O postawie politycznej pułkownika Piotra Wrońskiego w ostatnim czasie, czyli w okresie przedwyborczym i obecnie. Widzimy to, czy może bardziej w tym przypadku słyszymy w jego audycjach, szczególnie od początku października.
Pułkownik Wroński jak wiemy jest z nami od 2015 roku, z różną aktywnością na łamach
Pressmania.pl. To my byliśmy tym medium, które pozwoliło pułkownikowi pisać poza fejsbukiem bez cenzury, gdy był już w cywilu. To wtedy zdecydował się na publicystykę i bardzo dobrze, że tak jest.
Nie potępiając wszystkiego, czego dokonał nie da się przejść obojętnie obok drogi politycznej, jaką obecnie obrał. Najlepiej o postawie pułkownika i tym wszystkim może wypowiedzieć się nasz naczelny, gdyż zna wszelkie aspekty, ale także inni mogą zabrać głos w tej sprawie i choćby ja postanowiłem dorzucić swoje 3 grosze.
Choć pan Wroński nie odniesie z tego jakichkolwiek korzyści, jak sam mówi, to zdecydował się na werbalne i muzyczne wspieranie Platformy i jej przyległości, ale sam w ogóle nie wziął udziału w głosowaniu, do czego wcześniej namawiał czytelników i słuchaczy.
Wsparcie muzyczne polegało na puszczaniu kodomickich piosenek.
Wierzę i nadal mam nadzieję, że nie dokonał wolty ideowej, że ma te same poglądy co my na wolność i niezależność Polski. Przyjmuję i póki co przyjmijmy, że tak jest, bo w ostatnich audycjach mimo wszystko była obecna słuszna myśl ludzi wolnych. Warto też pprzypomnieć, że pułkownik jest konserwatystą, co sam podkreśla, ale tym poparciem dla salonu i wybielaniem tamtej strony niestety czy chciał, czy nie nadszarpnął swoją reputację.
Mógł podtrzymać swoją dotychczasową narrację, czyli bojkot karuzeli, tak, jak Kazik Staszewski, czyli nie opowiadać się za kimkolwiek, skoro nie chciał też za Konfederacją, a tak ta droga, którą obrał wzbudziła spore zdziwienie. Miejmy też nadzieję, że te drogi pułkownika z czytelnikami i słuchaczami nigdy się nie rozejdą i że po sformowaniu się nowego rządu będzie rzetelnie mówił o wszystkim, co się z tym wiąże, czyli osobiście nie odsądzam od czci i wiary.
Spróbujmy mimo wszystko pochylić się nad argumentami, jakie głosi, choć nie ze wszystkimi będziemy się zgadzać. Pułkownik głosi, że odsunięcie PiS-u jest warunkiem koniecznym w obaleniu karuzeli i wykreowaniu nowej lepszej prawicy, a to, co jest, to etap przejściowy. Może i tak, ale i za PiS-u również należałoby do tego dążyć, czyli nie oglądać się na tych lub tamtych.
Kolejny argument, z którym fundamentalnie, bo całkowicie się nie zgadzam, czyli stawianie sprawy w ten sposób, że nie było aż tak źle za tamtej PO. Osobiście jestem w tym względzie nieprzejednany bezkompromisowy, mimo wad PiS-u, nie tylko ze względów ogólnoludzkich, ale także z uwagi na moje prywatne doświadczenia na sytuację moją i mojego domu w tamtym czasie, ale trzeba powiedzieć sprawiedliwie, że nie od razu za PiS-u uległa ona poprawie.
Z kolei jasne dla mnie jest, że obecnie jest inaczej, niż to było za tamtej Platformy i w ogóle wcześniej.
Następna kwestia pan Wroński próbuje ostatnio całkowicie zrzucić odpowiedzialność reszty karuzeli w temacie koronapierdolca mówiąc, że to nie oni pozostali, lecz wszystko PiS. Odnosiłem się do tego jeszcze przed wyborami, ale trzeba to podkreślać, że owszem PiS miał uprawnienia władcze i podejmował decyzję, ale przecież wszyscy tamci chcieli jeszcze więcej tego samego. Tam, gdzie śpiewano te kodomickie piosenki jakoś nigdy nie było słychać o zgubnych skutkach obostrzeń i nikt nie napisał żadnej piosenki lub innego utworu literackiego na ten temat.
Kolejna sprawa ma w istocie charakter zewnętrzny, mianowicie pułkownik wychodzi z założenia, że i tak będzie inaczej, bo świat zachodni, w tym UE nie będzie aż tak pogrążony w lewactwie, że po najbliższych eurowyborach zmienią się tendencje i ten rząd, jaki by nie był i tak będzie funkcjonować w innych uwarunkowaniach.
Daj Boże, że tak będzie, ale my w Polsce póki co nie widzimy tej zmiany tendencji.
Kolejny argument z naszego podwórka, że PO i przyległości nie chcą wojny ani wewnętrznej, ani wciągnięcia nas w jakikolwiek konflikt zewnętrzny. Wystarczy, że odniosę się do aspektu wojny wewnętrznej. Każdy, kto myśli w podobnym duchu niech przypomni sobie i zastanowi się nad dawnymi faktami. Czym bowiem były słynne moherowe berety, dorżnąć watahy, zabierz babci dowód czy właśnie porwij babci beret, jak nie napuszczaniem jednych na drugich.
Wszystko to nasuwa też pewne myśli dodatkowe. Nie wiem, czy jest tak w wypadku pułkownika, bo z jednej strony choćby na naszych łamach są osoby na emigracji, część przebywa zagranicą od wielu lat, ale mają właściwą optykę polskich spraw, natomiast tu nasuwa się pytanie, czy emigracja czasem jednak nie zaburza optyki. Osobiście mam pewne wątpliwości, a obecne wybory jeszcze bardziej je wzmogły, czy osoby mieszkające zagranicą generalnie żyjące na obczyźnie nie mające u nas żadnych interesów życiowych powinny głosować w naszych wyborach, czy nie powinno być jednak jakiejś reformy w tym względzie.
Owszem warto mieć na względzie sytuację osobistą pułkownika i jej skutki np. życie bez rodziny w obcym kraju, ale może skoro PO nie tyle taka dobra, ale mniejsze zło w jego mniemaniu, to może powinien spakować się w te pędy i jak najprędzej wrócić do Polski i działać medialnie i być animatorem tej dobrej prawicy, nie dla PO, czy innych, ale dla dobra wspólnego i jednocześnie być ze swoją rodziną. Może też wtedy, gdy wyjechał z kraju mógł to zrobić właśnie z rodziną, a nie pojedynczo.
Tak, jak mówię nie warto stawiać krzyżyka na pułkowniku i jego medialnym przedsięwzięciu, nie mniej taki ruch, jakiego dokonał zrodził u wielu dysonans poznawczy.
W ogólnym wymiarze bądźmy też dobrej myśli, że jako naród potrafimy walczyć o dobro ojczyzny oraz, że nawet ci młodzi może też się zreflektują i choć sami nie pamiętają wielu rzeczy, to oczy im się otworzą. Aby jednak było to możliwe po prawej stronie musi powstać oferta polityczna uwzględniająca tę grupę wiekową wyborców.
Zostaw komentarz