Widziałem dziś na mieście paru spoconych biegaczy. Żałosne, pomyślałem i wygodnie zasiadłem w fotelu. Za czym lub za kim oni tak biegają? – zadumałem się. Jeśli za niczym lub nikim, to bez sensu.
Mi wystarczyło jak kilka dni temu profesor prodziekan Bogusław Dziadzia, obywatel Republiki, narzucił takie tempo powrotu z Radegastowni w Cieszynie Zachodnim do centrum miastam (cca. kilometr), że mi o mało pikawa nie wysiadła. Do tej pory mam naciągnięte ścięgno na lewej łydce, że jak chodzę to kuleję. No i zakwasy, z którymi walczę. Przez sport do kalectwa! – pomyślałem.
Zapewne nie bez przyczyny nie biegałi i nie uprawiali sportu: Sokrates, Arystoteles, Platon a nawet Immanuel Kant. Sport to strata czasu, wymyślony został przez sytych i znudzonych życiem, a jednocześnie intelektualnie niepełnosprawnych próżniaków żyjących w krajach kapitalistycznych w XX wieku.
Zresztą ja już się sportu dość w życiu za młodu nauprawiałem. Cztery razy w tygodniu po 3 kilometry pływałem na basenie o wielkości większej wanny. Przez ponad 10 lat. Kilka tysięcy kilometrów już wyrobiłem. Wystarczy. W stylu grzbietowym przez kilka lat nikt w Cieszynie i okolicach nie był szybszy ode mnie na 100 metrów. Minuta i trzy sekundy i po temacie. Bez dopingu!
Myśl, że człowiek z moją pozycją naukową i niepodważalnym jakże wysokim statusie społecznym mógłby nagle biegać bez celu jak spłoszone dzikie zwierzę lub pływać jak świąteczny karp w wannie wywołuje we mnie śmiech połączony z przerażeniem. Dokąd ten świat zmierza, pytam sam siebie. I nie oczekuję odpowiedzi, zatapiając się wygodnie w fotelu.
P.S. Zapewne nieprzypadkowo cywilizacje, w których dominuje kult szczupłej sylwetki i sportu dla wszystkich właśnie wymierają. Sport to jedno wielkie oszustwo. W 2023 roku ani razu nie uprawię sportu.
Zostaw komentarz