisałem kilka skryptów. Pewnie już są nieużywane i powrócono do przerobionych starych. Jestem przecież „be”. Szczególnie teraz. AW zerwała ze mną kontakt całkowicie w roku 2013 pod pretekstem oszczędności, o których nagle sobie przypomniano. Przypadkiem po moim ostatnim szkoleniu, poświęconym analizie operacyjnej Smoleńska. Jestem też autorem kilku akcji, które wyszły, a do których teraz przyznają się ci, którzy podawali jedynie ołówki. Dokumenty jednak są, choć ściśle tajne i długo jeszcze takie będą.
4. Moja emerytura jest wysoka. Jeszcze. Wszędzie na świecie w tego typu służbach zarabia się więcej i ma lepsze emerytury. W porównaniu z krajami NATO mieliśmy trzy, cztery razy mniej, licząc proporcjonalnie do kraju. Ta praca niszczy zdrowie (u mnie serce, bo mam rentę także), rodzinę i szybko wypala. Wymagania i ograniczenia są ogromne, tak jak i zagrożenia osobiste. Poza tym w pracy tej nie „wpada” jakiś Wroński, ale państwo, które ten Wroński reprezentuje. Świadomość tego nie jest komfortowa. Moja emerytura wcale nie jest najwyższa. Odszedłem z VI grupy i ze stanowiska Głównego Specjalisty. Jej wielkość pochodzi z ustaw i ustaleń podjętych przez władze po roku 1990.
5. Nie jest moją winą, że system emerytalny w Polsce nie istnieje i ludzie zarabiają mało. Nie jest moją winą, że ofiary komunizmu cierpią biedę. Nie byłem w stanie tego naprawić. Mogę tylko o tym mówić.
6. Rozliczyłem się z Państwem sam, z własnej woli, sam ujawniłem swoje akta. Za 7 lat w SB nie chcę nic i praktycznie nic nie mam, bo wszystko wypracowałem po roku 1990. To zostanie mi zabrane, czyli zostaję ukarany za te 21 (23) lata pracy głównie przeciwko byłemu ZSRS. Paradoksalnie, ustawa dezubekizacyjna zwiększa mi emeryturę za pracę w SB.
7. Nie wykorzystałem pracy dla własnych profitów i emerytura jest podstawowym środkiem utrzymania. Za książki dostałem dotąd z 5 tysięcy złotych (wg PiT), a występuję i piszę za darmo. Mam jakieś zlecenia, lecz one się skończą pewnie wkrótce. Firma zaczyna i zgrzyta jak cholera.
8. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzą zeskanuję i opublikuję decyzję emerytalną. Z pełnymi danymi, byście mogli sprawdzić mój luksusowy pałac na trzecim piętrze bez windy, o powierzchni 47 m2, w bloku przy Malczewskiego. Poza nim i długami bankowymi niczego więcej się nie dorobiłem, co niektórzy uznają za moje „ofermowactwo”, a ja wiążą ze zbytnim zaangażowaniem się w pracę.

Część II – Kogo nie dotyczy ustawa dezubekizacyjna

1. Zweryfikowanych negatywnie pracowników SB, którzy przeszli pod ZUS w 1989 roku. Ostatnio spojrzałem „Trójkarza”, który od negatywnej weryfikacji pracował przez 25 lat w jednym z ministerstw i obecnie ma niezagrożoną emeryturę w wysokości 4500 zł. O prywatnych przedsiębiorcach, również i moich byłych kolegach z „Konsalnetu”, od Krausego, nawet nie wspomnę.
2. Generalicji, która ma się dobrze w biznesie. Nota bene usłyszałem od siedmiu osób, z których tylko dwie mają ze sobą jakiś kontakt o dealu pomiędzy dwoma znanymi generałami, a ministrem z obecnego rządu. Deal miał mieć miejsce w lutym br. I polegać na tym, iż generałowie „skanalizują” środowisko, a w zamian za to prokuratura „zatrzyma” śledztwo w sprawie jednego z nich, dotyczące m.in. dostaw wadliwej broni dla MON. „Kanalizacja” odbywa się poprzez jedną z poznańskich kancelarii prawnych, która „rozmydla” sprawę. Rzeczywiście część moich znajomych ze służby dostała ciche polecenie, by zniknąć z FB i zamknąć się w ogóle, a ja zostałem zaatakowany, że tego nie chcę. Każdy z tych posłusznych, oczywiście, skorzysta z „dobrodziejstwa” ustawy i ma to załatwione. Czy ten deal jest prawdą czy nie, tego nie wiem i mam nadzieję, że to tylko plotka, lecz pokazuję, pisząc o nim presję pod jaką działam.
3. Żołnierzy i oficerów WSW i WSI, funkcjonariuszy ZOMO, sędziów, prokuratorów, wyższych funkcjonariuszy partyjnych.
4. „Jurka”., na którego nieautoryzowane kontakty z pracownikami SWR podczas pobytu na dwóch placówkach wskazywali partnerzy i raz ABW. On przyszedł po roku 1990. Podobnie „Marcin”, który został pozbawiony przez ABW poświadczenia bezpieczeństwa i wszczęto przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne. „Marcin” został „przytulony” przez AW i pomagał w wykończaniu ludzi mianowanych przez poprzedni PiS. Szybko też donosił wódkę dla szefostwa z poprzedniej zmiany. Szczególnie dla „szarej eminencji”. Potem pomagał wykończać tych z PO. Obaj teraz mają dobre stanowiska w Agencji, przy czym „Marcin” pojechał sobie na placówkę do sąsiedniego kraju. On też przyszedł po roku 1990. Jest jeszcze „Artur”, dyrektor. W trakcie mojej sprawy z roku 2000 został użyty raz i na końcu do podstawienia rozklekotanego samochodu. Twierdzi, że on wszystko zaprojektował i zrealizował. Nie ja. Przyszedł gdzieś w roku 1998 i wspaniale donosił. Został naczelnikiem, potem dyrektorem w SWW, a gdy go stamtąd wyrzucono za mobbing. Przyszedł wraz ze swoim cicerone do AW i tu doprowadził do…ściśle tajne. Podobno zajmuje się tym prokurator, chociaż osobę, która chciała to ujawnić wywalono z pracy. „Artur” też będzie miał wysoką emeryturę, zgodną z pragmatyką. Jemu nic nie zabiorą, bo on nie był w SB. Zapomniałem prawie o „Sławku” i jego koledze z BOR. Byli nie tak dawno bohaterami dość głośnej afery. Też będą mieli pełną emeryturę, bo „Sławek” przyszedł na początku lat 90-tych. Nota bene, jego ojciec był długoletnim oficerem Departamentu I. Mógłbym wymieniać dalej tych, którzy po roku 90 przyszli, nic nie zrobili, nigdy nikogo nie zwerbowali, nie rozmawiali z nikim, a są poprawni politycznie, bo nie mają epizodu w SB. Wiecie ilu z nich pochodzi z resortowych rodzin? Oni są bezpieczni.
5. Krzysztofa „Cz.” – D, który w roku 1989 podczas pobytu na placówce poszedł do miejscowych służb i „wywalił” wszystko. Podobnie zrobił Andrzej „O” – T. W roku 1990, już jako oficer UOP. Poszedł do Francuzów i wywalił wszystko. W taki sam sposób postąpił Robert „A”, lecz trochę później, bo w okolicach roku 2000. Każdy z nich spokojnie przyjeżdża do Polski, bo ówczesny szef wywiadu zamiótł wszystko pod dywan. Oni śmieją się ze mnie, bo nic im nie grozi. Zresztą, moi figuranci też śmieją się ze mnie w kułak, szczególnie „bohater” mojej audycji z panem Nisztorem. Przyznał się po niej znajomym, że był w KGB i SWR, ale „z tym skończył”. Ostatnio był w sejmie wraz z delegacją ukraińską. Tak słyszałem. Nie mogę też napisać pełnych nazwisk, bo zostanę podany do sądu, gdyż wszyscy są „niewinni”. Krzysztof „Cz” prowadził interesy ze swoim kumplem „Antonim” ze Szczecina. „Antoni” uciekł z UOP po słynnej strzelaninie gangów na początku lat 90-tych i został dość dobrze umocowany w firmie, powiązanej z jednym z tych gangsterów. On też nie boi się ustawy.
6. Dwóch oficerów drugiej linii, którzy na wysokich stanowiskach (jeden to nawet wiceminister) wprowadzali „reformę Balcerowicza” w roku 1990.
7. Morderców i dyscyplinarnie wyrzuconych z SB za przestępstwa kryminalne. Chodzi również o morderców księdza Jerzego Popiełuszki. Oni zostali wyrzuceni z SB w roku 1984 i przeszli pod ZUS. W świetle prawa są rozliczeni ze sprawiedliwością, odsiedzieli wyroki, założyli biznesy i będą mieli większe emerytury niż ja.
8. „Dyskutantów” z „Sowy i Przyjaciół”
9. Już dalej nie będę punktował. Wychodzi z tego, że ja, Piotr Wroński, trzymałem za mordę całe społeczeństwo PRL, mordowałem żołnierzy wyklętych, przesłuchiwałem w latach 40-tych i 50-tych na UB i w katowniach Informacji Wojskowej, a potem wprowadziłem stan wojenny. Sam jeden. Przepraszam za to szczerze. Nie będę już tłumaczył, dlaczego tam poszedłem w listopadzie 1982 roku, bo mówiłem o tym w wielu wywiadach, na spotkaniach i w książkach. Powiem tylko jedno: gdy w listopadzie roku 1982 usiadłem w Technice na CPO (podsłuchy stacjonarne) – zgłupiałem całkowicie. Dzieci z Alei Róż kazały mi podsłuchiwać, a innym rozpracowywać, inne dzieci z Alei Róż, które na UW zdjęły tablice PZPR i powiesiły tablice Solidarności.

Część III – Prawdopodobne reakcje Wielkiego Dezubekizatora et consortes, jeśli to przeczyta i prawdopodobne konsekwencje dla mnie.

1. Zasada deprecjacji zadającego pytania jest podstawową zasadą dyskusji w Polsce. Toteż, dowiem się, że „od początku było wiadomo, że jest prowokatorem i chodzi mu tylko o emeryturę”, „to esbek, a z esbekami nie rozmawiamy”, „bandyta i morderca, krwawy kat i oprawca, w dodatku psychicznie chory”, „idiota”.
2. Ludzie mi życzliwi, niektórzy na wysokich stanowiskach, mogą zostać zmuszeni do zerwania kontaktów ze mną. Wiem, że już są naciski typu „Przestań promować esbeka”. Pewien dziennikarz z GW i Newsweeka ucieszy się strasznie. Nota bene, rozmawiałem na temat tej ustawy z ludźmi o bardzo wysokiej pozycji na prawicy i każdy z nich przyznawał mi rację, lecz dodawał, że „jest klincz”. Oni też mają świadomość tego, co napisałem wyżej.
3. Nie wiem, czy zauważyliście, że zniknąłem z mediów, jakby ktoś przekręcił switch. Portale, które kilka razy w tygodniu publikowały moje teksty „zapomniały” o mnie zupełnie. To początek, bo pewnie, po tym tekście, zostanę „zniknięty” kompletnie. Moja firma pewnie też.
4. Dla mnie, bolesną konsekwencją jest to, że musiałem wyrzucić ze znajomych kilka osób, które uznawałem za życzliwe. Chodziło o żarty z zawałów i samobójstw. Tak się składa, że nie tak dawno mój znajomy, o stażu podobnym do mojego, który cały czas po roku 1990 pracował w jednym z miast na kierunku ukraińskim, dostał decyzję i nie wytrzymał. Powiesił się. Nigdy nie żartowałem z cudzej śmierci. Zostałem tez oskarżony przez jedną z tych osób, że wszystko robię dla sławy. To powiedział psycholog. Nie komentuję dalej. Jeden z tych znajomych, jakiś czas temu, przekazał mi sugestię rzekomo z rezydentury CIA, bym nie atakował niektórych z „koleżeństwa”, bo „im się to nie podoba”.
5. Najboleśniejsze jest jednak to, że nie mogę i nie chcę pisać. Nie potrafię, nie widzę sensu.

Część IV – Co zrobię.

1. Nie skorzystam z „dobrodziejstwa” ustawy i nie odwołam się, bo musiałbym zrównać się z tymi, których wymieniłem w części drugiej. Poza tym uważam, że to „dobrodziejstwo” może służyć tylko stworzeniu kolejnego zbioru haków, a ja uważam, że każdego przestępcę należy ukarać i rozliczyć w sposób jawny i zgodny z prawem.
2. Wystąpię do Ministra SW o pozbawienie mnie stopnia, co jest konsekwencją ustawy.
3. Będę żebrał, przeszukiwał śmietniki, ku radości Rosjan i innych figurantów.
4. Coś wymyślę.
5. W końcu zostanę zabity.

NA ZAKOŃCZENIE POWTÓRZĘ: NADAL JESTEM PO TEJ SAMEJ STRONIE I BĘDĘ, GDYŻ POLSKA TO PODSTAWOWE DOBRO, KTÓRYM KIERUJĘ SIĘ W ŻYCIU.

