Lubię kwiaty, lubię gryzonie, kocham podróże do Rumunii i na Bałkany, uwielbiam spać na dworcach kolejowych. Cenię sobie swoich przyjaciół i ludzi, z którymi się fundamentalnie nie zgadzam światopoglądowo, ale z którymi potrafię rozmawiać bez złośliwości, bo dzielimy wcześniej wymienione pasje.
W moim wieku sporo jest udarów i zawałów. Część moich znajomych już zakończyła przygodę z tym światem. Ja sam coraz częściej wyłączam komórkę lub nie odbieram telefonów. Jednym słowem, znikamy. W pewnym sensie jedno i drugie, to to samo.
Ale znikając na kilka dni docenia się wiele rzeczy. Serio traktuje się przyjaźń, a nawet takie codzienne relacje grzecznościowe w pracy lub w drodze do pracy. Dzieci. Odkrywamy ich marzenia i pretensje, zaczynamy doceniać ich talenty i predyspozycje, których wcześniej nie zauważaliśmy. Staramy się im tym na wszystkim na swój sposób towarzyszyć.
Osiągnąłem te 48 lat. Siedzę i myślę, co to oznacza. Czy wykorzystałem swój limit czy mam jeszcze coś do zrobienia. Czy jeszcze jestem komuś potrzebny. A jeśli tak, to do czego i w jakim zakresie. Myślę, że nie jestem osamotniony w takim odczuwaniu świata.
Często czuję pustkę, której nie jestem zapełnić niczym. Jest jak ocean. Bezbrzeżna. Zacząłem ją po swojemu oswajać, ponazywać. Ale im bardziej starałem się, tym bardziej suchy dla duszy ląd oddalał się. Dopiero po jakimś czasie wracałem do siebie, ale jednak wracałem. I z każdego powrotu potrafiłem się ucieszyć.
Chwała Bogu.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz