Rakieta „Kalibr” to nie jest rupieć z magazynów, równie niebezpieczny dla obsługi jak i zaatakowanego. To nie jest Ch-22 którym można celować w cele wielkości lotniskowca. To rosyjska odpowiedź, mniej-więcej, na amerykańskie „Tomahawk”-i. „Kalibr” to pocisk do wystrzeliwania z okrętów w celu rażenia celów naziemnych o znanym położeniu. Niektóre wersje to pociski sub-balistyczne, które mają tzw. wysoki profil lotu, a inne wersje mają niski profil lotu, kiedyś mówiło się na nie „pociski manewrujące”, takie co to lecą nisko, omijają przeszkody terenowe, żeby nie złapała ich za szybko wiązka radaru obrony przeciwlotniczej.

Tak, to sprytna broń. Droga i skuteczna. Stworzono ją po to by z zaskoczenia przenikała przez obronę przeciwlotniczą przeciwnika i raziła operacyjnie i strategicznie ważne cele na jego zapleczu, żeby pozbawiła go zdolności stawiania oporu.

Te zapasy „Kalibrów” w rosji nie są wielkie. I cel musiał być wybrany starannie. Bo nowych – o ile mechanizmy sankcji będą utrzymane – sauron sobie za szybko nie wyprodukuje. To mogło być znane centrum dowodzenia, obóz szkoleniowy wojska, zakład remontowy czołgów, centrum łączności wrogiej armii, skład amunicji, baza lotnicza. Ale nie.

Ze wszystkich celów jakie można było wybrać dla precyzyjnej rakiety wybrano centrum miasta – dom handlowy, szpital i – no tak – Dom Oficera. U nas w Brzegu też jest Klub Garnizonowy i Hotel Garnizonowy. W Hotelu od dawna nie mieszka żaden wojskowy, bo zamieniono go na mieszkania, a w Klub jest jedną z kilku niewielkich instytucji kulturalnych na mapie miasta, z salą widowiskową na jakieś sto osób, salami do prac, prób, małym studiem nagraniowym. Dobry cel?

Nie. Nasz Klub nie byłby dobrym celem, bo jednak tam jest za małe zagęszczenie cywilów. Dla rosyjskiej rakiety dobrym celem jest miejsce gdzie jest dużo cywilów. Cywile nie potrafią się kryć, reagują opieszale na alarmy, a czasem w ogóle nie reagują bo ciągle masz w głowie tę myśl, że cel wojskowy jest gdzieś daleko, przecież ja idę na zakupy, kto by strzelał do sklepu, domu kultury, teatru? I po co? I to jeszcze drogą, kierowaną rakietą? Przecież to bez sensu.

Iryna tuż przed atakiem zrobiła film swojej córeczce Lizie. Liza pchała wózek. Ten wózek potem znalazł się na zdjęciach z ataku. Na zdjęciach były buciki małej Lizy. Nie widać było reszty Lizy bo pewnie szczegóły były zbyt drastyczne. Mama Lizy podobno straciła nogę, lekarze walczyli o jej życie. W każdym razie takie informacje są na dzisiaj rano, że nie przeżyła. Inne informacje wskazują, że Mama Lizy żyje, że ma obie nogi i ręce, ale nikt z bliskich jej nie powiedział o śmierci dziecka.

Myślenie w takich chwilach to gangrena. Szedłem dzisiaj z samochodu na stacyjkę Wrocław Psie Pole, myślałem o tym czy z nogą czy bez – miałbym w ogóle chęć żyć, gdyby w ataku rakietowym zginęły moje dzieci?

A potem patrzyłem na wąski peron na stacji, a na peronie ludzie w wyrównanym szeregu, bo peron powiadam wąski, nie ma jak się ruszyć, szczególnie jak na sąsiedni peron wjeżdża osobowy do Oleśnicy i przywozi ludzi pracujących w zakładach lotniczych Collinsa, dawniej PZL Hydral czy w WZL tam, nieco dalej. I myślałem co by było jakby tak kierowana rakieta „Kalibr” miała jako wdrukowany cel tę stację właśnie teraz, kiedy osobowy z Oleśnicy jeszcze nie odjechał, ludzie, którzy z niego wysiedli jeszcze się nie rozeszli, ale już wjeżdża osobowy z Oleśnicy do Wrocławia wiozący ludzi do pracy w drugą stronę.

Stacja mała, niepozorna, ofiar dużo.

A potem przeczytasz, że to pomyłka. siergiej pizda ławrow opowie światu, że to była pomyłka. Albo że tam byli naziści. Aneta pisze, że w rosyjskich mediach społecznościowych radość wręcz eksploduje, zwykli rosjanie piszą, że nawet jeżeli tam nie było nazistów to na pewno ci cywile mieli nazistowskie poglądy. Nazistowskie czyli jakie? Czy wystarczy nie chcieć być rosjaninem, by być przez rosjanina uznanym za nazistę? A jakie poglądy miała mała Liza i jej mama? Może po prostu chciały żyć i byc szczęśliwe? Czy wystarczy chcieć żyć i być szczęśliwym, żeby zwykły rosjanin uznał ciebie za nazistę i chciał ciebie zabić rakietą samosterującą „Kalibr”?

Taka to jest wojna, pomyślałem kiedy w oknie pociągu mignęły mi lory kolejowe z wielkimi pojazdami ze oznakowaniem Bundeswehry. Kilka ciągników ewakuacyjnych, trochę ciężarówek a nawet traktor. Pomyślałem – acha, Niemcy wysyłają logistykę. Bo jakby wysłać co innego to mogłoby strzelać, a jak poucza Izaak Babel – jak się strzela to można nawet trafić człowieka.

Jedni strzelają do żołnierzy, wysadzają składy amunicji, a inni kierowanymi rakietami wystrzeliwanymi z okrętów celują z premedytacją w centra miast pełne cywilów. Bo nawet nie strzelają w nocy, kiedy centra miast są puste, ale za dnia, kiedy wiadomo, że jest tam pełno ludzi. Przy czym strona atakowana nie ma jak adekwatnie odpowiedzieć i mimo zaklęć o rusofobii wygłaszanych przez wszystkich Coehlów i papieży tego świata – jakoś jeszcze żadne centrum handlowe w Moskwie, Twerze, Wołgogradzie, Petersburgu, Irkucku nie zaznało tego co zaznał Kramatorsk, Czasiw Jar, Kremenczuk, Mikołajów.

Czeczeńcy na miejscu Ukraińców, tamci Czeczeńcy, nie mówię o tiktokowej armii kadyrowa – by się nie pierdolili w biegu. No i się nie pierdolili. Jak rosja zrównała im z ziemia kraj to napadli na szpital, potem na teatr w Moskwie. Nie pochwalam terroryzmu i nigdy nie będe pochwalał, bo jednak jest różnica między zasadzeniem się na czołg a wysadzeniem autobusu z cywilami.
Ale to nie znaczy, że nie rozumiem skąd się bierze.

Podobno rosjanie są dumni, że świat widzi w nich orków, sami mówią na Ukraińców i Ukrainki „elfy”, bo elfy to rasa która ma wyginąć. A orków trzeba się bać. I to jest dla nich fajne. Jara ich to.
Może dlatego, że na razie brudną robotę wykonują za nich Buriaci, którym ostatnio się odechciewa.

Idąc przez Park Staszica z dworca do pracy o tej porze spotykam głównie ludzi z psami. W cichości ducha i chyba bardziej z odruchu składam jakiś poranny pacierz. Ale trudno powiedzieć, żebym się modlił, raczej porządkuję myśli, budzę się, trzeźwieję z niewyspania, a jeżeli jest jakiś wielki dyspozytor ruchu w tym pięknym świecie, gdzie kierowane rakiety szukają aktywnie wózków dziecięcych – to myślę – niech widzi mnie na radarze, właśnie wystartowałem w swój codzienny lot, niech widzi, chociaż cholera wie czy to dobrze, że mnie widzi. Może lepiej i bardziej etycznie dla niego byłoby uznać, że chce dobrze, ale jest ślepy.

