„Na jednej z interwencji przy której byłam, oczywiście prowadziła ją jedna z największych organizacji prozwierzęcych… i tam wetka (weterynarz – dop. Redakcji) przeszła samą siebie. Zamiast wpisać 12-letnie psy to wpisała szczeniaki… bo przecież pseudohodowla… ogier był jako klacz w ciąży… niestety ale to bardzo częste ich praktyki. Co najlepsze izba weterynaryjna stwierdziła, że nie widzi nieprawidłowości” – napisała w mediach społecznościowych Martyna (nazwisko znane Redakcji), która wielokrotnie brała udział w interwencjach organizacji prozwierzęcych.
Głos byłej aktywistki znalazł się pod wpisem Urszuli Gańko, która po trzech latach walk prokuratorsko-policyjnych odzyskała część pieniędzy za nieprawomocnie odebrane jej psy przez Pogotowie dla Zwierząt i uzyskała wczoraj Orzeczenie Sądu Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, który nie zostawił suchej nitki na opinii weterynarza, który próbował uprawomocnić nielegalne działania organizacji prozwierzecej (nota bene później zdelegalizowanej za kradzieże zwierząt w formie tzw. interwencji).
Gańko: Prawda wygrała z animalsami!
„Pseudoweterynarze na usługach pseudoorganizacji prozwierzecych. PRAWDA OBRONIŁA SIĘ SAMA. Weterynarz, która oglądała i oceniała moje psy w dniu 19.09.2017 roku, oceniła nierzetelnie stan i dobrostan moich zwierząt, tak ocenił Sąd Warszawskiej Izby Weterynaryjnej. Nie polecam usług tej lekarz weterynarii. Postepowanie tej lekarz weterynarz zniweczyło dorobek mojej pracy hodowlanej z 30 lat. Na skutek jej działań straciłam dorobek hodowlany wart wiele tysiecy…” – napisała Urszula Gańko w mediach społecznościowych.
Do jej sprawy odnieśli się m.in. Maria Sowińska, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System, wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt i Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, które jest członkiem międzynarodowej organizacji zajmującej się tematyką psów rasowych – World Kennel Union.
Sowińska: Hipokryzja prozwierzęca
„Pomagałam w przygotowaniu wniosku Urszuli Gańko do Sądu Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Wielu hodowców skrzywdzonych przez animalsów nie wie nawet o istnieniu takiej instytucji jak Sądy Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Inna sprawa, że te obecnie dopiero zaczynają przecierać oczy i dostrzegać problem podejrzanej współpracy weterynarzy z organizacjami prozwierzecymi. Mówiąc wprost, zachodzi podejrzenie, że kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset interwencji tego typu rocznie kierowanych jest nie dobrem zwierząt, ale zyskiem. Ten generowany jest przez wystawianie faktur samorządom, robienie tkliwych zrzutek i finalnie sprzedaż zwierząt, a w przypadku interwencji u rolników, ubój „uratowanych” zwierząt i handel mięsem” – stwierdziła Maria Sowińska, która od lat monitoruje działania kontrowersyjnych organizacji prozwierzecych.
Kłosiński: Zarabiają na wszystkim co się rusza…
„Proszę zwrócić uwagę jak wielki hejt prowadzony jest na hodowców nadal, nawet kiedy pseudo animalsi dostają lanie w sądach i muszą oddawać albo zwierzęta albo pieniądze. Ile w ich wpisach jest nienawiści, jadu, obelżywości. Czasami nawołują nawet do oskórowania, życzą chorób, to szokujące, ale tak wyje z nienawiści zraniony klęską polski radykał prozwierzecy. A będą ujadać jeszcze bardziej, bo kynologia nie jest już zmonopolizowana, bo hodowcy są coraz bardziej świadomi, a Polacy coraz częściej są informowani, że warto pomagać znanym w tzw. realu organizacjom pomagającym zwierzakom, a nie korporacjom, które na poziomie trenerskim potrafią zarabiać pieniądze na naszej empatii do zwierząt, manipulując zdjęciami, faktami, a czasami zwyczajnie kradnąc psy, krowy, konie, wszystko co się rusza i na czym można zarobić” – podsumował sprawę Urszuli Gańko prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, Piotr Kłosiński.
„Teatr organizacji prozwierzęcych i nasza działalność, hodowców, to nie tylko spór o to, co jest rasą, a co tylko wzrocem rasy, a co przy rasie nie stało; to nie tylko kryteria dobrostanu, które różnie ludzie pojmują. My kontrolujemy w sposób niezapowiedziany naszych hodowców i zazwyczaj, na szczęście, jesteśmy z nich dumni. Jednak my i biznes prozwierzecy tzw. ekologów, animalsów to spór na innym poziomie. Mało kto wie, ale zaproponowaliśmy już dawno temu rozwiązania skutecznej walki z bezdomnością psów w Polsce. Wtedy staliśmy się wrogiem zielonych numer jeden. Dlaczego? Nie ma bezdomnych zwierząt, nie ma zbiórek, łapanek, fikcyjnych faktur i zarabiania na jednym kundelku w piętnastu gminach. Proste? Chodzi, niestety, nie o zwierzęta, ale o potężne pieniądze, które fałszywi przyjaciele zwierząt zarabiają na bezdomnych psach. A to co zarabiają na rasowych, poprzez bezprawne interwencje, to osobna kwestia” – dodał na koniec Kłosiński z PPK.
„Media kłamią” – wciąż aktualne hasło
Sprawa Urszuli Gańko była relacjonowana przez TVN, która to stacja hodowlę pani Urszuli zrelacjonowała zdjęciami z innego miejsca w Polsce. Innym medium, które w sposób urągający rzetelności dziennikarskiej zrelacjonowało zabór psów spod Halinowa było Radio dla Ciebie, gdzie sprawą gorliwie zajął się były dziennikarz… TVN.
Zostaw komentarz