/WSPOMNIENIA OSOBISTE/
Pracownia Projektowa „SCH” Wadowice powstała pod nazwą:
- Biuro Organizacji, Przygotowania i Projektowania Inwestycji przy Zakładzie Usług
Remontowo – Budowlanych PZGS /Powiatowy Związek Gminnych Spółdzielni „SCH”/
- Składowa 7, 34-100 Wadowice
następnie była Pracownią Projektową:
- Zakładu Inwestycji i Budownictwa
Wojewódzkiego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”
- Szlak 65, 31-153 Kraków
- Wojewódzkiego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”
Zakład Inwestycji i Budownictwa
- Lenina 25, 43-301 Bielsko-Biała
- Centralnego Związku Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”
Zarząd Inwestycji i Techniki
BIURO PROJEKTÓW
- Książąt Opolskich 8, 45-008 Opole
Podczas studiów na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej w Krakowie byłem stypendystą /stosowanych wówczas tzw. stypendiów fundowanych/ Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Wadowicach, który to Urząd zgłosił na Politechnikę zapotrzebowanie na absolwenta tej Uczelni, który będzie zatrudniony w tymże Urzędzie w ustalonym Wydziale.
Obronę dyplomu miałem w czerwcu 1965 r. Do pracy w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej zgłosiłem się w sierpniu tego roku. Na kilka miesięcy byłem skierowany do pracy do Powiatowej Komisji Planowania Gospodarczego. Ze względów kadrowych do Pracowni Urbanistycznej przyjęty zostałem od 01.01.1966 r., gdzie pracowałem do 1970 r.
Po zgonie Architekta Powiatowego inż. arch. Mieczysława Kobosa, zostałem przeniesiony do Wydziału Budownictwa, Urbanistyki i Architektury na stanowisko inspektora d/s Planowania Przestrzennego. Powiat wówczas obejmował trzy miasta: Andrychów, Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice oraz 81 wsi.
W połowie 1972 r. w moim pokoju biurowym zjawił się p. Stanisław Lasek – Prezes PZGS
W Wadowicach z wiadomością, że wrócił z Warszawy, gdzie uczestniczył w Zjeździe CRS „SCH” i oświadczył, że Władze Centralne CRS postanowiły, aby w każdym powiecie w kraju, powstałybpracownie projektowe dla statutowo własnych celów tj. inwestycji związanych z działalnością Gminnych Spółdzielni „SCH” prowadzonych w powiatach.
Powodem takiego stanowiska Władz Centralnych było systematyczne narzekanie inwestorów „Samopomocy Chłopskiej” na trudności w znalezieniu odpowiednich projektantów do wykonywania dokumentacji budowlanej i problemy z uzyskaniem pozwolenia na budowę.
Dla mnie było dużym zaskoczeniem, że Prezes Stanisław Lasek zwrócił się do mnie, by przy PZGS-ie w Wadowicach utworzyć biuro projektów, które będzie opracowywało dokumentacje budowlane na potrzeby PZGS i GS-ów tut. powiatu.
Byłem w szoku, ale po dłuższym namyśle wyraziłem zgodę. Wtedy nie miałem uprawnień budowlanych do projektowania i nie znałem zasad pracy biura projektowego.
Problem odejścia z pracy z Wydziału BUA, za porozumieniem stron, omówiłem z kierownikiem Wydziału BUA inż. Adolfem Walczakiem i tak od 15 września 1972 r. stałem się pracownikiem PZGS „SCH” w Wadowicach.
W Nowym Sączu, jako wtedy powiecie eksperymentalnym, pracownia projektowa przy tamt. PZGS-ie już istniała. Prezes Stanisław Lasek z prezesem PZGS „SCH” w Nowym Sączu uzgodnili, że będzie można zapoznać się z pracą tamt. Pracowni Projektowej. Samochodem służbowym tut. PZGS-u udałem się do Nowego Sącza.
W sprawy pracy biura projektów wprowadzał mnie pracownik tej pracowni w wydzielonym pomieszczeniu. Nie wyraził zgody na bezpośrednie zapoznanie się z pracownią, kreślarnią, opracowywaną przez nich dokumentacją, branżami, formą opracowywanych dokumentacji oraz rozmowy z projektantami.