Ale kiedy dzisiaj chciałem coś w myślach wymamrotać, słowa zaczęły się wykrzywiać i zamieniały się w przekleństwa i oczy, z oczami jednak coś mi się podziało. Dobrze, że tylko ludzie z psami, na odległość, dobrze że. Dobrze, że jeszcze wiem co to jest w ogóle – płacz. Ale to nie był płacz świadomy, był mimowolny.

To był gniew. Bo nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby za zbrodnie wojenne odpowiedział jakikolwiek rosyjski wojskowy. Nigdy. Kiedy u nas zdarzyło się Nagnar Khel – to przy wszystkim złym co się stało – sprawa trafiła przed sąd. Sprawa była wałkowana latami. Nie było mowy o tym, że jaka tam zbrodnia, tam byli talibowie, a nawet jeżeli ich nie było to wioska im sprzyjała.

Szansa, że dowódca okrętu podwodnego, z którego wczoraj wystrzelono kierowane „Kalibry” trafi przed sąd jest żadna, chociaż na pewno w czasach Bellingcata, Oryxa i wielu innych samodzielnych, samorządnych grup białego wywiadu – ustalenie kto, skąd strzelał, z jakiego zakładu pochodziła wystrzelona rakieta, jakiej była wersji i jaki był skład osobowy załogi okrętu, z którego ją wystrzelono – nie będzie stanowiło wielkiego wyzwania.

Oczywiście szansa, że Ukraińcy dopadną okręt podwodny jest żadna. Okręty NATO tego nie zrobią. No chyba, że przypadkiem ktoś na pokładzie tego okrętu rzuci niedopałek w maszynowni. To się ostatnio w rosji dziwnie często zdarza. Niedopałki.

Ale sądu nie będzie. To wiadomo. Chyba że sąd ostateczny, ten o którym rzadko myślę, zastanawiając się nad tym czy w ogóle adresat mojego cichego porannego pacierza istnieje. Bo przecież go nie słyszę, a gdybym usłyszał – to bym najpierw poszedł do psychiatry.

I myślałem o aniołach pomsty,
myślałem o nich jakby były realne
Mówiłem „idźcie dzisiaj w pola,
naostrzcie dobrze kosy, noże, bagnety
wypolerujcie głowice optyczne rakiet
nasmarujcie dobrze zamki armat
karabinów, granatników

idźcie w pola,
idźcie w lasy
czekajcie przy brodach
czuwajcie w jarach
trwajcie w gotowości
za każdym załomem muru

niech wam nie drgnie powieka
niech wam nie zadrży ręka

niech zło wraca tam skąd przyszło

do piekła.

amen.

(i pamiętajcie – jako rzecze Rebe Janusz Radwański – kiedy słyszycie w swojej okolicy śmiech ukraińskiego dziecka bawiącego się na placu zabaw, wiedzcie, że gdzieś w wyrzutni rosyjskiego okrętu wyje z bólu rakieta „Kalibr”, płacze rzewnymi łzami rosyjski czołg w stepie. Niech płaczą dalej. Postarajcie sie o to, jeżeli też czujecie gniew. Po prostu bądźcie dla nich dobrzy, dla ich mam, ojców, dziadków, dla nich samych. Wtedy będziecie mieli pewność, że rakiety „Kalibr” boli to naprawdę.)

________________________________________________________________
Miałem nie wrzucać linków do zbiórek, ale jednak chyba inaczej się nie da. Nie będzie tylko linku do taktycznej kawy. Nie pasuje.

Dziękuje tez za każdą nadobniejszą nawet wpłatę na zbiórki, które udostępniam. Za każdą z nich stoją ludzie, którym ufam. Nic tam się nie marnuje.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74