Wczoraj na kongresie Polonii Ukraińskiej było o tym mówione. Powinien jednak istnieć jakiś plan zabezpieczenia Polonii, szczególnie na Wschodzie, przed miejscowymi służbami. Piszę to otwarcie, dlatego, że pamiętam sprawy dotyczące Ukrainy, Białorusi i oczywiście Rosji, w których tamtejsze służby usiłowały wykorzystać mniejszość polską do operacji przeciwko naszym placówkom. Widoczne to było we Lwowie (słynna mafia „wizowa”) i na terenie Białorusi (dwa związki Polaków). Pisałem też o braku pomysłu na wykorzystanie Polonii dla lobbowania spraw polskich.

Jest jeszcze jedna sprawa. W „Czasie Nielegałów” pisałem o Karcie Polaka i trudnościach w sprawdzeniu autentyczności dokumentów, szczególnie rosyjskich, wydanych jeszcze za cara, a także, całkiem niedawno, o pułapce KSP. Przypomnę, iż po 5 latach „kaespowiec” dostawał polskie obywatelstwo i od tego czasu uchodził za Polaka. Większość tych ludzi pochodzi z krajów byłego ZSRS i procedury wszczęło w latach dziewięćdziesiątych. Teraz to „Polacy” jak się zowie. Zaznaczam, że moja ocena dotyczy wyłącznie określonej grupy osób, a nie wszystkich. Z jedną osobą miałem ostatnio do czynienia.

Jak Państwo już wiecie, pisałem o tym jakieś dwa tygodnie temu, czasem jestem wynajmowany do ustaleń, poszukiwań, sprawdzeń lub analiz, czego ujawnieniem straszą mnie dziennikarze TVN i inni, chociaż nie zachowuję się jak znane wywiadownie gospodarcze, które za raport, ściągnięty z jedynego dostępnego źródła żądają np. 800 złotych i w dodatku ocenzurują go, a od klientów wymagają podania takich danych, iż w mojej ocenie służy to jedynie rozpracowywaniu tego klienta, a nie wykonaniu usługi. Dla porządku dodam, iż taki raport u „źródła” kosztuje ok. 300 złoty, a ja w dodatku robię jeszcze rozpoznanie adresów, w tym fizyczne, z czego również wychodzą czasem piękne „kwiatki”. Ostatnio spotkałem się z raportem ze znanej wywiadowni, złożonym wyłącznie „z Internetu”, a po „udaniu się na adres figuranta ( 🙂 ), okazało się, że od dawna nic tam nie ma, chociaż wywiadownia twierdziła, iż posiada „aktualne informacje” i wzięła za to masę pieniędzy. Stop! Odeszliśmy od głównego wątku w dywagacje trochę nie na temat. Wracamy.

Nie tak dawno zostałem poproszony przez dość strategiczne i ważne przedsiębiorstwo o przeprowadzenie rozmów wstępnych z kandydatami na różne, na ogół kierownicze stanowiska. Rekrutacja odbywała się przez jedną z firm headhunterskich. Korporacja, mordor z prawdziwego zdarzenia. Wszystko szalenie „profesjonalne”. Oni typowali wstępnie kandydatów. Tam rozmawiałem sobie grzecznie z panem…nazwijmy go Borys Wasiuk. Pan Borys według papierów był Polakiem urodzonym na Ukrainie. Spytałem grzecznie i wyjątkowo uprzejmie o kilka spraw. Wyszło, że pan Iwanow całe swoje dzieciństwo i wczesne lata dorosłe spędził w Moskwie, bo „rodzice tam służyli”. To znaczy najpierw na Ukrainie, gdzie urodził się mój uroczy rozmówca, a potem zostali przeniesieni, by „służyć” w Moskwie. cały czas używał słowa „służyć”, chociaż nie wyjaśnił co przez nie rozumie. KSP otrzymał w roku 1992, ale obywatelstwo dopiero w roku 2003, w którym wziął ślub z autentyczną Polką. Przez cały ten czas pracował w różnych krajowych spółkach, działających na rynku rosyjskim. Tylko rosyjskim. Niektóre były dość znane. Najciekawsza była jego reakcja na moje dwa pytania o to, dlaczego tak długo czekał z obywatelstwem i dlaczego nie wystąpił o Kartę Polaka, która automatycznie nadaje obywatelstwo? Przez cały czas przecież podkreślał, iż jest „Polakiem z Ukrainy”, czyli jego rodzice są Polakami i również mogli wystąpić. „Polakiem jest się w duszy, a nie poprzez papierek” – usłyszałem – „Nie dbam o takie sprawy, ale w końcu wygodniej mieć paszport unijny niż KSP”. Szczerość godna pozazdroszczenia. Potem dowiedziałem się, że jego rodzice nigdy nie byli w Polsce i są obywatelami FR, a sam pan Wasiuk do Rosji nie jeździ, ale regularnie, raz na pół roku podróżuje do jednego z krajów skandynawskich, gdzie ma syna z autochtonką. Piękna legenda i okazja na budowę systemu łączności.

Ta historyjka pokazuje, iż w „obrót operacyjny” wchodzi uśpione dotąd „pokolenie kaespowców”. Nie ulega wątpliwości, że po zmianie sytuacji politycznej w Polsce muszą pojawić się nowi ludzie, „Polacy z odzysku”, legalizujący się u nas w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych. Nota bene ciekawa jest ta firma headhunterska, która wiedziała dobrze dla kogo pracuje i takiego kandydata przepuściła, ale jak popatrzyłem sobie na nią, to nie zdziwiłem się za bardzo.

Jestem osobą prywatną. Nie prowadzę żadnej działalności gospodarczej. Nie mam narzędzi instytucjonalnych, ani „prywatnych”, więc mogę jedynie „rozmawiać, oglądać, szukać sprzeczności”. To są sprawy dla instytucji państwowych, tych specyficznych i wszystko wiedzących. One jednak na mój widok zakładają sprawy operacyjne, w których jestem głównym figurantem. Poza tym słuchają „tylko tych piosenek, które już znają”. Szkoda, bo powstają nowe i bardzo ciekawe piosenki.