Średnio rozgarnięty człowiek nie musi analizować enigmatycznych wypowiedzi szefów państw i rządów po ich spotkaniu w Paryżu poświęconym temu jak bronić światowego i europejskiego bezpieczejstwa i zaangażowaniu demokratycznych państw europejskich w rozwiązanie konfliktu na Ukrainie. Przeciętny Europejczyk bowiem dobrze wie kto i dlaczego dzierży klucze do światowego bezpieczeństwa. Słowa z dramatu Friedricha Schillera o tym, że ,,stare upada, czasy się zmieniają”, idealnie pasują do tego co teraz dzieje się na świecie, zwłaszcza blisko naszych granic. Rosja coraz śmielej i niestety skuteczniej poczyna sobie na Ukrainie. Amerykanie przejęli polityczną inicjatywę co do tego kiedy i z jakim skutkiem zakończy się wojna ukraińsko-rosyjska. Tak właśnie jest czy się to komuś podoba czy nie. Historia dowodzi, że wojny zmieniają granice i tylko naiwni mogą sądzić, że i tak nie będzie w wyniku wojny Ukrainy z Rosją. Od Amerykanów ale też ich europejskich sojuszników zależy to czy sprawdzi się marzenie Putina wprost przez niego wyrażone o tym, że granice Rosji nigdzie się nie kończą. A Putin rośnie w siłę, jest bezwględny, cyniczny i wyrachowany jak satrapa ale cieszy się ogromnym poparciem Rosjan, słabną zaś inne rosyjskie ogniwa władzy a opozycja w Rosji jest bardzo, bardzo słaba. Intencje Putina nie jest trudno zdefiniować, bo mówiąc o potrzebie pokoju na świecie w rękach trzyma granat i karabin. Według Putina pokój jest możliwy tylko na jego warunkach. Nie sadzę żeby na to była zgoda Ameryki choćby dlatego, że USA nie wyzbędą się dominacji światowej. Nawet jeśli efektem wojny ukraińsko- rosyjskiej będą spore straty Ukraińców, to jednak Amerykanie nie pozwolą na to aby Rosja osiągnęła strategiczne cele, które zakłada napadając na Ukrainę. Nie wiadomo więc dlaczego niektórzy przywódcy europejscy, których kraje są sojusznikami z USA w ramach NATO obawiają się, że Amerykanie negocjując warunki pokoju na Ukrainie nie uwzględnią interesu ich państw, w szczególności odnoszących się do bezpieczeństwa.
Na razie Rosja objęta jest sankcjami i dużo się o nich mówi w Europie i za oceanem. Zewsząd słyszymy, że nałożone na Rosję sankcje zubożają ten kraj ale przeciętny Rosjanin jakoś przynajmniej na razie tego nie odczuwa. Rosja się zbroi a jej potencjał militarny czyni z tego państwa potęgę o zapędach imperialnych. Kto tego nie widzi i nie docenia, kto postrzega Rosję jako słabeusza choćby dlatego, że nie może do tej pory pokonać Ukrainy, jest głupcem. To oczywiste, że zwłaszcza w tej sytuacji Europa, której przynajmniej na razie nie będzie w gronie negocjujących pokój na Ukrainie, nie może lekceważyć Ameryki ale też USA nie mogą ignorować słabszych od siebie europejskich sojuszników. Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Polska to teraz kluczowi gracze polityczni w Europie. To państwa z mocną gospodarką, jednak każde z nich jest militarnym średniakiem. Wspólnie muszą stać się czwartą potęgą militarną równie silną jak USA, Chiny i Rosja. Tego też chcą Amerykanie. Chcą by Europa stała się ich równoprawnym i równorzędnym partnerem aby wespół stanowić rzeczywistą i skuteczną, czyli prawdziwą a nie werbalną, siłę konkurencyjną wobec Rosji, której sprzyjają Chiny, Iran i inne państwa, choćby te odnoszące się z pewnym dystansem do USA. To klucz do zachowania pokoju w Europie i na całym świecie. Nie trzeba tego komplikować, nie należy tylko śnić i opowiadać o swojej potędze. Trzeba działać i uczciwie informować o tym jak się sprawy mają. Dbanie o światowy pokój nie jest łatwe ale jak to zrobić jest tak łatwe i proste do zrozumienia jak konstrukcja cepa! Niestety, nie dla wszystkich Europejczyków, co przecież widać, słuchać i czuć..
Autor: Jerzy Lesław Gwiżdż Polski polityk, adwokat, radca prawny i samorządowiec, poseł na Sejm II i III kadencji, w latach 1990–1994 prezydent Nowego Sącza.
Zostaw komentarz