Z tego wyjazdu więc niewiele skorzystałem.
Miałem wtedy adresy do kilku rówieśników ze studiów na Politechnice, którzy podjęli pracę w różnych biurach projektów w Kielcach. I to oni przysyłali mi wzory różnych druków stosowanych w ich biurach.
Pierwotna „pracownia projektowa” przy tut. PZGS-ie była jednoosobowa. Przydzielony zostałem do pokoju Działu Inwestycji w którym dwóch pracowników administracyjnych zajmowało się inwestycjami tj. rozliczeniami i załatwianiem dokumentacji.
Kupiłem więc deskę kreślarską formatu A2 /50 x 70 cm/, kalkę techniczną, przybory kreślarskie i udało się zdobyć bardzo prymitywną ręczną kopiarkę i pudło tekturowe do wywoływania amoniakiem naświetlonych rysunków technicznych, na papierze światłoczułym /ozalidzie/.
Pierwszym dorywczym „operatorem” naszej kopiarki /z żarówką do oświetlenia ulicznego/ był wieloletni pracownik Działu Inwestycji p. Marian Bieniasz, powszechnie zwany Panem Rysiem.
Bardzo mile wspominam Pana Rysia, jako człowieka uczynnego i równie sympatycznego.
Był rówieśnikiem gimnazjalnym Karola Wojtyły. W tym samym roku zdawali maturę w wadowickim Gimnazjum. Kiedyś w pracy zapytałem Pana Rysia czy z jego roku maturzyści odwiedzają biskupa Karola Wojtyłę w Krakowie. Odpowiedział, że tak i on tam też chętnie uczestniczy „bo Karol zawsze wyciąga dobre wino”.
Pierwszym projektem jaki powstał na desce A2 był budynek z prefabrykatów betonowych na czasowe przetrzymywanie koni przed ubojem w sąsiedztwie końskiej rzeźni przy ul. Batorego w Andrychowie. Była to jedna z nielicznych w kraju ubojni koni, a przetwory końskie były eksportowane do kilku krajów Europy Zachodniej, oczywiście za cenne dewizy.
Powstały problemy kadrowe. Zarząd PZGS „SCH” wyraził zgodę na przyjęcie nowych pracowników do pracowni i awaryjnie przygotował tymczasowe pomieszczenia w piwnicy budynku administracyjnego. Pomieszczenia te były suche, doświetlane małymi oknami piwnicznymi i dlatego wymagały stałego oświetlenia sztucznego.
Pierwszymi nowoprzyjętymi pracownikami byli:
Mgr inż. Jerzy Klaja – konstruktor budownictwa ogólnego
Technik Barbara Paliga – instalacje sanitarne
Technik Józefa Brzegowy – stanowisko ekonomiczno-rozliczeniowe
Technik Józef Opaliński – kreślarz.
Pojawił się następny problem. Dokumentacja budowlana składana do zatwierdzenia, zgodnie z przepisami musiała być zweryfikowana i podpisana przez osoby posiadające uprawnienia budowlane do poszczególnych branż. W tym czasie nikt z pracowników pracowni nie posiadał uprawnień do projektowania.
Zarząd PZGS „SCH” wyraził zgodę na zatrudnienie następujących osób posiadających odpowiednie uprawnienia budowlane:
– architektura i konstrukcje budowlane – inż. Adolf Walczak –kierownik Wydziału BUA, Prezydium
Powiatowej Rady Narodowej w Wadowicach
– branża sanitarna – inż. Eugeniusz Kosycarz – kierownik Wydziału Gospodarki Wodnej Prezydium
Powiatowej Rady Narodowej w Wadowicach – branża elektryczna – inż. Franciszek Drabek – kierownik Zakładu Energetycznego Wadowice.
W takim składzie pracownia istniała niecałe dwa lata. W tym czasie PZGS i GS-y prowadziły dużo inwestycji.
O istnieniu naszej, przecież nieformalnej, pracowni projektowej dowiedział się WZGS „SCH” w Krakowie i delegował do tut. PZGS-u głównego księgowego WZGS-u pana Grabowskiego na rozpoznanie i ewentualne zaproponowanie przejęcia naszej pracowni przez ZIB WZGS „SCH” Kraków i utworzenie Pracowni Terenowej w Wadowicach, jako jednej z kilku pracowni terenowych w województwie krakowskim.
Ówczesny WZGS „SCH” mieścił się w Krakowie, przy ul. Szlak 65, w 11-kondygnacyjnym budynku biurowym. Na najwyższych kondygnacjach mieścił się ZIB /Zakład Inwestycji i Budownictwa/, który składał się z Nadzoru Inwestycyjnego i Wojewódzkiego Biura Projektów „SCH” działającego zgodnie z wymaganymi przepisami.
Zostałem wezwany do gabinetu Prezesa Stanisława Laska, gdzie był już p. Grabowski i otrzymałem pytanie, czy wyrażam zgodę, aby nasza dotychczasowa pracownia była formalną Pracownią Terenową „SCH”, działającą zgodnie z ówczesnymi przepisami Biur Projektów.
Przyznaję, że na takie pytanie czekałem od dawna. Oczywiście wyraziłem zgodę.
Zgodę zaakceptował też Prezes Lasek. Dla Głównego Księgowego WZGS musiało to być ważną sprawą, bo po uzyskaniu słownej zgody, aby nasza pracownia stała się Pracownią Terenową WZGS,
- Grabowski natychmiast zamówił pilny telefon do Krakowa i powiadomił o tym Prezesa WZGS „SCH”p. Czesaka.
I tak w krótkim czasie staliśmy się Terenową Pracownią Projektową ZIB WZGS „SCH” Kraków.
Odtąd nasze opracowane dokumentacje już musiały mieć pieczęcie Biura Projektowego WZGS „SCH” Kraków. Z pierwszą partią dokumentacji dotychczas przez nas opracowanej pojechałem do Biura Projektów WZGS do zaakceptowania, i okazało się, że formę naszych opracowań musimy gruntownie zmienić. Odtąd np. każde opracowanie w każdej branży musiało być w oddzielnej teczce.
Był to zimny prysznic, ale musieliśmy przyjąć zasady opracowywania dokumentacji wskazane przez Biuro wiodące.
Do naszej Pracowni w grudniu 1973 r. zgłosił się inż. Eugeniusz Kosycarz i oświadczył, że chce przyjść do nas do pracy na stanowisko kierownika Pracowni. Inż. E. Kosycarz był mi dobrze znany z dawnego urzędu powiatowego i pracował też na części etatu w naszej pracowni jako weryfikator w branży sanitarnej. Jego propozycję przyjąłem z ulgą i zadowoleniem
Do tej pory ze względu na szczupłość kadry byłem kierownikiem, projektantem, kreślarzem, załatwiałem sprawy administracyjne, zlecenia, kompletowanie dokumentacji i sprawy bieżące.
Wystąpiłem do WZGS „SCH” w Krakowie o zmianę zaszeregowania. Rezygnuję z funkcji kierownika pracowni a chcę pozostać w pracowni na produkcji jako asystent projektanta. WZGS „SCH” na powyższą zmianę wyraził zgodę i od 1 stycznia 1974 r. kierownikiem Pracowni został inż. Eugeniusz Kosycarz.
Inż. Eugeniusza Kosycarza znałem jako doświadczonego i sprawnego organizatora pracy.
W administracji powiatowej był kierownikiem Wydziału Gospodarki Wodnej. Ówczesne administracyjne władze wojewódzkie znały jego zalety i powierzyły mu prowadzenie gospodarki wodnej dodatkowo w trudnych górskich powiatach tj. w Żywieckim i Suchej Beskidzkiej.
Inż. E. Kosycarz posiadał własny samochód osobowy, co wtedy nie było rzeczą powszechną i wykorzystywał go do kontaktów z inwestorami i innych wyjazdów służbowych, co ogromnie ułatwiało pracę Pracowni. Nowy kierownik przyjął kilka dodatkowych osób do Pracowni.
