Demokracja, państwowe szkolnictwo i telewizja powodują nieprawdopodobne ogłupienie społeczeństwa. Głupich jest więcej niż mądrych, w związku z tym zamiast mówić prawdę, trzeba przekonywać większość… Panie Profesorze! Barbarzyńców czas przegonić! Dość oszukiwania społeczeństwa. Jest pan politykiem, ministrem odpowiedzialnym za życie publiczne. Pan wie, że już dawno została przekroczona wolność wypowiedzi artystycznej. Poseł partii, uciekającej od pojęcia tradycji w stronę abstraktu, może w nieskończoność interpelować i prosić pana o złożenie dymisji… Pan został powołany na służbę dla społeczeństwa! Jako dyrektor własnego teatru, bez dotacji od społeczeństwa, niech promuje sztukę najwyższych lotów – z sukcesem na deskach w N0wym Yorku. Prowokacji jeszcze zapewne będzie bez liku. Jedna z nich poniżej: list Artura Celińskiego do Ministra prof. Piotra Glińskiego. Pisze go ekspert od polityki kulturalnej i znaczenia kultury dla rozwoju miast, politolog, komentator życia publicznego. Zakres jego specjalizacji to m.in. prawa obywateli a przestrzeń publiczna.

Kim jest, że w pierwszym zdaniu wyraża – w liczbie większej niż on sam – deklarację, że nie potrzebuje ministra, który nie kroczy jego tropem myślenia i odczuwaniem świata multi-kulti wszystkimi zmysłami? Kim jest człowiek, który żąda zmiany ministra, bo według niego Pan, na czele tego urzędu nie jest odpowiedzialny za kulturę i nie próbuje stworzyć warunków dla jej prawdziwego rozwoju, nie popiera takiej, jaką była dotąd. (Wcześniejsza kultura to takie filmy jak: Ida i Pokłosie a także performance, obrażające uczucia tych, którzy je mają).

Kim jest człowiek, który kategorycznym tonem peroruje, że wcześniej kultura była wartościowa, dobra i ku pożytku wspólnemu, zanim nie przyjął teki ministra prof. Piotr Gliński? Kim jest człowiek, który bierze w obronę marketingowców teatru, bo ci wypisywać mogą wszystko, żeby zachęcić do przyjścia na spektakl? Ich bronić i usprawiedliwiać a atakować zdystansowanych do miałkiej sztuki? Autonomia teatru to nie jest prywatny folwark pana dyrektora… Czy 10 milionów, jakie dostał pan dyrektor, to za mała suma? (Teraz powinny głos podnieść inne teatry, na ile ich dofinansowano)…

Liczba zdobytych głosów jest  legitymacją do tego, by zmieniać zastany nieporządek, bez konieczności wcielania się w rolę twórcy i animatora kultury, ale gospodarza, przede wszystkim od pierwszego dnia,  dla wspólnego dobra! Kim jest człowiek, który znosił cierpliwie 8 lat rządów poprzedników, a dziś próbuje dyskredytować premier nowego rządu szydząc, że ta władza już jest arogancka i nie słucha obywateli.

Poniżej:

Artur Celiński – list do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego

Nie potrzebujemy Ministra Kultury, który troskę o wartość kultury wyraża za pomocą cenzury prewencyjnej. Potrzebujemy Ministra Kultury, który wspólnie z obywatelami zdefiniuje odpowiedzialność państwa za kulturę i stworzy warunki dla jej autentycznego rozwoju.

Panie Ministrze! Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jedna z Pana pierwszych decyzji była po prostu zła. Przede wszystkim przekroczył Pan granicę, która oddziela politykę od kultury. Sprowadzając politykę kulturalną do tego typu arbitralnych decyzji cofnął nas Pan co najmniej o dekadę. Zamiast rozmawiać o tym, co kultura daje społeczeństwu i w jaki sposób możemy efektywnie ją wspierać zmarnowaliśmy czas na komentowanie decyzji, która koniec końców okazała się bezprzedmiotowa, bo żadnego stosunku seksualnego na scenach Teatru Polskiego nie było. Posłuchał Pan złych doradców, którzy całą swoją wiedzę oparli na hasłach reklamowych przygotowanych przez marketingowców teatru. Utrudnił Pan tym samym merytoryczną rozmowę o Pana priorytetach i pomysłach.

