Raz, dwa, trzy akcja koryto plus ruszyła z kopyta. Każda opcja polityczna obiecuje, jedni mniej inni więcej. Niestety, życie to nie bajka.
System edukacji, ma wiele do życzenia. Natomiast postawa grona pedagogicznego, jest w wielu placówkach na poziomie dna. Jeśli nauczyciel nie będzie wymagał i egzekwował nic się nie zmieni. Tyle tylko, że aby zacząć egzekwować trzebaby zacząć uczyć młodych ludzi.
Nie chodzi o języki, czy chemię. Chodzi o kulturę względem drugiego człowieka.
Kolega z klasy moim oprawcą.
Krzywda o której mowa, na pierwszy rzut oka jest niewidoczna. Prześladowane dziecko, w ciągłym strachu idzie do szkoły. Ma nadzieję, że być może nikt go nie zauważy. Bo już wie, że lepiej być przezroczystym niż być zauważonym.
O co chodzi tym młodym ludziom? Dlaczego czerpią tyle radości z krzywdy innych? Nie mam pojęcia.
Wiem natomiast, że zaszczuty młody człowiek, jest w stanie dojść do takiej sytuacji, w której „wylogowanie” się z tego świata wydaje się jedyną słuszną decyzją…
Dlaczego w naszym kraju oprawca zawsze ma większe prawa niż poszkodowany?
Otóż, to poszkodowany musi udowodnić, że jest niewinny. To krzywdzony musi udowodnić swoją krzywdę.
Niestety, nauczyciele, widzą to co dzieje się w szkołach i udają, że ich to nie dotyczy.
Dzieci, mniej przebojowe, nie daj Boże biedniejsze, nie mają w szkole łatwo. A jeśli jeszcze do tego wszystkiego ze strachu czy czasem dla świętego spokoju nie skarżą, tylko duszą wszystko w sobie. Jest to okropne w skutkach.
Zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, od początku trzymał się z jednym przyjacielem. Jak to w życiu bywa, przyjaźnie się kończą. Tyle tylko, że wraz z brakiem bratniej duszy zaczęła się przeszywająca samotność. W szkolnej ławce sam, na przerwach sam w drodze do domu sam…
Zaczęł sobie z samotnością radzić, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ale oprawcom było mało, skoro nadal chodzi do szkoły, uśmiecha się, trzeba było zrobić coś mocniejszego, aby poczuli satysfakcję i adrenaline.
Nikt nie zdawał sobie sprawy, ile to dziecko kosztowało by rano wstać i pójść wprost do tych którzy cali sobą mówią, że go nie chcą.
Interwencję u wychowawcy nie przyniosły skutku, te u rodziców jakby też nie.
Interwencja u dyrektora szkoły, ależ ogromne było rozczarowanie, gdy i po tym nic się nie zmieniło.
Sytuacja jednak zaczęła eskalować.
Dziecko nie mogło nawet spokojnie zjeść. Zaczęło się ostentacyjne zatykanie nosa, byle tylko obrzydzić posiłek. Bywały dni, że posiłek został nietknięty. Gdy głód się nasilał, zamykał się w szkolnej ubikacji by zjeść w spokoju.
Gdy człowiek słyszy między zdaniami: „Dzisiaj było spoko, tylko jak jadłem ktoś dobijał się do ubikacji”. Nie ma chyba rodzica dla którego taka sytuacja byłoby do zaakceptowania.
Wychowawca kiwa głową i mówi, że nic się nie da zrobić, dyrektor poproszony przez wiadomości na dzienniku elektronicznym nie rozumie tonu wiadomości…
Nic tylko zaprosić dyrektora na śniadanie w toalecie szkolnej…
Rodzice prosili już o interwencję chyba wszystkich, którzy mają w szkole coś do powiedzenia… Niestety, nic a nic się nie zmieniło.
Cała sytuacja odbija piętno na psychice dziecka, chyba nawet dorosły miałby dość.
Ludzie są jednak stadem, lubią mieć wokół innych.
Strach, bezradność paraliżuje, rodziców dzieci, które muszą zmagać się z problemami swoich dzieci. Ta bezradność jest chyba najgorsza.
Dlatego jak słyszą przedwyborcze obietnice to szlak ich trafia. Do tej pory według ministra edukacji Przemysława Czarnka szkoły działają doskonale.
Więc w imieniu rodziców krzywdzonych dzieci pytam, dlaczego popiera się mowę nienawiści? Dlaczego nie edukuje się dzieci, że słownie też można skrzywdzić?
Rodzice prosili o pomoc Policję, zależało im aby ktoś tym młodym ludziom wytłumaczył, że stosowanie przemocy werbalnej jest przestępstwem. Policja wytłumaczyła rodzicom, że oni owszem prowadzą takie pogadanki, ale to dyrektor szkoły musi ich zaprosić nie rodzic. Więc sytuacja nadal pozostaje niezmienna. W sumie to przecież zaraz będą wakacje, po co sobie zawracać głowy problemami innych?!
Część z tych dzieci wyjdzie ze szkół podstawowych i problem częściowo sam się rozwiąże.
Dlatego pytam tych wszystkich którzy teraz obiecują gruszki na wierzbie, kto pomoże prześladowanym dzieciom w szkołach?
Przecież, co nie jest tajemnicą w szkołach nie ma zaplecza psychologicznego. Nie ma kto i kiedy z tymi dziećmi rozmawiać, tłumaczyć im. Materiał pęka w szwach, więc, zamiast edukacji co dobre a co złe lepiej uczyć prawa Pitagorasa.
Gdy dochodzi do tragedii, gdy młodzież nie widzi już sensu walki o lepsze jutro, popełnia samobójstwo. Wtedy nagle okazuje się, że wszyscy wiedzieli o problemach, ba większość nawet chciała pomóc… Tyle tylko że w rzeczywistości nikt nie zrobił nic.
Raz, dwa, trzy start! Która opcja polityczna jeszcze przed ostatnim dzwonkiem przed wakacjami jest w stanie pomóc? Kto wyciągnie rękę pomocy i realnie będzie chciał pomóc?
Wielu dorosłych nawet nie wie, że krzywdzić można też słowami. Są ludzi którzy twierdzą, że przecież nic nie zrobili, bo nie bili. Otóż nie, bo to niestety tak nie działa. Słownie można wyrządzić więcej krzywd niż ciosem. Dziecko które słyszy, że do niczego się nie nadaje. Wyrasta na zakompleksionego dorosłego który poczucie własnej wartości ma zerowe. A później przez wiele lat dorosłego życia nabiera wartości względem siebie.
Apeluję do szkół, nauczycieli, pedagogów, nie przechodźcie obojętnie wobec tych młodych ludzi i proszę zauważcie w końcu tych krzywdzonych.
Nie może być tak, że to krzywdzony musi udowodnić winę krzywdzącemu. Czas na zmiany. Powiedzmy głośno stop przemocy w szkole!
Zostaw komentarz