Nie pamiętam dokładnie w którym roku Pracownia została przeniesiona z piwnicy do rozbudowanego i nadbudowanego budynku przy bazie magazynowej PZGS, ul. Putka 7, dawniej użytkowanego na biuro Zakładu Usług Remontowo-Budowlanych przy PZGS „SCH” Wadowice.
Warunki lokalowe znacznie się poprawiły. Po rozbudowie budynek ten mieścił Pracownię Projektową i biura ZURB-u.
Po kilku latach Pracownia doświadczyła kolejnej przeprowadzki do budynku administracyjnego PZGS ul. Putka 3, a raczej do części dobudowanej między budynkiem administracyjnym a pobliskim magazynem Gminnej Spółdzielni „SCH” w Wadowicach.
Warunki lokalowe były więcej niż zadawalające. Na I-ym piętrze otrzymaliśmy 10 pokoi: tj.: biuro kierownika, sekretariat, architektura /2 pokoje/, instalacje sanitarne, instalacje elektryczne, konstrukcje, kosztorysy, kopiarnia i podręczny magazyn. Projektant dróg i placów miał stanowisko w pokoju architektów, a geolog w pokoju instalacji sanitarnych.
W piwnicy otrzymaliśmy pomieszczenie na archiwum.
Po utworzeniu województwa Bielsko-Bialskiego akta dotyczące naszej Pracowni zostały przekazane z Krakowa do WZGS „SCH” w Bielsku-Białej. W województwie Bielsko-Bialskim były dwie pracownie projektowe, jedna przy tamt. WZGS-ie a druga w Wadowicach. Po kilku latach pracownia przy WZGS-ie została rozwiązana. Zostaliśmy więc jedyną pracownią projektową w województwie Bielsko-Biała w resorcie „SCH”.
Apel władz centralnych CRS „SCH” sprzed kilku lat o tworzenie pracowni projektowych w każdym powiecie nie wszędzie się sprawdził. Pracownie takie powstawały i bardzo szybko były rozwiązywane, nie zawsze z ich winy, a często z nieznajomości zasad pracy biur projektowych przez zarządy PZGS-ów.
W Wadowicach kierownikowi E. Kosycarzowi udało się dobrać samodzielnych projektantów, oraz innych pracowników i stworzyć dobrze rozumiejący się zespół.
Z założenia mieliśmy opracowywać dokumentację projektową głównie dla własnego powiatu, następnie dla innych powiatów tut. województwa dla pionu „SCH”. Z biegiem czasu otrzymywaliśmy zlecenia od inwestorów „SCH” z innych województw jak: nowosądeckiego, krośnieńskiego, krakowskiego. W ograniczonym zakresie mogliśmy przyjmować zlecenia spoza pionu „SCH”, tj. od innych jednostek uspołecznionych czy państwowych.
W latach 1980-tych, Polskę podzielono na tzw. regiony. Znaleźliśmy się w Regionie Południowo – Zachodnim i jako pracownia podlegaliśmy pod Rejonowe Biuro Projektów „SCH” w Opolu. Staliśmy się Pracownią Terenową Biura Opolskiego.
Biuro Projektów „SCH” Opole było jednostką nadrzędną pracowni terenowych w Opolu, Kędzierzynie – Koźlu, Katowicach i Wadowicach. Pracownia w Częstochowie została w krótkim czasie rozwiązana.
Każda pracownia miała do wykonania plan kwartalny, ustalany przez Biuro Projektów w Opolu. Plan kwartalny należało wykonać tzw. przerobami tj. sprzedażą dokumentacji w ciągu kwartału. W ciągu całego swego istnienia, wadowicka Pracownia plany przerobu zawsze miała wykonane, zwykle z nadwyżką.
