Najpierw wypełznie ze mnie poświąteczna żmija. Ale skoro najłagodniejszy czlowiek z mojego f.b, Ryszard Kosmalski zapytał nienajuprzejmiej: komu przyszło do głowy, aby w dzień Świąt Bożego Narodzenia puszczać film o romansach Maryli Rodowicz, dodając (chyba pierwszy raz w jego życiu) „Pogięło ich?”.

Ja żmijowato dodam: pogięło ich dwa razy, bo dla zwiększenia oglądalności puścili i to w drugi dzień Świąt. I co mnie zabolało najbardziej to nadano tą wulgarną opowieść z magla tuż po (czy tuż przed) wstrząsającego i pięknego filmu o pracy Heleny Pyz w hinduskim ośrodku dla trędowatych Jeevodaya. Miał to być kontrast między tymi dwoma osobami? Ich sposobem życia i sposobem na życie? Nie sądzę.

Jacek Kurski lubuje się w roznegliżowywaniu i wymalowywaniu w stylu „kokota” małych dziewczynek, co podobno zwiększa ich szanse na wygrywanie konkursów Eurowizji (i nie dziw, że zwiększa, wiadomo, kto takie wymalowane i wypindrzone małe dziewczynki lubi sobie pooglądać). Lubuje się w nieeleganckich, falbaniasto wystrojonych i
opiętych w sukienki niczym baleron, rozczochranych spikerkach (nie stać telewizji na fryzjera, który by wymodelował im ich rzadkie i czasem tłuste wlosy?).

Kocha Zenka, o którym polecił nakręcić film fabularny, jak o co najmniej Pavarottim lub Kiepurze. Kocha Maryle Rodowicz, która z zapeleniem kratani musi występować w swoich zawiciach i wieńcach dożynkowych na głowie w duecia z Zenkiem.

Kulturalny horror, tolerowany przez ministra Glińskiego, który jest wprawdzie straszliwie nudny, ale chyba nie jest głupi i widzi co z głównych kanałów telewzizji robi pan Kurski?

No, ale prezydent już dwa razy próbował zrobić z tym porządek. Za każdym razem prezes Kaczyński złośliwie blokował. Pokazujac „kto tu rządzi”. Ciekawe, co bedzie tym razem, kiedy na biurku prezydenta leży lex TVN. Ukochana i wypieszczona ustawa Kaczyńskiego.

Poleci wreszczie zadowolony z siebie łeb Kurskiego czy wciąż pozostanie? Aż doprowadzi do klęski PIS-u, choćby propagandowej, a wszyscy zaczną się dziwić: jak do tego doszło? Jak to się stało? Odeśle wtedy zdziwionych do świątecznego programu I, kiedy to w te najpiękniejsze i rodzinne święta, Maryla Rodowicz opowiadała o podniecajacych zapachach (koń i pot) Olbrychskiego czy dziesiątkach innych romansów z dziesiątkami innych artystów i nie artystów. ktorych rzucała, lub którzy ją rzucali . No i nie pomijała apetycznej sceny jak apetyczny premier Cyrankiewicz trącał ją kolanem pod partyjnym obrusem partyjnego stołu pytając, czy już dała mu swój numer telefonu.

Romanse mają swój wdzięk. Ale romanse bez wdzięku są obrzydliwe. I można je wyświetlać po północy. I na pewno nie w rządowych kanałach tv.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.