Na wstępie zaznaczę, że kolory postaci nie są przypadkowe. Jednak nie o kolorach naszych samorządowych słodziaków jest ten post, a o reklamowym leceniu w kulki przez nasze gminno/powiatowe emenemsy. Na kanwie wydarzeń z ostatniej sesji Rady Miejskiej w Wadowicach naszła mnie refleksja związana generalnie z kondycją samorządu wadowickiego, jego instytucji, obietnic, zapewnień a co najważniejsze wiarygodności. A w zasadzie jej braku.

Starosta Wadowicki Bartosz Kaliński, będący nieoficjalnym kandydatem na burmistrza Wadowic z ramienia PiS-u, jak rasowy M&M’s wkroczył wczoraj na salę obrad podczas sesji i poza wszelkim protokołem zaczął wygłaszać swoje tezy odnoście przepychanek z gminą. Sam Starosta generalnie zbyt wiarygodny nie jest, co mieszkańcy Kleczy Górnej widzą gołym okiem. Jego zapewnienia, że 800m chodnika w tej wsi powstanie do końca lipca włożyliśmy już między baśnie. Świadkami owego zapewnienia byli Sołtys Kleczy Dolnej Ireneusz Chrapla, Sołtys Kleczy Górnej Paweł Stopa, oraz ExSołtys Kleczy Górnej Bronisław Oleksy no i oczywiście wiercipięta polityczna czyli ja. Sierpień mamy a tu kaszana ze skwarami jak się patrzy. Drugie zapewnienie Starosty, że dzieci pójdą 1 września do szkoły owym chodnikiem również uważam za mrzonkę, bo „chłopcy z placu boju” stwierdzili już, że jak szef nie złowi jakiejś nowej fuchy, to może wyrobią się w terminie. A termin przypada na koniec października. Tyle Starosta Kaliński i jego „dobra zmiana” a w zasadzie łódka z napisem „dobra zmiana”, na której płynie, tyle że nie wiadomo w którą stronę.

Drugi natomiast orzeszek słodki czyli Burmistrz Klinowski, jak przystało na (uwaga będzie duży cudzysłów) „”””””ostoję demokracji, stylu, dyplomacji, prawidłowego zarządzania oraz nieomylności naukowej”””””””, stwierdził po wybryku Starosty na sesji, że z takimi standardami to on się jeszcze nigdy nie spotkał. No popatrz Pan jakie nieszczęście, a my się spotkaliśmy. To nie kto inny jak ten słodziak czerwony z obrazka, w poprzedniej kadencji wył syrenami na sesjach RM. To nie kto inny jak ten słodziak, wyrzucał śmieci w środku miasta w ramach politycznych happeningów będąc radnym owej kadencji. To nie kto inny jak ten słodziak uniemożliwił zabieranie głosu na sesjach mieszkańcom.

I teraz co? Standardy? A jakie to standardy? Najwyższym standardem w tej gminie jest sytuacja, w której każde stanowisko, możliwie wolne a znaczące, zostało obsadzone przez prawników/najlepiej kolegów. I w myśl tego co słodziak Burmistrz wypowiedział na spotkaniu w mieszkańcami w bibliotece miejskiej – „I super, że tak jest. I super”. Bo to są eksperci. Poddaję pod wątpliwość czy tak super jest, gdy Wiceburmistrz prawniczka na spotkaniu w sprawie Budżetu Obywatelskiego deliberuje o oddawaniu w użytkowanie wieczyste terenów prywatnych co jest w ogóle nie możliwe z punktu widzenia zapisów ustawy, gdyż w u.w. oddaje się jedynie grunty JST i to jeszcze w zasadzie tylko w miastach a nie na wsiach, co było proponowane na owym spotkaniu. To jest ta eksperckość? A może argumentacja Przewodniczącego Rady Miejskiej, który w stronę Starosty zrobił wrzutkę o tym, że Policja nie potrafi przetargów rozstrzygnąć i wyłonić sobie wykonawcy a to przecież taka prosta sprawa.

To może popatrzmy jak Gmina Wadowice rozstrzyga swoje przetargi, gdzie co drugie postępowanie jest unieważniane ze względu na fochy, niedociągnięcia lub, co najważniejsze, ceny rynkowe, które okazują się za duże na gminne zamierzenia. A to Ci numer. Jak Starostwo robi przetarg to pieniądze zostają jeszcze, choć Powiat jedzie ponoć na deficycie. Z kolei gmina wspaniała, zarządzana przez wybitnych ekspertów, chwali się oszczędnościami na poziomie (tu żart) trylionów dolarów. I trudno się dziwić skoro połowa przetargów przepada, w mieście nie realizowane są żadne ważne inwestycje a te, które ruszają, są uruchamiane w myśl zasady „zrobimy to za cudze, i utrzymywać będziemy też za cudze, a nawet jak braknie na utrzymanie, to nas już i tak nie będzie”. To są najwyższe standardy.

I na koniec powiem tak: 

Zarówno żółty M&M’s jak i czerwony M&M’s pochodzi z jednego pudełka. Są tacy sami. Kolor się tylko różni a smak jest dokładnie ten sam. To nie jest walka dwóch buldogów pod dywanem, bo takie odbywają się w ramach jednej frakcji. To jest walka dwóch ratlerków na dywanie, które za punkt honoru postawiły wyszarpać sobie nawzajem całą sierść. Tylko wiecie na czym polega problem moi drodzy ? Że po tej walce niewiele z dywanu zostanie. A to jest nasz dywan . . .

Autor: Artur Świątek