Noc 370 i zarazem 63 dzień od czasu kiedy Borys Humeniuk zaginął bez wieści pod Bachmutem.

Wczoraj noc napawała nadzieją, poszły do kontry elementy 46 Brygady Szturmowej, 3 Brygady Szturmowej (d. „Azow”) i 17 Pancernej na to ramię ruskich które wychylało się na północ od Bachmutu. I tak to poszło, że u niektórych kontur pozycji zajmowanych chwilowo przez armię moskiewską wyglądał jak fiut.

„Zrobieni w chuja” głosił plakat zmontowany przez partyzantów z sieci. Nawet Wolski się uśmiechał w niedzielę wieczorem.

I wczoraj jednak nagle wieści, że nie. Ten i ów analityk spod znaku osintu napisał, że w ogóle żadnego kontrataku nie było, a ci co go widzieli – mówili, że e no niestety – nie udało się.

Wielka radość a zaraz potem wielka smuta.

Chociaż była mowa o wydarzeniach, które działy i dzieją się wokół miasta, które przed wojną liczyło siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców. Liczyło, bo już nie liczy, a wygląda jak jedna z dzielnic Warszawy w 1944 roku.

Nie jestem wojskowym, żeby się tutaj jakoś mocno wytrząsać, ale tyle, ile rozumiem z dekad lektur i rozmów – kontratak, szczególnie w tym wymiarze i w tej sytuacji jaka miała miejsce pod Bachmutem dwa dni temu nie zawsze musi prowadzić do zajęcia trwale jakiegoś obszaru, terenu.

Owszem, staliśmy się trochę więźniami obrazków, nasze umysły zapełniają wyobrażenia linii na mapach, które są tylko pewną podpórką dla umysłu bo w rzeczywistości ich nie ma. Nie ma ciągłych linii. One są tylko projekcją wielu czynników, ale nikt nie kopie okopów w ten sposób pod Bachmutem. Ani nigdzie indziej.

I to jest tak, że przeciwnik napiera, naciera, może nawet wolno, ale ma swój rytm, nawała, atak, nawała, atak i w końcu coś zajmuje. Dom, dwa, kwartał budynków, skrzyżowanie czy – wyśmiewany cynicznie – sklep ogrodniczy na przedmieściach Bachmutu. I jeżeli nikt kija w szprychy nie włoży, czy może nie podłoży pod walec czegoś co tę machinę natarcia wytrąci z rytmu to wróg będzie szedł dalej. Może nawet się rozpędzi. Może uporczywa obrona gdzieś pęknie, posypie się i nagle wypadki nabiorą tempa wcześniej niespotykanego.

Przecież pod Waterloo Napoleon teoretycznie miał jeszcze dośc sił, żeby nie przegrać, ale wieść o tym że widziane wojsko idąc z prawej to nie korpus Grouchy’ego ale Prusacy wstrząsnęła armia moralnie i nagle Francuzi – poza Gwardią – kompletnie się posypali.

I teraz powiadają – w tym tempie jak szli do Bachmutu ruskie do Kijowa do końca wieku nie dojdą. Ale rzecz w tym, że świat, w tym świat walki, wojny – nie jest linearny. Tutaj też nie ma linii. Coś się spiętrza kumuluje, narasta i wydawałoby się niezachwiana obrona miasta, doliny, góry, helmowego jaru – nagle pęka w jednej chwili i gubią się proporcje i bywa, że po tygodniach, miesiącach dreptania w miejscu atakujący nagle w kilka dni osiąga to, co wydawało się nieosiągalne w ciągu nie tygodni ale lat. Nie ma linii. Są uskoki.

Kontratak – działanie ściśle taktyczne – ma wybić przeciwnika z rytmu, zmieszać mu szyki, opóźnić, zmusić do ponownego montowania natarcia, wygrać czas.

Zapytacie po co wygrywać czas? Do czego? Czy do wycofania się z miasta czy do ściągnięcia posiłków? Nie wiem tego, ale jak poucza Clausewitz, ze wszystkich rzeczy na polu bitwy (cytuję z pamięci, więc to raczej oddanie sensu, a nie cytat dokładny) – wszystko w razie niepowodzenia jest do odzyskania po za czasem. Czas traci się bezpowrotnie, nikt ci go nie odda.

Przyszedł nam obu w nocnej wymianie zdań z Artur Nowaczewski (śledźcie koniecznie też stronę autorską Artura – Artur Nowaczewski: pisarz !) – Pułkownik Stanisław Dąbek. Wiecie kto to był? Dowódca improwizowanej w znacznej mierze grupy Lądowej Obrony Wybrzeża w wojnie obronnej 1939 roku.

Udało mu się niemal z niczego postawić zgrupowanie kilkunastu tysięcy ludzi pod bronią. Za mało żeby bronić całego polskiego wybrzeża w 1939 roku, za mało żeby stawić opór wokół Gdyni, ale nie walczyć – nikomu nie przyszło do głowy. Przecież śpiewało się „Morze nasze morze, będziem Ciebie wiernie strzec”. Tam, tak realnie, potrzeba by było dwóch, może trzech dywizji piechoty z artylerią, zapasami, umocnieniami żeby poważnie myśleć o obronie przed Niemcami od strony lądu. A tutaj nie było prawie nic. Kilka schronów na Helu, bastionie ostatniej szansy, kilka dział nadbrzeżnych, blachy nacięte do budowy nowych niszczycieli, z których naprędce skleci się … pociąg pancerny.

19 dni bez łączności z żadną wyższą szarżą, zostawieni w zasadzie sam sobie, bez żadnej pomocy z głębi kraju, skądkolwiek – żołnierze Pułkownika stawiali opór. Nie była to obrona statyczna, bo nie było na to dosyć wojska, ale właśnie ruchoma, szukanie okazji, do odgryzienia się przeciwnikowi, do

k o n t r a t a k u.

W dziewiętnaście dni i kilkadziesiąt starć, Pułkownik zawsze szukający rozwiązania taktycznego najbardziej właściwego, dynamicznego, żeby wojsko było w ruchu. Dopóki się dało dowodził, koordynował, a gdy ostatecznie wszyscy zostali ściśnięci na Kępie Oksywskiej na kawałku odkrytego terenu, ostrzeliwani z morza i lądu, bombardowani z powietrza – umiał także sam iść ze swoimi ludźmi w dym.

Dopóki wilk krwawi – wilk żyw, jak powiada poeta.

Grali na czas, może liczyli jak wszyscy inni na ofensywę zachodnich aliantów, może roili sobie wejście Royal Navy na Bałtyk. Dopóki się dało, bez jednego naboju dostarczonego z zachodu – bili się.

Także kiedy mowa jest o kontrataku to z zasady on bywa lokalny, taktyczny i przede wszystkim nakierowany jest na zdezorganizowanie, obezwładnienie przeciwnika. Na zakłócenie rytmu. Zmieszanie. Chodzi o to, żeby ci którzy czuli się już panami sytuacji zostali znowu zepchnięci w pobliże psychicznego punktu zero. Już prawie czuli ulgę i nagle wszystko muszą w zasadzie zaczynać od początku.

To wyczerpujące psychicznie, nawet jeżeli oddział nie poniósł wielkich strat.

Tak może, ale nie musi to wyglądać. Nie jestem tam to nie wiem, próbuję rozumieć. I wiele takich przewrotów nas jeszcze czeka, nas – obserwatorów z oddali, którym bieleją palce i zatyka gardło.

I tak, może się zdarzyć że Bachmut trzeba będzie opuścić. To jest bardzo prawdopodobne, chociaż już miesiąc temu byli tacy co mówili, że to się stanie w ciągu kilku dni.

Tak samo jak byli tacy co mówili, że ruska generalna ofensywa ruszy między 5 a 15 lutego. Potem, że może coś odpalą 24 lutego, bo rocznica, a teraz że dzisiaj, bo może coś mieli osiągnąć do marca.

Nie dałbym złotówki za wróżbę na ten temat.

Jeżeli Bachmut padnie, a ściślej ruiny Bachmutu, to o wiele ważniejsze jest w jakim stanie będzie armia zdobywców ruin.

Pamiętajcie – linie istnieją głównie w naszych głowach.

Nie mówię nie spuszczajcie łbów, ale też nie mówię by trzymać je wysoko do góry.

Nie.

Trzymajmy je równo na wyprostowanym karku, tyle wystarczy.

__________________________________________________________________

fot. #NOEL

Niebawem Jacek Cielecki rusza z kolejnym konwojem UA Future a tu zrzutka na akcję zima trwa – https://zrzutka.pl/88d5ug

Ciągle też trwa zbiórka dla Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics sygnowana przez wydawców z projektu Wyleczyć z wojny – 95% ze środków przekazanych poszło już do batalionu, czekam obecnie aż się uskłada większa kwota do przewalutowania, czemu nie. Najdłuższa zrzutka tej wojny, założyliśmy ja z koleżeństwem wydawcami 24 lutego 2022 roku i nie ustajemy, wiekszośc z 66 tysięcy jakie sa na liczniku juz trafiła do odbiorców, czekam az zbierze się znowu jakaś większa kwota żeby ją przewalutować i wysłać – https://zrzutka.pl/r88stc

Trwa też zbiórka na samochód od Team-Concept, pojazdy specjalne i łodzie Alucoria DINO519, bez obaw, podwozie mercedesa, będzie ja naprawiać. Czołgu ze zrzutki nie kupimy, ale autko pancerne – czemu nie? https://zrzutka.pl/hwcxf6

ja zaś dziękuję za wszelkie udostępnienia, objawy życzliwości i wsparcia, każde słowo, szer, komentarz, kawa postawiona w buycofee.to uświadamia mi, że pełnię jakiś rodzaj nieformalnej służby społecznej. Moja służba na tym tutaj polu ma charakter w pełni woluntarystyczny. Nikt ode mnie tych tekstów nie kupuje, nikt mi za nie nie płaci, a zarazem to są realne godziny w necie, kiedy nie robię nic innego. I tak będe to robił, ale jakby ktoś chciał odwdzięczyć się stawiając mi iwrtualna kawę – bez obaw, wszystko wypiję. buycoffee.to/radek_wisniewski

Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74