Tak trudno było przewidzieć (dez)informacyjne naloty dywanowe na Polskę i Polaków? Doprawdy?

Zdezorientowani ludzie łykają jak pelikany przypadkowe płotki, lawinowo przyrastające fake newsy, po części tworzone i wzmacniane niestety przez rodzimych patocelebrytów: polityków, dziennikarzy i ekspertów. Całe to towarzystwo trzeba wziąć w jeden wielki cudzysłów.

Rodzimi politycy produkują newsy, które po niezbyt skomplikowanej obróbce w Sputnik-newsach, obracają się przeciwko Polsce. Dotyczy to zarówno polityków partii rządzącej, jak i opozycji. Nie czas spierać się o proporcje. Klasa polityczna jako całość zawodzi. Jest jako całość chora.

Wystarczy wstawić jakiś post na FB na temat sytuacji na Ukrainie, a dziesiątki ruskich trolli dokleja się do niego jak byle gównochwasty do okrętu. Tak swoją drogą, dlatego dolną część kadłuba maluje się farbą z dodatkiem tlenku miedzi (na czerwono). Podobne zabezpieczenia są potrzebne także w sieci.

Jest coś takiego co nazywa się „bezpieczeństwo informacyjne” albo „bezpieczeństwo narracyjne”. Nie są to identyczne rodzaje bezpieczeństwa ale do siebie zbliżone. Rozumieją to ci, którzy wygrywają współczesne wojny, a ci, którzy tego nie rozumieją je po prostu przegrywają. Proste?

Czy my jesteśmy przygotowani do wojny informacyjnej? Nie.

Czy jesteśmy w stanie się szybko tego nauczyć? Czas pokaże.

Na jedno na pewno możemy liczyć: na coraz bardziej zmasowaną agresję informacyjną Moskwy.

***

Straciliśmy prawie 30 lat licząc na to, że jakoś to będzie. Że się ludzie jakoś urządzą, kupia działki, mieszkania, dzieci nakarmią grami komputerowymi. Że NATO i Unia Europejska nas obroni przed własną bezmyślnością i nonszalancją.

Polacy to wielki naród, szlachetny i mężny, ale ma jedną niestety cholernie uciążliwą wadę. Zbyt często, gdy traci busolę cywilizacyjną i moralną, uwielbia mieszać ze sobą narodowe kompleksy z megalomanią. Na świecie nie ma bardziej niebezpiecznych mieszanek.

***

W historii Polski bywały takie sytuacje, że naród trzeźwiał w trzy minuty jak było trzeba. Wyzwalał się z łajdactwa, obżarstwa, pijaństwa, a nade wszystko z gnuśności. Przydałby sie taki współczesny Piotr Skarga czy kard. Stefan Wyszyński.

Oj przydałby się…

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.