A tak na poważnie, to dla mnie okazja by wspomnieć na tych swoich przewodników życiowych, którym wiele zawdzięczam oraz skreślić kilka zdań na temat powołania/zawodu nauczyciela.

Nie miałem szczęścia do nauczycieli, albo oni do mnie (po czasie myślę, że im trudniej było ze mną niż mi z nimi). Ciężko to obecnie rozsądzić. Trzy szkoły podstawowe, ocena nieodpowiednia na świadectwie ukończenia 8 klasy, która w zasadzie predestynowała mnie w ówczesnych warunkach do zakończenia edukacji po 3 latach szkoły zawodowej. Potem jednak wyszedłem na prostą, po znajomościach nie ma co ukrywać, kończąc w atmosferze licznych skandali tolerowanych przez władze szkoły, renomowane Technikum Hotelarskie w 1999 roku. Chciałbym z tego miejsca szczególnie podziękować: Danuta Szczypka, Andrzej Molin, Anna Janik, Krzysztof Kezwoń za to, że swoim słowem i postawą coś we mnie jednak uformowali (mimo oporu materii). To był dla mnie wyjątkowo dobrze wspominany czas. Potem były studia wyższe w Warszawie. Czas dobrze przeżyty, niezmarnowany. Początkowo w ATK, później w UKSW. Tu szczególne słowa wdzięczności kieruję pod adresem ks. prof. Helmuta Jurosa i pani prof. Anieli Dylus (obydwoje nie mają konta na FB i o moich wpisach dowiadują się po jakimś czasie). Lekcja odpowiedzialności i odwagi, a także gotowości do stawania w prawdzie, nawet jeśli ta okaże się dla mnie bolesna, to ich wielkie dzieło. I wielka lekcja, że jak się człowiek publicznie ma odwage przyznać do jakiejś słabości, to nie jest to dowód słabości, ale siły. Mógłbym wymienić ponadto wielu innych, którym wiele zawdzięczam, ale wtedy nikt nie doczytałby do końca drugiej części mojego wpisu.

Bycie nauczycielem DZIŚ wymaga, śmiem twierdzić więcej wysiłku i odwagi niż kiedyś. Jeśli traktuje się ten zawód jako zawód właśnie, to wystarczy odbębnić swoje, powiedzieć swoje patrząc niecierpliwie na zegarek, skończyć i zapomnieć. Tak niestety część obecnych nauczycieli do tego podchodzi. Ale nie dlatego, że są źli, ale że są za słabi by mierzyć się z tsunami miernotyzmu, kretynizmu, konsumpcjonizmu. Po prostu tak zostali uformowani przez niezbyt mądrych nauczycieli. Mieli pecha.

Powiem jak ja sam wyobrażam siebie w roli nauczyciela, choć od razu zastrzegam, że nie sięgam nawet stając na palcach minimum tego ideału. Nauczyciel to ktoś, kto towarzyszy w drodze młodemu człowiekowi, w którego głowie pojawiają się różne pytania i wątpliwości. Stara się je odgadnąć, bo nie zawsze młodzi chcą o nich mówić, albo mówią w taki sposób, że niewiele można zrozumieć. Potem stara się je zrozumieć, a następnie na nie odpowiedzieć. Ale nie w taki sposób, by dać gotową instrukcję, ani tym bardziej by nakazać jakieś działanie. Raczej by ukazać perspektywę WYBORU. Rolą nauczyciela jest przekazywanie WOLNOŚCI, uczenie swoich uczniów i studentów dokonywania wyborów ze świadomością towarzyszących im konsekwencji. Dobry nauczyciel nie jest „trenerem osobistym”, ani „mentorem”, „guru”, kimś za kim się kroczy by w efekcie stać się kopią jego samego, ku jego chwale i korzyści.

Nie ukrywam, że dla mnie wzorem takiego właśnie nauczyciela jest Jezus Chrystus. Wystarczająco dużo zrobił, by uświadomić nam czym jest pedagogika…

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.