Cieszyn to nie jest miasto, raczej rodzaj gorączki, niezbyt wysokiej lecz długotrwałej, przechodzącej w amnezję i chwilowe niezdrowe podniecenie. W Cieszynie wszyscy się znają przynajmniej z widzenia. W Cieszynie dużo się o sobie nawzajem mówi, zwłaszcza za plecami. Ludzie uwielbiają się tu spotykać na środku wąskiego chodnika, w dwie-trzy osoby. I stają tak, aby nie dało się ich ominąć ani od lewej, ani od prawej. Tym sposobem komunikują ważność swojego spotkania. W tym mieście około połowę populacji stanowiłyby osoby ze stopniami i tytułami naukowymi, ale ich nie robią, bo są zarobione lub uważają, że poziom nauki na akademiach jest dla nich za niski. Zakupy w Społem lub u Poloka robi się całymi rodzinami. Zwłaszcza u Poloka, bo tam jest mało miejsca. Kupują trzy buraki, marchewkę, cebulę i pięć ziemniaków i stoją z tym u kasy całą pięcioosobową rodziną. W kolejce stoją wszyscy razem oczywiście kilka minut, po czym są zaskoczeni, że za zakupy trzeba płacić. Trwa minutę nerwowe poszukiwanie portfela. A w nim tylko banknot 200 złotowy. Kasjerka nie ma z czego wydać, trwa poszukiwanie mniejszych nominałów. No rzesz, że nie przeklnę.
W Parku Pokoju ławki pozajmowane są od 7 rano. Po jednej stronie (od muzeum) bezdomni, po drugiej emeryci. Potem zamieniają się zgodnie miejscami. Zdarza się też młodzież, ale jak zacznie siadać na ławkach to się szybko starzeje. I turyści, ta nieznośna szarańcza. Najgorszy sort turystów – turysta 3-4 godzinny. Gorszy od gołębia, co więcej wysra niż zje. Przyjeżdżają do Cieszyna z Wisły i Ustronia, żeby zrobić sobie zdjęcie z dwudziestozłotówką. Bo tak się złożyło, że cieszyńska rotunda romańska jest na rewersie banknotu. Zostawiają średnio 32 złote na osobę w mieście, po czym wracają do siebie, znaczy Ustronia lub Wisły. Miasto nic z nich nie ma poza problemami. Tylko przewodnicy turystyczni powtarzający tysięczny raz te same historie coś zarabiają.
W Cieszynie miarą patriotyzmu lokalnego jest pogarda dla polskości i nieskrywany podziw dla Czech i Czechów. Wystarczy poczytać lokalne fora dyskusyjne. Polska to jądro ciemnoty, zaprzaństwa i prostactwa w odróżnieniu od zmitologizowanych Czech, z którymi nas podobno więcej łączy niż z Warszawą. Jakim to trzeba być kołtunem, żeby nie zauważyć, że taki Czeski Cieszyn przy polskiej części miasta jest de facto Bangladeszem sąsiadującym ze Szwajcarią. Ta rzekomo wyższa cywilizacja oddała we władanie wietnamskiej mafii pół miasta łącznie z głównymi ulicami, gdzie po 19:00 na ulicach prawie nie ma ludzi, bo wszyscy albo boją się wyjść z domu, albo leżą pijani na kanapach i fotelach. Na jednej ulicy w Czeskim Cieszynie jest więcej pralni brudnych pieniędzy niż w całym województwie śląskim. Ale pośrodku miasta widnieje jak psu jajca w sierpniowy poranek okazała budowa Muzeum Ziemi Cieszyńskiej. Znaczy, że nieco ponad stuletnie miasto ma jakąś historię, a raczej rzekłbym – histerię.
Nad ranem po centrum miasta chodzą sprzątacze. Mają starodawne miotły i nowoczesne plastikowe wózki z dużymi kołami, na których mają wszystko co trzeba do sprzątania. To najbardziej produktywny zawód w mieście. Wykonują powtarzalne do bólu czynności, jakby roboty, ale w ich oczach widać pasję. Zawsze mam ochotę zatrzymać się przy takim, przywitać, zapytać jak leci. Bo to są chyba jedni z nielicznych, z którymi warto w Cieszynie porozmawiać. Ale nie mam odwagi. Bo powiedzą, że ich instrumentalizuję dla własnych analfabeckich narracji miejskich. Że czynię z nich mimowolnych aktorów. Jednak jak parkuję Srebrnego Szerszenia, to zawsze pół metra od krawężnika. Zauważyłem, że sprzątacze tak lubią, bo mają dojście do syfu zgromadzonego przy krawężniku. Komunikuję się zatem z nimi aktami dobrej woli.
W Społem przy Regera są zawsze rano kolejki w dziale rybnym. Od rana do południa schodzą setki, a nawet tysiące kanapek cieszyńskich. Ze śledziem, z sałatką, z tuńczykiem, z pastą jajeczną. Ludzie to jedzą nie dlatego, że są głodni lub im smakuje, ale dlatego, że ich rodzice i dziadkowie też jedli. I nie pomarli (po spożyciu). Nie jest prawdziwym cieszyniakiem ten, kto choć raz w życiu nie zjadł kanapki cieszyńskiej z miejscowego Społem. Część cieszyniaków od jedzenia tych kanapek ma twarz jak dziób od śledzia.
Na parterze ratusza, od strony ulicy Srebrnej róg Regera jest zakład pracy chronionej dla kobiet nie potrafiących poradzić sobie z nałogiem plotkarstwa. W jednym pomieszczeniu jest ich 4 lub 5. Rzadko kiedy wykonują jakąś pracę. Skoncentrowane są raczej na tym, żeby w niej jakoś wyglądać i wymienić informacje (plotkować). Większość z nich widuję odwróconych plecami do monitora, co w zasadzie jest raczej zdrowe, choć niekoniecznie musi być opłacane przez podatnika.
c.d.n.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz