A może politycy Platformy Obywatelskiej od razu zaproponują likwidację państwa polskiego w całości? W końcu tymi ziemiami można zarządzać z Berlina, Brukseli albo Moskwy. Przerabialiśmy to w przeszłości, to dlaczego nie powtórzyć tego? W końcu to zaborcy zlikwidowali pańszczyznę, rozwinęli sieć kolei, uprzemysłowili region Śląska. Dlaczego to my mamy rządzić tymi ziemiami skoro mogą to robić inni? Dlaczego Polska ma sama posiadać elektrownie atomowe skoro energię można kupować z Niemiec albo Obwodu Królewieckiego? Dlaczego Polska ma być hubem komunikacyjnym spinający węzły strategiczne na osi Północ-Południe oraz Wschód-Zachód skoro taką rolę może odgrywać np. Zagłębie Ruhry?
Oczywiście sprowadzam temat celowo do absurdu, ale jeśli konkrety partii opozycyjnych oznaczają w większości „likwidacje” wielu instytucji i decyzji poprzedników (a tak jest – trzeba sobie przeczytać chociażby „konkrety” PO), to albo mamy do czynienia z nieprzygotowanymi do rządzenia ludźmi, którzy oprócz antyPiS-u nic nie mają do zaoferowania albo mamy do czynienia z celowym planem likwidowania po kawałku kolejnych segmentów państwa polskiego. Przerabialiśmy to w takich regionach jak Mazowsze Północne w latach 2007-2015, kiedy z wielu gmin znikały posterunki policji, punkty pocztowe, a w innych połączenia kolejowe i autobusowe. Kiedy wiele regionów kraju było niedoinwestowanych, a wobec wielu realizowano całkowicie irracjonalną politykę polaryzacyjno-dyfuzyjną.
Mam nadzieję, że to są tylko i wyłącznie moje nieuzasadnione obawy. Problem polega jednam na tym, że polska liberalno-lewicowa opozycja jako jedyna siła polityczna w Europie (jedyna) nie tylko głosowała przeciwko polskiemu rządowi (Polsce bo każdy rząd jest Polski), ale przede wszystkim lobbowała w zagranicznych grupach interesu i instytucjach unijnych na rzecz podejmowania dyskusji i rezolucji wymierzonych w Polskę.
Generalnie zarówno ta mentalność polegająca na nieustannym dążeniu do wzorowania się i implementacji zachodnio europejskich „wartości” (rzekomo to ma nam zapewnić obecność i bycie członkiem zachodniej cywilizacji), jak i przenoszenie wewnątrzpolskich sporów za granicę do Brukseli, to nic innego jak powrót do przeszłości.
W drugiej połowie XVII wieku w ówczesnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów wykształciły się dwa stronnictwa. Jedno z nich odwoływała się do postępu i idei oświeceniowych, które dominowały w Europie Zachodniej. Stronnictwa, które gardziło polskością odrzucając wszystko to, co ona w sobie niosła i to, czym w rzeczywistości była. Stronnictwo to odważyło się później pod koniec XVIII wieku w imię walki o „praworządność” i „postęp” zwrócić się do Carycy Katarzyny II o pomoc w obronie praworządności i przywrócenia „porządku”, który został rzekomo obalony przez Konstytucję 3 maja.
Mam nadzieję, że współczesna historia nie zakończy się podobnie i Polska przetrwa współczesne prądy historii wyciągając także wnioski z dotychczasowego istnienia III Rzeczpospolitej. Niestety, ale my Polacy niezależnie od intencji mamy zdolności do powtarzania tych samych błędów z przeszłości w kolejnych wiekach. Natomiast z ostatnich dwóch dekad można wyciągnąć wiele analogii do historii XVII wiecznej Polski.
Zostaw komentarz