Doceniam Pana inicjatywę. Szczerze. Skupienie wokół siebie zmęczonych i oburzonych zwyczajnych ludzi jest zawsze godne szacunku – pisze płk. Piotr Wroński, były oficer wywiadu w stanie spoczynku liście otwartym do Pawła Kukiza. – Pewnie Pan tego listu nie przeczyta. Rozumiem to. Trudno czytać wszystkie „nawiedzone” enuncjacje. Nie sadzę też, by Pańscy specjaliści od „piar” oraz doradcy przekazali Panu wątpliwości „byłego esbeka i prowokatora o podejrzanych intencjach”, który naraził się wszystkim, naraża i będzie to robił dalej. Musiałem to jednak napisać, bo w głębi duszy – tak, „byli esbecy” też mają czasem duszę – ja także wierzę w lepszą Polskę, do której naprawy i Pan się przyczyni o ile już tak się nie stało – podkreśla oficer wywiadu w czasach PRL i III RP.

Do Pana Pawła Kukiza (który i tak tego nie przeczyta)

Doceniam Pana inicjatywę. Szczerze. Skupienie wokół siebie zmęczonych i oburzonych zwyczajnych ludzi jest zawsze godne szacunku. Sam bym Pana poparł, ale gdy docierają do mnie nazwy rożnych centrów, klubów, organizacji, gdzieś w tle umysłu pojawiają się ośmiorniczki, zaciszne gabinety i rożni „obrońcy prostego człowieka” w swoich wypasionych „Jaguarach”. Nic na to nie poradzę. Rozumiem konieczność zaproponowania programu wyborczego. Odnoszę jednak wrażenie, że ów „program” niczym nie będzie się różnił od propozycji już znanych.

Przypominam, że owe „centra uszczęśliwiania społeczeństwa na siłę” pojawiały się już przy okazji różnych wyborów. Nie o to mi jednak chodzi. Nie to uznaję za najważniejsze. Oparł Pan swój sukces na JOWach. Idea niewątpliwie słuszna, dająca szanse każdemu, a nie tylko partiom politycznym, z których tylko jedna ma wyraziste poglądy, a pozostałe stanowią swoiste towarzystwa zarobkowego nepotyzmu.

W jaki sposób zabezpieczy się Pan przed przemianą w takie właśnie towarzystwo?

Załóżmy, że jest „Kowalski” (jest takich wielu), który ma świetny program, jest uczciwy, nie idzie na układy z bankami i korporacjami. Startuje do wyborów, lecz nie ma pieniędzy, więc prawie nikt o nim nie słyszy („bycie medialnym” kosztuje). Nawet w jego okręgu. Jest też „Malinowski”. Mówi to samo, lecz właściwie taki bezkompromisowy nie jest. Stworzył komitet wyborczy, zdobył pieniądze na kolorowe plakaty i wiece. „Kowalski” też stworzył. Do niego jednak przyszli tacy sami biedacy jak on i stać go jedynie na szare ulotki i „domokrążstwo”, bo nie umie wdzięczyć się do banków i korporacji. I jak Pan myśli, kto wygra wybory?

Jak Pan się przed tym zabezpieczy?

Załóżmy coś innego. Pana ugrupowanie wygra wybory i będzie samodzielnie rządzić. Kilku „Kowalskich” wejdzie nawet do parlamentu. Jak sprawi Pan i dopilnuje, by pierwsze głosowania posłów dotyczyły zniesienia immunitetu, ograniczenia diet i przywilejów, ograniczenia władzy „banków i korporacji”, zabezpieczenia administracji państwowej” przed „krewnymi i znajomymi królika”, kadencyjności deputowanych? A jeśli nie zagłosują? A jeśli okaże się, że duża część pana ugrupowania będzie przeciw? Co Pan zrobi? Odwoła posłów? Rozwiąże sejm? Jak? Do tego też trzeba mieć większość. Jak do wszystkiego. Do zmiany konstytucji i referendum także. Jak zmusi Pan ludzi, by przegłosowali ustawy, godzące w nich samych?

I kolejna ewentualność.

Wchodzicie Państwo do sejmu, jako jedna z głównych sił. Musicie wejść w jakąś koalicję. Z kim? Mam dziwne wrażenie, że część Pana ludzi związana z rożnymi „centrami złotych myśli” i „organizacjami właścicieli niewolników” jest bliższa PO, część z PiS. Znajdzie się również część, która przejdzie do partii o największej zdolności przetrwania poprzez wieczne przytulanie się do zwycięzców, przez co od ćwierć wieku dba skutecznie o krewnych i znajomych. I co Pan wtedy zrobi? Zostanie Pan z mniejszością? Pewnie tak, Panie Pawle. W Pana uczciwość akurat wierzę. Musi mieć Pan jednak świadomość, że wtedy pozostaje rewolucja i „kryterium uliczne”.

Czy wie Pan już do czego zmierzam?

Właśnie. Nie JOWy sa problemem i panaceum, ale stworzenie skutecznych narzędzi kontroli i egzekwowania obietnic jeszcze na etapie kampanii wyborczej. Wtedy dobre programy pojawią się „same’. I ekonomiczne i społeczne. Przyznam się, że nie wiem jak to zrobić, a w dodatku wydaje mi się, iż owe „centra i organizacje” są wyjątkowe uczulone na takie postulaty. Nie wiem. Na pewno nie poprzez weksle i haki, bo to prowadzi prosto do „Sowy i Przyjaciół”. Może Pan wie? Chciałbym to usłyszeć. Trzeba wierzyć ludziom, ale czy owa wiara jest rozwiązaniem? Nie wiem.

Już kończę.

Pewnie Pan tego listu nie przeczyta. Rozumiem to. Trudno czytać wszystkie „nawiedzone” enuncjacje. Nie sadzę też, by Pańscy specjaliści od „piar” oraz doradcy przekazali Panu wątpliwości „byłego esbeka i prowokatora o podejrzanych intencjach”, który naraził się wszystkim, naraża i będzie to robił dalej. Musiałem to jednak napisać, bo w głębi duszy – tak, „byli esbecy” też mają czasem duszę – ja także wierzę w lepszą Polskę, do której naprawy i Pan się przyczyni o ile już tak się nie stało.

Miało już nie być długich postów, ale w moim wieku pamięć czasem zawodzi, a innego forum nie mam. Sorry.

Piotr Wroński

Piotr Wroński - fot. Julita SzewczykPułkownik Piotr Wroński, pracownik I Departamentu SB, a w III RP pracownik UOP i Agencji Wywiadu jest autorem powieści z kluczem Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki.