Patrząc na polską „debatę” nt. migrantów widzę, że znów jest to samo co zawsze.

Z jednej strony mam ludzi, którzy są w stanie napisać tekst o migrantach, w którym nie pojawi się słowo „Białoruś” i nazwisko „Łukaszenka” i którzy przy okazji dają upust jakieś nieprawdopodobnej pogardzie dla „tego kraju” , a z drugiej władzę, która – słusznie – twardo broniąc granicy nie jest w stanie nie sięgać do najbardziej prymitywnych i rasistowskich chwytów i przy okazji migrantów dehumanizować.

Tak jakby przesada, brak umiejętności spokojnej oceny rzeczywistości i całkowita nieumiejętność łączenia twardych wymogów polityki z odruchami serca były istotą polskości. A nie są.

Czekam aż się niezmiennie największe, ale zarazem niezmiennie milczące centrum wkurzy na jednych i drugich i pogoni ich byle tylko dalej od jakiejkolwiek władzy.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)