Słucham przesłuchania Marcina P. przed komisją ds. Amber Gold. Nie będę komentował szczegółowi, bo szlag mnie trafia od słuchania. Ograniczę się tylko do kilku punktów:

1. Rzeczywistość wyłaniająca się z zeznań Marcina P. jest przerażająca, a takie pojęcia jak „uczciwość”, „sprawiedliwość”, „patriotyzm”, państwo” mają całkowicie wypaczone znaczenie.

2. Marcin P. nieświadomie pokazuje prawdziwą mafię, na którą składają się instytucje państwowe, politycy i ich rodziny oraz oczywiście „niezależne” sądownictwo. Towarzyszą temu wszystkiemu dziennikarze, którzy często pełnią rolę systemu wczesnego ostrzegania.

3. W trakcie swojej długoletniej pracy w wywiadzie i kontrwywiadzie rozmawiałem z wieloma osobami, przypominającymi „złotoustego” przedsiębiorcę, który chciał tylko interes zrobić i został omotany przez polityków.

4. Zeznania pokazują jak działania zwykłych pracowników ABW i Policji są neutralizowane przez szefów tych instytucji i wykorzystywane dla doraźnych, partykularnych interesów. Tak miałem przez prawie 23 lata „wolnej” Polski.

5. Więzienie może być formą dobrze opłacanej pracy, pod warunkiem, że więzień jest pojętny i wie co i komu ma mówić. Tym bardziej to opłacalna praca, gdy wyrok może skonsumować czas odsiadki „w śledztwie”.

6. Wrócę do ABW i Policji i zastanawiam się, czy oni zawsze działają w tak śmieszny sposób niczym „słonie w składzie porcelany”? Ciekaw też jestem czy ABW potrafi postępować z zajętymi komputerami? Pewnie tak, wiem, że tak i to na bardzo fachowym poziomie. W takim razie, kto kazał im działać niczym użytkownicy PS4 w wieku 12 lat?

7. Skoro przesłuchanie jest jawne, to po cholerę pikselizacja i wkurzające pikanie?

8. Uczciwy przedsiębiorca nie ma szans, a i tak jest od razu podejrzany o przekręty. To przetrwało od PRL do dnia dzisiejszego. Dlatego Marcin P. wygra.

I tyle. Lepiej się upić niż oglądać świat Herrenvolk w działaniu, szczególnie, gdy nie ma się panzerfausta pod ręką.