Mimo, że w ostatnim czasie podjęte zostały, lub zostaną podjęte fundamentalnie decyzje mające zasadniczy wpływ na życie obywateli i funkcjonowania państwa, są one permanentnie przemilczane przez główne prorządowe środki przekazu. Niezależne media docierają do stosunkowo niewielkiej liczby odbiorców, bo tylko do tych, którzy chcą wiedzieć, co naprawdę dzieje się w kraju, bo przyszłość Polski nie jest im obojętna. Gdyby nie one, to nawet tych niewielu nie dowiedziałoby się, że 27 maja 2015 koalicja rządząca PO-PSL i Ruch Palikota odrzuciły w trakcie pierwszego czytania projekt Solidarnej Polski dotyczący zmian w przepisach obrony koniecznej. Ponieważ wyroki wydawane przez sądy niejednokrotnie pokazały, że prawo w Polsce stoi po stronie przestępców a nie ofiar, poprawki SP miały uniemożliwić skazywanie Polaków, którzy w obronie własnej zranili lub nawet za¬bili napastnika. Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Jerzy Kozdroń odrzucenie tłumaczył tym, że „to nie Dziki Zachód”.

Jednak, gdy chodzi o ochronę swoich przed odpowiedzialnością, PO wprowadziła od lipca 2015 roku na wzór prawa amerykańskiego ustawę „owocu drzewa zatrutego”, która w prawie polskim nie istniała. Zakazuje ona używania dowodów pozyskanych nielegalnie do spraw, a za takie w myśl przyjętej ustawy zostaną uznane taśmy z „podsłuchowej kelnerów”. Dzięki niej Platforma zapobiegła ściganiu swoich ludzi za potencjalne przestępstwa na najwyższych szczytach władzy, które ujawniły.

1 lipca br. weszły również w życie zmiany procedury karnej, według której rola sędziego będzie ograniczać się teraz do siedzenia i słuchania prokuratora oraz obrońcy, oceniając, który z nich wypadł bardziej przekonująco i na tej podstawie wyda wyrok. Nowy system preferuje przed sądami ludzi zamożnych, których stać na wynajęcie najlepszych adwokatów oraz opłacenie prywatnych opinii prawnych i ekspertyz biegłych będących teraz dowodami w postępowaniu. Wprowadzone zmiany skutkują tym, że bogaci mogą łatwo uniknąć kary, a przeciętni ludzie mogą zostać skazani, gdy są niewinni.

Gdzie są debaty dotyczące tych zmian? Gdzie opinie ekspertów, dyskusje profesorów, dziennikarzy, polityków nad zasadniczym pytaniem: Czy wydawane przez sędziów wyroki według nowej procedury będą miały coś wspólnego ze sprawiedliwością? Przecież te zmiany dotyczą istoty funkcjonowania państwa. Zamiast ścierania się poglądów – cisza.

W marcu 2014 r. węgierska prasa ujawniła projekt umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, w skrócie TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership – Transatlantyckie Partnerstwo Handlu i Inwestycji) który natychmiast wywołał gwałtowny sprzeciw węgierskich władz. Jak napisał Grzegorz Górny w artykule: „Orban przeciw dyktatowi korporacji” („wSieci”, 06.07.2015, nr 27), premier Viktor Orban stwierdził, że dokument w proponowanym obecnie kształcie ogranicza suwerenność państw na rzecz zagranicznych korporacji. Faworyzuje wielkie koncerny kosztem średniego i małego biznesu. Przewiduje możliwość zaskarżenia państwa przez inwestorów do specjalnego trybunału arbitrażowego, do którego skargi mogą składać tylko zagraniczni inwestorzy, a nie państwa czy firmy krajowe. Korporacje i koncerny mogą się domagać odszkodowań właściwie w każdej dziedzinie: ochrony zdrowia, bankowości, transportu czy przemysłu farmaceutycznego. Będą mogły złożyć pozwy przeciwko państwom z powodu obowiązującego prawa, np. podwyższenia podatków czy płacy minimalnej.
Stosunek do tej umowy jasno wyraziła Ewa Kopacz w swym expose mówiąc: „Nasz kraj będzie usilnie zabiegać o jak najszybsze podpisanie umowy o wolnym handlu i inwestycjach między UE a USA. Stworzy ona największą w świecie strefę wolnego handlu i będzie miała ogromny wpływ na dobry klimat gospodarczy, a co za tym idzie – pogłębi relację między Europą a USA”.

Stanowisku przedstawionemu przez panią premier się nie dziwię, ponieważ PO nigdy ona nie dbała o nasze interesy. Wykonuje wszystko, co tylko nakaże Unia bez względu na skutki dla Polaków i Polski. Zastanawia mnie jednak niezrozumiała cisza, która panuje wokół tej umowy ze strony PiS-u. Przecież finansowanie ich programu oparte jest w dużym stopniu na opodatkowaniu banków i sklepów wielkopowierzchniowych. Gdy umowa o wolnym handlu wejdzie w życie, to znaczna część przedstawianego programu legnie w gruzach, gdyż zabraknie źródeł finansowania. PiS nie będzie mógłby nałożyć podatku kryzysowego np. na banki, hipermarkety czy przymusowo przewalutować kredyty, gdyż podmioty te wytoczyłyby mu za to procesy. Mimo, że umowa demoluje program PiS-u nigdzie z ich strony nie spotkałam jej krytyki.

Gdzie są debaty na ten temat w głównych środkach przekazu? Gdzie opinie ekspertów, dyskusje profesorów, dziennikarzy, polityków, przecież przyjęcie takiej umowy uderzy również w suwerenność państwa polskiego?
Zamiast tego swoją uwagę głownie skupiają na tym czy A. Duda i B. Szydło będą kierowani z tylnego siedzenia przez J. Kaczyńskiego. Całymi dniami grzały temat dopalaczy, ale nie rozliczają D. Tuska za to, że poza akcją propagandową nic więcej nie zrobił. Gdy ten temat przygasł, zajęli się zjednoczeniem lewicy. Od lat odwracają uwagę społeczeństwa zajmując się wszystkim, tylko nie sprawami najważniejszymi, mającymi wpływ na nasze życie i naszą przyszłość.