TA GŁUPOTA ZOSTANIE NAPRAWIONA PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ. WIEM TO. NIE WIEM TYLKO CZY TEGO DOŻYJĘ, BO TEZ MOGĘ W KAŻDEJ CHWILI DOSTAĆ ZAWAŁU, CO UCIESZY MOICH BYŁYCH ZNAJOMYCH.

Winien jestem Państwu wyjaśnienie i dokończenie postu o ustawie dezubekizacyjnej. Powinna się nazywać „dezubekizacja zdeubekizowanych oficerów”. Chodzi mi o „dobrodziejstwo ustawy”, czyli o możliwość odwołania, którego nie rozumiem zupełnie, bo albo wszyscy są winni i trzeba ich ukarać, albo niewinni nie muszą udowadniać swojej niewinności. To chyba jest jakaś prawna zasada i to z tych podstawowych. Zostawmy to. Zostawmy też podany przeze mnie wczoraj argument o tym, że nie mogę odwołać się, bo stanę wraz z tymi, których ta ustawa nie dotyczy, a więc zalegalizuję coś, co pozwala bandytom na uniknięcie kary. Tak myślę i nic tego nie zmieni. Znowu napisze w punktach.

1. Po poprzedniej ustawie z roku 2009 obniżki emerytury uniknęli ci, którzy pozostali w zbiorze zastrzeżonym. O „wyjęciu” ze zbioru decydował szef konkretnej służby. Jeśli więc, byłeś grzeczny i posłuszny to nic nie straciłeś. Największe ataki na mnie ze strony „koleżeństwa”, wręcz furiackie, nastąpiły po mojej decyzji i wystąpieniu o „wyjęcie” moich akt ze zbioru, co skutkowało obniżką emerytury w części za siedem lat w SB. Niektórzy prawicowi dziennikarze też mnie wtedy zaatakowali. Udowodniłem bowiem, że nie jestem „grzeczny i posłuszny”.
2. Jak wygląda obecna procedura odwoławcza? Musze wystąpić do ministra spraw wewnętrznych. Ten, z kolei, występuje do szefów poszczególnych służb, w których pracowałem. Szefowie badają czy rzeczywiście służyłem właściwie, czy nie i to oni decydują o zabraniu mi emerytury za lata po roku 1990.
3. Na podstawie czego wydają wyrok szefowie służb? Czy na podstawie ściśle tajnych dokumentów? Czy na podstawie relacji pracujących ze mną oficerów? W AW będą to zaufani ludzie z PO. W ABW też. Widać więc, jak „obiektywna” może to być ocena.
4. Jest jeszcze jeden haczyk: musze udowodnić, iż służba zagrażała mojemu życiu i zdrowiu. O ile jest to łatwe w przypadku żołnierzy i policjantów, szczególnie uczestników misji, to w przypadku oficera wywiadu i kontrwywiadu wszystko zależy od subiektywnego odczucia szefa służby. Czy prowadzenie operacji ofensywnych, zmierzających do ujawnienia rosyjskiej agentury placówkowej lub działania dezinformacyjno-inspiracyjne są bezpieczne czy nie? Czy zamierzona dekonspiracja oficera i jego rodziny po to, by osiągnąć cel, polegający na ujawnieniu się oficerów rosyjskiego wywiadu jest bezpieczna, czy nie? Nikt nie zginął przecież, a to, że członek rodziny wypadł z rynku pracy nie jest przecież porównywalne z zagrożeniem życia. Podobnie jak straszenie tego oficera i jego rodziny. Jak widzicie, wszystko zależy od woli szefa i jeszcze czegoś.
5. Obawiam się, że znów wygrają „grzeczni i posłuszni”, siedzący cicho, a przede wszystkim ci, którzy przekażą informacje, cieszące dezubekizatorów. Oznacza to, że nie jest ważne czy popełniłeś przestępstwo, ale to czy informacja o twoim czynie był użyteczny dla weryfikatorów. Coś mi to przypomina. Wiem też, że w ten sposób przymuszeni ludzie będą mówili wszystko, by zadowolić słuchaczy i będzie to miało pozory prawdy, ale tylko pozory, bo są dobrze wyszkoleni. Wyczuwam też zamiar weryfikatorów, dążących do zachowania tej „tajemnej wiedzy” dla określonych kręgów. Czyli co? Jeden zastrzeżony zbiór haków, zastępujemy innym? Ja powiedziałem wszystko, co mogłem powiedzieć. Czego nie wiem, nie wymyślę, a tego spodziewają się PT Lustratorzy.
6. Nie byłem, nie jestem i nie będę „grzeczny i posłuszny”. Ostatnio ze środowiska ministra Kamińskiego przesłano mi sygnał, że nie ma do mnie zaufania, nie dlatego, że byłem siedem lat w SB, ale dlatego, że „nie siedzę cicho, tylko piszę i publikuję”. Ciekawe, bo o to samo ma do mnie pretensje dwóch znanych generałów. Nie o to, co piszę, tylko o to, że w ogóle cokolwiek piszę. Poprzednie kierownictwo AW i ABW wolało wszcząć sprawy na mnie, bo wydałem coś bez konsultacji z nimi, będąc na emeryturze. Jak śmiałem? Przecież każdy konsultuje zanim coś wyda. Ja nie, a więc zdrajca, prowokator i esbek jestem. Jeśli chodzi o dzisiejsze kierownictwo od służb poszczególnych i wszelakich, to wiedziałbym na ich miejscu, jak wykorzystać operacyjnie sytuację, ale najpierw musiałbym ich nauczyć pracy operacyjnej innej niż „gaz pała pała gaz” i „areszt wydobywczy”.
7. Obawiam się też, że w owej weryfikacji będą doradzać moja „ukochana” gienieralicja”. Może jeszcze służby partnerskie? Nie dziwcie się sarkazmowi, ale za poprzedniego PiS był pomysł, by Kiejkuty zlikwidować, nas wszystkich zwolnic i poprosić Niemców o kształcenie polskich kadr wywiadowczych. Na szczęście, kierownictwo PiS uznało szybko ten pomysł za idiotyczny.

