Słucham polityków i dziennikarzy, a także tzw. ekspertów wypowiadających się na temat sytuacji politycznej na Białorusi, problemów polskiej mniejszości w tym kraju, a także wspierania demokratycznej opozycji antyłukaszenkowskiej i widzę jeden wielki wyścig o to, kto pierwszy zatknie swoją flagę na antypodach realpolitik (w ogólnoświatowym wyścigu, w którym wcale nie startuje aż tak dużo państw).

Pomieszanie faktów, rzeczywistych procesów i trendów w polityce regionalnej i światowej z resentymentami, emocjonalnym stosunkiem do kresów, myśleniem życzeniowym, nieustanne niemal pijackie bredzenie o „wolności naszej i waszej” (gdzie ostatecznie ostaje się tylko ta wasza, albo żadna), bezkrytyczny stosunek do spuścizny J. Giedroicia, który na polityce się nie znał w ogóle, podlany sosem jakichś marzeń, a raczej rojeń o odegraniu „kluczowej roli” jest nie tyle zabawne, co w swej istocie przerażające. Państwo prowadzące w stosunku do Wschodu, ale i w ogóle, tak skrajnie nieracjonalną politykę samo wystawia sobie świadectwo (geo)politycznego zgonu.

Polska polityka zagraniczna od dziesięcioleci leży odłogiem jak niechciany ugór, po którym raz na jakiś czas wskutek jakiegoś niezdrowego wzmożenia lub narkotycznej ekstazy ktoś przejedzie się rozklekotanym Ursusem, zaparkowanym na przemian w kancelarii premiera lub kancelarii prezydenta, plus wieśniacy z kopaczkami w poszukiwaniu zaginionych nadgniłych kartofli. Politycy i dziennikarze, posiadając w miarę solidne zaplecze eksperckie i intelektualne w postaci takich ośrodków jak OSW czy PISM, zwykli czytać powstające tam ekspertyzy jak analfabeci książki, marszcząc przy tym czoła, wystawiając pierś i wymachując szabelką.

Przykro mi to stwierdzić, ale czterokrotnie mniejsza Republika Czeska, mająca mniejsze zaplecze eksperckie, ale równie skonfliktowaną wewnętrznie scenę polityczną i słabych dziennikarzy, jakimś ateistycznym cudem potrafi zachowywać się jak poważne państwo w polityce światowej. Tymczasem nad Wisłą kwitnie samozadowolenie jako nie przymierzając Barszcz Sosnowskiego.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że przy niebywałej wręcz skali bezmyślności, partyjniactwa, politycznej korupcji i zwykłego złodziejstwa, nieszanowania zwykłych ludzi, a zwłaszcza tych, którzy poświęcają i ryzykują najwięcej dla kraju, kulcie bylejakości, instytucjach z dykty i taśmy klejącej, niesamowitej wręcz agresji wewnątrzgrupowej i pragnieniu nieszczęścia dla innych, … że Polska nie dość, iż pozostaje jednym państwem, to jeszcze się jako tako rozwija. To da się wyłącznie wytłumaczyć opieka Matki Boskiej, która ma już nas chyba serdecznie dość.

Fot.: iStock

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.