Pobory miesięczne w Pracowni faktycznie były zaliczkami. Rozliczenia ostateczne następowały po kwartale. Kwoty wypracowane ze sprzedaży dokumentacji były podawane przez BP Opole i ostatecznie rozliczane wewnątrz Pracowni. Nazywaliśmy to giełdą. Kwota za dany zaprojektowany obiekt była rozliczana procentowo wg wkładu pracy danej branży. Po uzgodnieniu tych wartości z udziałem projektantów następowało ostateczne rozliczenie z uwzględnieniem pracowników administracyjnych.
Niesłusznie ostateczne rozliczenie kwartalne nazywaliśmy premią, bo końcowo rozliczona kwota nie była uznaniowa, tylko rzetelnie wypracowana.
Pracownia nasza brała udział w konkursie architektonicznym ogłoszonym przez CRS”SCH” na projekt koncepcyjny małych sklepów wiejskich. W tym konkursie ogólnopolskim zostaliśmy dostrzeżeni, bo przyznano dla naszych projektantów dyplomy i nagrody pieniężne.
Projekt piekarni wiejskiej mgr inż. arch. Jana Rozbroja został wyróżniony. Projekty nagrodzone były w naszej Pracowni opracowane jako techniczne i stały się projektami powtarzalnymi.
Później z różnych stron kraju otrzymywaliśmy zapotrzebowania na wyróżnione i nagrodzone projekty. Wysłaliśmy ponad 80 różnych projektów. Komplety dokumentacji technicznej wysyłaliśmy gratis, na polecenie władz nadrzędnych.
W 1984 r. kierownik inż. Eugeniusz Kosycarz odszedł na zasłużoną emeryturę. Biuro Projektów w Opolu mnie wyznaczyło na kierownika wadowickiej Terenowej Pracowni Projektowej „SCH”.
Pracownia nasza na zasadzie „koła zamachowego” przyjęła system, który utworzył i sprawdził się za kierownika inż. E. Kosycarza. Opracowywane przez naszą Pracownię dokumentacje były zgodne z przepisami prawa budowlanego, weryfikowane przez doświadczonych uprawnionych projektantów z Bielsko-Bialskich biur projektów. Zatrudniony był także rzeczoznawca do spraw sanitarno-epidemiologicznych.
Pracownia stosowała zasady korzystne dla inwestora. Inwestor dostarczał do Pracowni „Informację o terenie”, program oraz podkład geodezyjny w skali 1:500 terenu pod daną inwestycję. Pracownia opracowywała .projekt, uzgadniała go z wyszczególnionymi instytucjami i rzeczoznawcami.
Inwestor odbierał skompletowaną dokumentację, którą składał w odpowiednim urzędzie, celem uzyskania pozwolenia na budowę.
Pracownia nasza w ciągu całego swego istnienia nie odnotowała przypadku, aby opracowana przez nas dokumentacja zawierała jakieś braki, które byłyby przeszkodą w jej zatwierdzeniu.
Nie odnotowaliśmy też skarg ze strony inwestorów. Być może takie kompleksowe opracowania dokumentacji, w środowisku prezesów „SCH” zjednywało do nas zaufanie, bo ze zleceniami przyjeżdżali do nas inwestorzy z odległych województw.
W okresie swego istnienia Pracownia nasza od 1972 do 1990 r. wykonała ponad 1700 zleceń.
Wachlarz wykonywanych dokumentacji był szeroki. Nasi projektanci projektowali: bazy magazynowe, transportowe, obiekty administracyjne, handlowe, szkolne, ośrodki rekreacyjne, restauracje, piekarnie, rzeźnie, mleczarnie, remizy OSP, stacje paliw, drogi, place utwardzone, podłącza wod-kan,
podłącza elektryczne i inne. Pracownicy z technicznym wyższym wykształceniem zdobyli uprawnienia budowlane do projektowania w swoich branżach.