Ta decyzja miała też inne oblicza – moim zdaniem złamał Pan zasadę autonomii władzy samorządowej. Jeżeli w ten sposób mam definiować Pana zapowiedź o chęci wspierania samorządów w rozwoju obywatelsko-kulturalnym, to obawiam się, że będzie to szkodliwe działanie. Rozumiem, że jako przedstawiciel zwycięskiej partii ma Pan prawo do ustalania priorytetów nowego rządu również w kwestii polityki kulturalnej. Liczba zdobytych głosów nie jest jednak wystarczającą legitymacją do tego by jednocześnie wcielać się w rolę twórcy i animatora kultury oraz by odbierać samorządom możliwość podejmowania suwerennych decyzji.

Bardzo chcę potraktować tę kwestią jako wypadek przy pracy. Wciąż chcę wierzyć, że chce Pan zbudować mądrą politykę kulturalną naszego wspólnego państwa. Mądrą to znaczy taką, która rozumie potrzebę rozwoju kultury i docenia jej wagę w rozwoju całego państwa. Mądrą, czyli taką, która podejmuje szereg działań mających na celu rozwój tej przestrzeni życia społecznego – promuje to co istotne, doskonali metody zarządzania, edukuje dzieci i dorosłych oraz pomaga budować nowoczesne wspólnoty. Rozumiem, że nie są to łatwe zadania i jeszcze wielokrotnie będziemy błądzić próbując ustalić, co to właściwie dla nas znaczy.

Władze mają prawo do realizacji swojego programu również w dziedzinie kultury. Tyle tylko, że ich rolą ma być przede wszystkim tworzenie warunków do jej funkcjonowania i rozwoju. Mądra polityka kulturalna umie postawić granicę, za którą kończy się rola polityków i urzędników, a zaczyna się przestrzeń dla wolności twórców i odbiorców kultury. Nie jest to prosty proces i wymaga aktywnego udziału wszystkich zainteresowanych – zarówno na etapie projektowania, jak i wdrażania polityki kulturalnej.

Czy jest Pan w stanie zaprosić do dyskusji wszystkich zainteresowanych – nie tylko tych, którzy dzisiaj gratulują Panu tak radykalnej reakcji, ale również tych, dla których jest ona radykalną głupotą? Czy jest Pan gotowy, aby swoje pomysły poddać pod debatę publiczną i traktować wszystkich jej uczestników po partnersku?

Myślę, że na dłuższą metę jest Pan świadomy, że zarządzanie polityką kulturalną przez dekrety i nastawianie różnych grup przeciwko sobie za pomocą arbitralnych decyzji jest bardzo złym pomysłem. Premier Pańskiego rządu wielokrotnie już zapewniała, że ta władza nie będzie arogancka i będzie słuchała obywateli. Proszę, aby Pan te deklaracje urzeczywistnił. Proszę, aby zorganizował Pan spotkanie obywateli, którzy chcą porozmawiać o tym, czym jest dla nas rozwój kultury i za pomocą jakich narzędzi chcemy ten rozwój stymulować.

Nie musimy zaczynać od początku – taka debata toczy się w Polsce co najmniej od krakowskiego Kongresu Kultury w 2009 r. Od tego czasu powstał szereg opracowań i  badań opisujących proces zmian w kulturze – zarówno od strony twórcy, jak i jej uczestnika. Nie możemy ignorować tej wiedzy. Pan jako profesor doskonale to zapewne rozumie. Kwestią istotną jest, czy będąc politykiem nie przestał Pan być głuchy na argumenty i wartość merytoryczną, którą za sobą niosą.

Kultura do rozwoju zdecydowanie potrzebuje fermentu. Jest wiele perspektyw, które czasami muszą się ze sobą zderzyć, by powstało coś nieoczywistego i wartościowego. Niepowetowaną szkodą byłoby, gdyby jedynym fermentem w kulturze pozostał wywołany przez Pana spór o granice wolności sztuki i kultury. Może Pan oczywiście dalej brnąć w tę sytuację i tym samym niszczyć to, co jako Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinien Pan budować. Tylko czy rzeczywiście chcemy by wyglądała nasz wspólna polityka kulturalna?