W poniedziałek (06.07.2015r.) późnym wieczorem widziałem w TV Republika rozmowę dwóch polityków, pana Henryka Wujca i pana Witolda Waszczykowskiego. Nie znalazłem linku do niej, więc nie mogę dokładnie zacytować pewnej wypowiedzi. Opiszę ją tylko.

Rozmowa była m.in o służbach w świetle oceny tych instytucji dokonanej przez „bohaterów” kolejnych taśm, ujawnionych ostatnio. Pisałem już, że akurat ci panowie nie mają najmniejszego prawa do takiej oceny, ponieważ przez wiele lat – praktycznie przez większość III RP – mieli bezpośredni lub pośredni udział na kształt tych służb. To oni nominowali ich kierownictwo, preferowali swoich, podobno zadaniowali i wykorzystywali dla dobra kraju. Przy okazji, chciałbym ich zapewnić, że ich ocena dotyczy kierownictwa, bo tylko z takimi się kontaktowali, a na tych rzeczywiście „pracujących frajerów” spojrzeć nawet nie raczyli. Ponadto, jeśli już tak są zatroskani, to niech uczciwie odpowiedzą na pytanie, czy kiedykolwiek wykorzystywali służby do załatwiania przeciwników lub załatwiania spraw osobistych, w tym ułatwiania działalności licznym swoim znajomym? Wystarczy mi tak lub nie.

Wracajmy jednak do opisywanej rozmowy. Cenią pana Waszczykowskiego. Jest świetnym fachowcem w dziedzinie polityki międzynarodowej, ale na służbach nie zna się zupełnie, chociaż zgadzam się z jego oceną ich stanu. Usłyszałem z jego ust „magiczne” określenie, jedyne lekarstwo na patologie, czyli „opcja zerowa”. To nic nie załatwi, panie Pośle. Pisałem kiedyś, co rzeczywiście znaczyła opcja zerowa w 1992 roku i nie ma co do tego wracać. Obecnie w służbach pracują głównie młodzi ludzie, bez bagażu, którzy na ogół nie mogą patrzeć na własne kierownictwo.

PO przez osiem lat doprowadziła do sytuacji, w której każdy myślący obsługuje ksero, albo siedzi w bibliotece. Karanie ich poprzez „opcję zerową” będzie wyjątkową niesprawiedliwością i przyniesie same straty. Kierownictwo, nawet niektóre przypadki średniego szczebla – oczywiście. Tak, bo oni są odpowiedzialni za to, co się dzieje. Służby to instytucja zmilitaryzowana, o jasnym i prostym, feudalnym wręcz sposobie zarządzania. Zwykły oficer nie znaczy nic i jest poddawany ciągłej presji, której nie może się nawet przeciwstawić, bo wszystko jest „ściśle tajne”.

Drugim stwierdzeniem pana Posła, które przeraziło mnie wręcz, była sugestia o przeszkoleniu nowych ludzi przez sojuszników. Opatrzona była co prawda słówkiem „może”, lecz nie zmienia to faktu, że samo istnienie takiego pomysłu jest co najmniej dziwne.

Panie Pośle? Kto? Amerykanie, Anglicy, Niemcy czy Francuzi?
Wszystkie te kraje są wyjątkowo pragmatyczne i jak mają okazję szpiegują siebie nawzajem. Chcemy mieć służby mocne, sprawne i niezależne od polityki, a kierujące się wyłącznie dobrem państwa. Dobro tych krajów nie musi i nie jest w wielu punktach naszym dobrem. Chcemy współpracy na równych warunkach, a nie wasalizmu i pieniędzy w kartonach po butach. Nie widzę też jakościowej różnicy między „kagiebistą” panoszącym się po korytarzach, a „facetem z CIA” mającym dostęp do wszystkiego. Trudno wtedy mówić o niezależności. Proszę mi wierzyć, wiem jak ustawiają współpracę sojuszniczą kraje, które wymieniłem i znam narzucane przez nie ograniczenia. Chcę wierzyć, że to było wyłącznie przejęzyczenie.

Pragnę również zapewnić, że i u nas istnieją ludzie, potrafiący dobrze wyszkolić następców. Mam na myśli osoby bez bagażu przeszłości z odpowiednim stażem. To przecież już 25 lat. Zresztą nie to jest lekarstwem, lecz decyzje organizacyjne oraz polityczne, które wreszcie umożliwią tym służbom działanie, zdejmą z nich naciski polityczne i wreszcie wskażą właściwe kierunki działania. Precyzyjnie, a nie zbiorem komunałów, dostępnych w każdej gazecie. Nie chcę tu pisać recept, nie znam się na tym, ale przedstawię kilka istotnych punktów:

1. Zmiana podległości służb z premiera, który zawsze będzie „partyjny”, na prezydenta, który jest konstytucyjnie odpowiedzialny za bezpieczeństwo kraju i który jest wybierany w głosowaniu bezpośrednim. Nawet jeśli stoi za nim jakaś opcja polityczna, musi on uwzględniać racje wszystkich stron. Wiem, że to trudne, ale chyba możliwe.

2. Likwidacja funkcji koordynatora i utworzenie w BBN lub bezpośrednio kancelarii prezydenta ciała typu Joint Intelligence Committee, nadzorowanego przez osobę cywilna, zrzeszającego szefów, lub delegowanych pracowników każdej służby, którzy rotacyjnie będą przewodniczyć pracom bieżącym komitetu.

3. Stworzenie prawdziwego nadzoru nad służbami poprzez komisję parlamentarną. Nie może być sytuacji, kiedy szef służby odmawia stawienia się przed komisją lub permanentnie zasłania „tajnością”.

4. Ograniczenie ilości służb, precyzyjne ustalenia rodzaju ich działania oraz pól zainteresowania, tak, by nie krzyżowały się i prowadziły do rywalizacji.

5. Sprecyzowanie spraw, które są tajne i stworzenie mechanizmów, które przeciwdziałać będą nadużywaniu klauzul przez szefów poszczególnych służb.

6.Likwidacja pojęcia „dobra służby”. Istnieje jedynie dobro państwa, które często bywa sprzeczne z dobrem jakiejś instytucji.

7. Całkowita likwidacja uprawnień śledczych. Od tego jest prokuratura i sąd. Można pokusić się o utworzenie specjalnego wydziału Prokuratury Generalnej, zajmującego się wyłącznie sprawami służb.

8. Opracowanie i częściowe opublikowanie kontrwywiadowczej charakterystyki terenu, na wzór krytycznej infrastruktury kraju w USA, UK. Bezpieczeństwo jest sprawą wszystkich, więc obywatele muszą wiedzieć przed czym się strzec i czego oraz jak bronić.

To tylko punkty do dyskusji i nie należy traktować ich jak postulaty.

Pozdrawiam wszystkich.
Piotr Wroński

Piotr Wroński - fot. Julita SzewczykPułkownik Piotr Wroński, pracownik I Departamentu SB, a w III RP oficer UOP i Agencji Wywiadu jest autorem powieści z kluczem „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki.