Zwłoki węgierskiego Franza Kafki zostały uroczyście skremowane i podzielone na kilkadziesiąt niewielkich porcji w miniszkatułkach w kształcie Wielkich Węgier. Plus ta zasadnicza – duża szkatuła z największa ilością jego prochów.
Rządowy pociąg kolei małowęgięrskich miał objechać z nimi całą północno-wschodnią część kadłubowych Węgier. Od Miszkolca, Debreczyna i Nyíregyháza na północ. Żeby węgierskim wieśniakom uświadomić jak ważny w ich życiu był ten pisarz-recenzent. Większość z ludzi, którzy tłumnie przybywali na dworce kolejowe, którymi jechał specjalny pociąg rządowy z truchłem Franza Kafki, była nietrzeźwa. Jak wszyscy na Węgrzech po 11:00 nad ranem. Ci najmniej nietrzeźwi trzymali w rękach węgierskie flagi i nucili pod nosem ten ich smutny hymn dla samobójców. Pociąg zatrzymywał się na stacji i jeden delegat podchodził do niego i otrzymywał miniszkatułkę z prochami Franza Kafki. Jedną na całą gminę. Wówczas z pociągu odgrywano hymn państwowy, po czym wszyscy wracali do konsumpcji alko.
I tak było na 120 stacjach. Im bardziej zapyziała była, tym więcej ludzi w koszulach pod szyję na ostatni guzik zapiętych, z gęstym zaniedbanym upapranym w leczo wąsem i kapeluszu po dziadku. Słowaccy nacjonaliści mają jednak trochę racji, gdy na forach piszą że węgierskość to w istocie tylko stare gacie i wąsy, całą resztę węgierskiej kultury zrobili Niemcy z Żydami plus ciężka praca ciemiężonych przez Węgrów narodów słowiańskich oraz Rumunów.
W mieście powiatowym Kisvárda do pociągu obwożącego zwłoki węgierskiego Franza Kafki podszedł mężczyzna w średnim wieku i powiedział – kurwa mać. Od razu został obezwładniony przez ekipę kolejarską, która używała tych samych słów ale w innym kontekście. Pociąg zatrzymał się w mieście do przyjazdu prokuratora, typa nietrzeźwiejącego od co najmniej tygodnia, w rozpiętej koszuli pod sam rozporek.
Zostaw komentarz