Około 1980 r. Rejonowe Biuro Projektów w Opolu zdobyło stary osobowy furgon „Nysa”, podobno ze składnicy złomu. „Nysa” została poddana generalnemu remontowi w Opolu i służyła kilka lat. Samochód ten przydzielono Terenowej Pracowni Projektowej w Wadowicach. Kierowcą był Andrzej Ligęza z Choczni i „Nysa” garażowała w jego budynku gospodarczym. „Nysa” była wykorzystywana głównie do wyjazdów w teren na rozpoznanie terenu i możliwości realizacyjnych pod przyszłe inwestycje. A. Ligęza „Nysą” obsługiwał pracownie projektowe w Opolu, Kędzierzynie – Koźlu, Katowicach i Wadowicach. Samochód sprawiał niespodzianki: jak urwanie się kierownicy, konieczny był też remont silnika i szereg mniejszych usterek, które musieliśmy usuwać.
W 1990 r. w kraju wprowadzono gospodarkę rynkową. Zostały wtedy zablokowane inwestycje, stąd ogromna ilość biur projektowych musiała zniknąć, w tym także i te z pionu „SCH”.
Po rozwiązaniu Biura Projektów w Opolu i naszej Pracowni, każdy z byłych jej pracowników szukał innej pracy na własną rękę.
Pięciu pracowników znalazło pracę w Urzędzie Miejskim w Wadowicach: Leokadia Gajczak, Józefa Brzegowy-Wojtanek, mgr inż. arch. Józef Gracka, mgr inż. Krzysztof Grajny a burmistrzem wybrany został nasz pracownik mgr inż. Kazimierz Malczyk.
Mgr inż. arch. Halina Jarosz otworzyła działalność gospodarczą w zakresie projektowania architektonicznego.
Mgr inż. Andrzej Wiktor współpracował z Pracownią Projektową w Suchej Beskidzkiej, której kierownikiem był i jest mgr inż. arch. Andrzej Kaczmarczyk – były pracownik naszej Pracowni.
Na emeryturę odeszli: mgr inż. arch. Jan Rozbrój i mgr inż. Kazimierz Foltyn.
Mgr inż. Ryszard Sroga został biegłym sądowym w Sądzie Rejonowym w Wadowicach.
Danuta Gracjasz wyjechała na stały pobyt do Szwecji.
Ewa Tetmajer za mieniła Polskę na Australię.
Ewa Guzdek założyła rodzinę i mieszka w Kanadzie.
Pozostali pracownicy podejmowali różne prace. Dużego wyboru nie było.
Nie wszystkich byłych pracowników udało się ustalić, jak ułożyli sobie dalsze życie.
Mnie przyjęto do nowopowstałego Urzędu Rejonowego w Wadowicach, na stanowisko kierownika Wydziału Budownictwa i Zagospodarowania Przestrzennego, gdzie pracowałem do przejścia na emeryturę tj. do czerwca 1999 r.
Przykry był widok likwidacji Pracowni. Mnóstwo papierów, zwoje kalki technicznej z rysunkami techniczno-budowlanymi było w bezładzie w pokojach i w korytarzu.
Urządzenia jak regały, szafki, deski kreślarskie, przyborniki kreślarskie były za bezcen wykupywane przez pracowników Pracowni.
Dokumentację archiwalną, kilkaset kompletów, którą nie byliśmy w stanie przekazać właściwym inwestorom, została ofiarowana Szkole Podstawowej Nr 5 na os. Kopernika. Pieniądze za tę makulaturę Szkoła miała przeznaczyć na zakup firanek do szkolnych okien.
Pracownicy opuścili pomieszczenia po byłej już Pracowni. Zostałem sam. Sprzątaczka, która była na ½ etatu, odmówiła mi pomocy przy ostatecznym sprzątaniu pomieszczeń. Końcową moją czynnością było wyniesienie, w tekturowym pudełku, śmieci do kubła na podwórzu za budynkiem administracyjnym PZGS „SCH”.
Tak wspominam Pracownię i tamte czasy.
Autor: JANUSZ SOBALA
Urodzony w Ponikwi-Hobot k/Wadowic w 1936 roku. Wykształcenie architekt
i Podyplomowe Studium Urbanistyczne na Politechnice Krakowskiej. Praca:
w pracowni urbanistycznej, w administracji budowlanej, w biurze projektów w Wadowicach. Przez dwie kadencje /2004-2012/ prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej.
Zostaw komentarz