Jak słuchamy płaczów antyszczepionkówców na temat ograniczania ich praw konstytucyjnych, obywatelskich, ludzkich i wszelkich innych, jak depcze się ich prawo do wyboru, do wolności itd, to trafia nas narastający wq …….

A co z prawami INNYCH, tych, którzy przestrzegają zaleceń sanitarnych, ograniczyli rozsądnie kontakty rodzinne i towarzyskie, zaszczepili się, podejmują wszelkie działania służące do ograniczania rozprzestrzeniania się epidemii, a w razie jakiejkolwiek choroby mają ograniczony dostęp do LECZENIA, bo szpitale i poradnie zwalają dumni i odważni antyszczepionkowcy, nasze orły wolności obywatelskiej??

Dlaczego ci odważni, którzy nigdy nie pójdą na pasku „BigFarmy” i nie dadzą się „chciwym konowałom” w razie nawet banalnie łagodnych objawów infekcji muszą być przyjęci „natentychmiast”, bo „oni płaco i wymagajo!!!”.

A leczcie się sami, nie trafiajcie w ręce tych „chciwych konowałów”, na łóżka w szpitalach, których dyrektorzy „zarabiają na epidemii”, nie pozwólcie sobie wypisać aktu zgonu z rozpoznaniem COVID, żeby „zarobili lekarze” i żeby statystyki się zgadzały światowemu rządowi.

Jesteśmy jednym społeczeństwem i w sytuacjach zagrożenia zbiorowego – a takim na pewno jest epidemia – musimy wykazać się odpowiedzialnością. I konsekwencją – leczenie w Polsce nie jest obowiązkowe nawet w stanach zagrożenia życia.

Antyszczepionkowcy i wyznawcy „takiej grypki” powinni konsekwentnie odmawiać leczenia, nie dzwonić do poradni, nie wzywać karetki, nie zgłaszać się do szpitali.

Prawa mamy wszyscy. Obowiązki także. Wrzeszcząca i ustawiona politycznie gromada negujących wszelkie osiągnięcia medycyny, dopieszczana na salonach władzy na razie depcze prawa do leczenia obywateli odpowiedzialnych, sumiennych i propaństwowych. Oni umierają po cichu.

Czytaj więcej.