Nie „szlocham”, jak ocenia to jeden z komentatorów. Postawcie się tylko w mojej sytuacji i zrozumiecie, dlaczego nie odwołam się. Zrobię tak:

1. Nie odwołam się.
2. Wystosuję list do ministra spraw wewnętrznych o pozbawienie mnie wszystkich stopni otrzymanych po roku 1990, co jest konsekwencją ustawy.
3. Zlikwiduje konto w banku i nie będę odbierał jałmużny, którą łaskawie daje mi państwo, bo nie chcę nic za siedem lat w SB, zabrane mi zostanie wszystko, co wypracowałem po roku 1990.

Poprzedni post jeszcze mi darują, ale tego nie. Nie jestem grzeczny i posłuszny i nigdy nie będę, ponieważ pracowałem dla Polski, a nie dla generałów. Im tylko się tak wydawało. Jestem i będę cały czas po tej samej stronie.”

Dodam, że mój znajomy Ireneusz F., który odszedł w roku 1991 po 15 latach i miał 700 zł emerytury po ustawie dezubekizacyjnej dostał podwyżkę o 100 zł. Taka to ustawa.

Nie odwołam się, ponieważ odwołanie stawia mnie razem z tymi, którzy byli odpowiedzialni za PRL i których zwalczam od dawna. Obawiam się, że oni wygrali.

Nie odwołam się też, bo wzorem dla mnie jest sir Tomasz More, który był wierny Henrykowi VIII, ale zginął, bo nie zaprzeczył większej wartości. Niektórym wyda się to śmieszne, lecz ja wyznaję jakieś wartości i żaden minister tego nie zmieni.

Nie twierdzę, że to mój ostatni post, ale długo pewnie nic nie napiszę. Nie widzę sensu. Piszę „Reset”, ale idzie mi jak krew z nosa i pisze go tylko dlatego, że szanuję mojego wydawcę, pana Piotra Jeglińskiego. Niestety, nie widzę sensu pisania.

Odblokowałem hejterów i część „koleżeństwa”. Niech komentują. Nie mam tez zamiaru odpowiadać na komentarz.

Dla tych, co uważają, że zrobiłem wszystko dla pieniędzy mam jedną odpowiedź: pierdolcie się. „Koleżeństwo” niech rechocze.

Cicho będzie pod postem. Znani i lubiani nie wypowiedzą się. Rozumiem ich.

Na skanach jest mój adres, więc koledzy z ABW nie pomylcie się i zapukajcie rano o 6. Otworzę. Szkoda drzwi. Broni żadnej nie mam.

Cały czas liczyła się dla mnie Polska i Polska jest najważniejsza. Mam nadzieję, że nie tylko dla mnie.