Do Polski z krótką wizytą przyjechał 21.01.2016 minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier. Oficjalnie jak stwierdził, tematem rozmów były:

1. nie przezwyciężony kryzys gospodarczy w Europie,

2. wyjście Wielkiej Brytanii z UE,

3. kwestia bezpieczeństwa UE i NATO

4. kryzys migracyjny w Europie, który szczególnie mocno dotyka Niemcy, i który w jego przekonaniu musi znaleźć rozwiązania w duchu solidarności europejskiej.

Według mnie min. Steinmeier przyjechał do nas przede wszystkim by złamać opór Polski w sprawie przyjęcia stałych kwot rozdziału emigrantów. Nie wypadało przyznać, że to jest główny i jedyny cel tej wizyty. Pozostałe tematy to dyrdymały, taka zasłona dymna.

Coraz częściej pojawiają się głosy wypowiadane przez polityków PiS o podtrzymaniu zobowiązań rządu Ewy Kopacz. Nie tylko ja widzę, że PiS zaczyna wycofywać się z obietnic składanych w kampanii wyborczej, w których to opowiadał się przeciwko przyjmowaniu imigrantów. W związku z kluczeniem w tej sprawie Ruch Kukiz’15 ogłosił rozpoczęcie zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum ws nieprzyjmowania imigrantów. Zgadzam się w 100 % z oświadczeniem lidera Ruchu Pawłem Kukizem, że „Polska to nasz dom i to my powinniśmy decydować, kto obok nas będzie w nim mieszkał”.

Poza tym, widząc, co dzieje się na przestrzeni dziesiątków lat w krajach Europy Zachodniej, w których muzułmanie nigdzie w żadnym z nich nie tylko się nie zintegrowali, ale są nieustającym źródłem nieprawdopodobnych problemów, jestem zdecydowaną przeciwniczką przyjęcia ich na swoje terytorium. Po ostatnich wydarzeniach we Francji i Niemczech nie chcę, by w przyszłości w Polsce dochodziło do podobnych wydarzeń. Bym bała się wyjść na ulicę, bo któryś z muzułmanów może zacząć strzelać, gdzieś wybuchnie bomba podłożona przez fanatycznego dżihadystę, czy zostanę napadnięta ja, ktoś z mojej rodziny lub mój rodak.

Przekonywanie społeczeństwa, że u nas służby wpuszczą tylko tych, prawych, spokojnych, nikomu niewadzących imigrantów, jest naiwnością. Nie zgadzam się z europosłanką PiS, Jadwigą Wiśniewską, która uważa, że podczas przyjmowania imigrantów sito będzie bardzo gęste. Państwa dużo większe i silniejsze od nas, nie mogą poradzić sobie z nimi, a nas się przekonuje, że my damy radę. Pani europosłanka twierdzi, że w obecnej sytuacji politycznej w Unii Europejskiej konieczna jest powściągliwość w tej sprawie. Zawsze jesteśmy powściągliwi, bo sytuacja polityczna, bo nie wypada, bo sobie zaszkodzimy.

Szef rządu słowackiego Robert Fico, na początku stycznia powiedział, że „jego kraj nie będzie przeka­zywał pomocy finansowej na rzecz rozwiązywania kryzy­su migracyjnego i dodał, że nie będzie przyjmował mu­zułmańskich uchodźców nawet na zasadzie dobro­wolności” i jakoś nie oglądał się na sytuację polityczną i nie patrzył na to, że zaszkodzi sobie i swojemu państwu, tylko twardo broni swojego kraju przed nadciągającą dżumą.

Mimo, że podczas wyborów nie głosowałam na partię Kukiz’15 tylko na PiS, to popieram ideę referendum ws. nieprzyjmowania imigrantów do Polski i z całą rodziną wezmę w nim udział, ponieważ widzę wspólnotę celu i interesu.

Jeżeli rząd chce ich przyjąć, ja chcę mieć możliwość samoobrony, bowiem na naszą policję nigdy nie możemy liczyć. W związku z tym uważam, że referendum koniecznie powinno być rozszerzone o jeszcze jedno pytanie:

Czy jesteś za możliwością powszechnego i bezproblemowego nabywania broni do obrony przed muzułmańskim bandytyzmem?

To prawda, że można przewidzieć wynik referendum, bo społeczeństwo jest wobec imigrantów w większości negatywnie nastawione, ale czy nie mają do tego podstaw? Czy Polak zawsze musi być przed szkodą i po szkodzie głupi?

Poza tym gdyby takie referendum się odbyło, rząd B. Szydło miałby dodatkowy twardy argument do ich nieprzyjmowania.

Liliana Borodziuk