Na moje 75 lat, które za dokładnie m-c skończę mam prawo powiedzieć, że 60 lat obserwuję mieszkańców Polski, bo nie wszyscy czują się i postępują jak winien postępować obywatel Polski.
Obserwowałem z bliska wszystkie środowiska i tak: księży (2 i pół roku byłem w niższym seminarium duchownym i obserwowałem ich kontakty z kochankami i ich „na wypomóżkach” za granicą), komunistów (tzn, zbrodniarzy, półgłówków, oszustów – pracowałem w ZMS 2 lata i swój gabinecik miałem w budynku KP PZPR, skończyłem WSNS, pracowałem ponad rok w kontrwywiadzie, byłem oficerem w LWP), rzekomą inteligencję (nawet z tytułami prof., z dyplomami i bez oraz przeróżnych partyjniaków), prostytutki (mieszkałem parę lat w hotelach) i przestępców w tym złodziei (pracowałem w więziennictwie)!
Oprócz lat życia to i moje wykształcenie daje mi prawo oceniać ludzi: nauczyciel, socjolog, politolog, oficer, nie pijący alkoholu (b. dobrze udawałem, że piję, ale zawsze chciałem być i byłem trzeźwym, by wiedzieć, co robię i mówię, bo często byłem tłumaczem – zresztą „kw” też mnie czegoś nauczyło! Do tego dodam, że już 1956 rok wydarzenia u nas, na Węgrzech, a potem w NRD upoważniały mnie do ocen tego, co widzę i wiem. Podkreślę, że języki obce, a nauczyłem się sam kilku, też mi w życiu dużo pomogły i pomagają!
Do tego dodam, że od 1981 roku represjonowany przez bandę zbrodniarza Jaruzelskiego i pozbawiony pracy tylko z małą renta jako rzekomo chory psychicznie musiałem robić wszystko, co się udało by jakoś żyć i utrzymywać rodzinę oraz dodam to, że wiele zawdzięczam turystyce (pilotaż, przewodnictwo, tłumaczenia) i rozrywce (muzyk, wodzirej, humorysta).
Wiem bardzo dobrze, że gdybym chciał zostać partyjną szują, to bym też opływał w wille, super samochody itd., ale ja nie potrafiłem myśleć A, mówić B i robić C!

Pięknie o tym napisał Friedrich von Logau, który żył w latach 1604-1655. Oryginał: „Heutige Weltkunst”

DZISIEJSZA SZTUKA ŚWIATOWA

Inaczej żyć, inaczej postępować
Inaczej myśleć, inne mówić słowa
I wszystko dobre starać się posiadać.
Wciąż aprobować innych lub udawać
I z każdym wiatrem dmuchać zawsze w żagle!
Złu, dobru służyć chętnie w chwili każdej
I robić jak najwięcej z taką myślą,
By się samemu opłacało wszystko!
I kogo pcha do tego jakaś siła
Ten politykiem dziś się nazywa.
PS.
I ten na pewno jest oportunistą!
Proszę nie mylić z opozycjonistą!
Niemcy tłumaczą ten wyraz krótko tak:
Że oportunista to „Konjunkturschwein!”
(tzn. świnia w zależności od okoliczności!)
Przekład i PS F. Krzysiak Gdańsk 29.01.2010 r.

Podsumowując stwierdzę tylko, że:
1. W Polsce „Schindlera” nie spotkałem!
2. Nie znalazł się nikt w Polsce, żaden prawnik, aby mi pomóc w walce z bezprawiem i ktokolwiek materialnie, gdy nie było mi lekko.
3.Pomogli mnie materialnie Niemcy, których o nic nie prosiłem i to byłi:
a/ z NRD były kpt Wehrmachtu – już nie żyjący Willi Quade z Oranienburga, poznaliśmy się w restauracji Moskwa w Berlinie wschodnim – który się przyznał, że był faszystą i do końca wojny wierzył Führerowi. Ja go o nic nie prosiłem, ale on to robił sam od siebie!
b/ z RFN nauczyciel z Waiblingen Werner Grüner – którego nie znałem i zaczął mi przysyłać wartościowe paczki. Z czasem poznaliśmy si€ (byłem u niego, on u mnie – pokazałem mu m.in. Mazury, Kaliningrad i Wilno).
c/ Kurt Marx z Berlina zachodniego (prusak -tak mówił o sobie) też nie żyjący już – poznałem go w latach 80-tych jako pilot przewodnik, muzyk i humorysta, że zaprosił mnie, abym grał jako muzyk restauracji w dzielnicy Spandau i bawił towarzystwo na jego złotych godach w 1994 roku (a ślub brał w Gdańsku a Domu Angielskim w 1944 r.).

Cóż, aby nie rozwlekać – zresztą więcej osób może podobnie napisać o sobie jak ja, choć generalnie jesteśmy zdemoralizowani, goniący za mamoną. Jeden drugiemu jak może, to mu nogę podstawi, by dorwać się pierwszemu do koryta… Aby zakończyć jako dr Humor na wesoło proponuję przeczytać:

Samo życie
to znaczy problem świń przy korycie!

Koryto jest jedno, a świń gromada.
Kwik, zgiełk, sąsiad pcha się na sąsiada.
Zwyczajne wieprze,
Bo każde chce być pierwsze!
Tam knur i sześć starych macior
Po uszy zanurzonych w zacior
Mlaszcze, klaszcze, a motłoch słysząc te dźwięki
Zgłodniały przeżywa dosłownie męki.
Szuka szpary, tędy, siędy
I żebrze wprost o względy
Ale do koryta, gdzie rząd starych osób
Przedostać się maluczkim nie sposób!
Wtem knur podniósł łeb do góry
I ryknął aż zadrżały mury:
Motłochu wstydź się wstydź
Czy ty kultury nie masz nic
I przez życie całe
Tylko żarcie ma być twoim ideałem!
Tu urwał i znów w pomyje
Zanurzył się szybko swoim ryjem!

PS Śmiech to zdrowie!
Świnie
Jak Państwo sami dobrze widzicie
To tak jak u nas na władzy szczycie.
Franciszek Krzysiak