Wygląda na to, że PJK coraz bardziej zmęczony krnąbrnością gowinowców, a zwłaszcza ziobrystów, postanowił im w końcu pokazać marchewkę zamiast kija. Oto mój ulubiony wicemarszałek, który jak powszechnie wiadomo pełni od lat zaszczytną funkcję „pierwszego herolda” PJK oświadczył w czwartek (22.04.2021 r.) :

„Natomiast koalicjanci mają szansę oczywiście znaleźć się na naszych listach, ale mogą też, jeżeli zechcą, startować samodzielnie. My uważamy, że to będzie rodzaj samobójstwa politycznego, ale każdy ma prawo w polityce robić to, co uważa za słuszne”.

A zatem wedle tej deklaracji zarówno ziobryści, jak i gowinowcy, wciąż „mają szansę” na wejście do kolejnego Sejmu na grzbiecie PiS. Jeśli istotnie w to uwierzą, to może się okazać, że postępujący powoli, ale systematycznie od połowy ubiegłego roku proces gnicia Zjednoczonej Prawicy, ulegnie na jakiś czas zamrożeniu. Nie wydaje się jednak, aby pp. Ziobro i Gowin byli aż takimi fanami wicemarszałka jak ja i uwierzyli w tę jego wygłoszoną ze słabo ukrywanym obrzydzeniem deklarację, zwłaszcza, że przy tej okazji znów pomrukiwał o ich „dyscyplinowaniu” i roztaczał cokolwiek ponurą perspektywę „samobójstwa politycznego”, w przypadku uwolnienia się o starszobraterskiego uścisku PJK.

Jeśli zatem PJK istotnie chce zachęcić swoich bieda-koalicjantów do równie ochoczego popierania PiS w Sejmie, jak w poprzedniej kadencji, to musi przygotować nie tylko więcej marchewki, ale i zaserwować ją osobiście.

Podejrzewam, że tym razem nawet podpisywanie przed kamerami kolejnego tajnego aneksu, do tajnej umowy koalicyjnej, może nie wystarczyć i bez wymiany premierowskiego zderzaka lifting tzw. Zjednoczonej Prawicy, znajdującej się dziś w stanie śmierci klinicznej, może się nie udać.

Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.