Myślę o paru rzeczach kiedy patrzę na przebieg tej wojny. Na przykład o tym, że jeszcze rok, dwa, trzy lata temu byli tacy, którzy wieszczyli zmierzch Stanów Zjednoczonych. Bo nierówności, bo black matters, bo Trump, bo wzrost Chin, bo wycof z Afganistanu, bo.
To wszystko zapewne było i jest częścią prawdy, ale jednak okazuje się, że w sytuacji granicznej, o czym można łatwo zapomnieć, gdy sprawy toczą się mniej więcej przewidywalnie, liczą się możliwości mobilizacji, spójność działania państwa jako systemu, armii, przemysłu, społeczeństwa jako podsystemów państwa.
I tak myślę dalej. Wielka terytorialnie rosja w roku 2022 nie jest w stanie – gdy chodzi o projekcję siły konwencjonalnej – doszlusować do możliwości USA z czasów II wojny światowej. Ba. Nie jest w stanie bez bieda-dronów z Iranu poważnie zagrozić mniejszemu, ale zwartemu państwu i narodowi.
A USA tak na poważnie jeszcze nie weszły w tę wojnę. W tym sensie na poważnie nie weszły, że w Ukrainie nie ma połowy amerykańskiego czołgu czy samolotu. Ciekawie wyglądałby pojedynek modułu brygadowego amerykańskiej dywizji pancernej z odpowiednikiem rosyjskim. Ale nic takiego nie ma miejsca.
I nawet nie wkraczając realnie do akcji, a jedynie podrzucając sojusznikowi garść sprzętu – Ameryka zmienia reguły gry. Dwa dywizjony HIMARS-ów z zapasem rakiet i proszę co się dzieje.
Okazuje się też, że w tej sytuacji takie Niemcy, Francja mogą miesiącami prowadzić kunktatorską politykę, ale jeżeli w sprawę wchodzi zdecydowanie Wuj Sam odkurzając Lend Lease Act i deklarując pomoc na poziomie 5% pokojowego budżetu Pentagonu, to w zasadzie pomoc lub jej brak ze strony Niemiec czy Francji nie ma wielkiego znaczenia. Jakieś tam ma, ale bez przesady.
Szczególnie jeżeli do USA dołącza grono zdeterminowanych, chociaż mniejszych sojuszników takich jak Brytole, czy Polska, która wie, że nie ma lepszego miejsca dla polskich systemów uzbrojenia jak Ukraina. Bo tam się decydują losy Polski na wiele lat w przód.
A to jest jeszcze moment kiedy uwaga, uwaga – w pobliżu Morza czarnego czy Bałtyku nie znalazła się jeszcze żadna bojowa grupa lotniskowca. Stany Zjednoczone nawet się jeszcze za bardzo nie zaangażowały, nie mówiąc o mobilizacji, a w zasadzie już wojna przechyla się na wiadomą szalę.
To także informacja dla wielkich Chin. Mają miliard ludzi, tak to prawda, mają trzysta głowic jądrowych, ale wojna w Ukrainie pokazuje jak w laboratorium, że to niczego nie dowodzi. Liczy się system. A Armia Ukrainy walcząca wedle wzorów NATO , przezbrajana na wzory NATO, pracująca wedle procedur dowodzenia i łączności NATO – nie jest jednak armią NATO. Jak to mówi jeden z dowcipów tej wojny – Rosja przegrywa wojnę z NATO, mimo, że NATO nawet jeszcze nie zaczęło.
Przypomnę dla porządku, że USA ma w stałej gotowości dziewięć lotniskowcowych grup uderzeniowych na całym świecie. Każda taka grupa to minimum jeden lotniskowiec i dwie fregaty. Minimum. Zazwyczaj więcej. A do tego warto doliczyć zespoły wielkich desantowców Korpusu Piechoty Morskiej.
Każda taka grupa dysponuje siłą około 70 samolotów bojowych. Polskie Siły Powietrzne na papierze mają 48 F-16 i 28 MIG-ów 29. Ile sprawnych – nie wiadomo, ale tak, taka jedna Carrier Strike Group ma mniej więcej siłę naszych wszystkich bojowych samolotów.
Chińczycy dopracowali się dwóch lotniskowców, rosjanie jednego, tego co tak zabawnie kopci, jak gdzieś płynie, jakby w kotłach palono starymi butami z polskich śmietników. A to nie znaczy że mają cokolwiek na wzór Carrier Strike Group, nawet jeżeli mają dosyć okrętów by takie grupy utworzyć. Bo taka grupa to nie tylko odpowiednia ilość okrętów na fotografii, ale także szkolenie, zgranie i skuteczność działania.
Także tak. A ja na razie powiedziałem tylko o lotniskowcach.
Owszem, Amerykanom nie szło w konfliktach asymetrycznych, ale w takich konfliktach generalnie mało komu idzie. Natomiast wyciąganie z tego daleko idących wniosków wydaje mi się, szczególnie dzisiaj, co najmniej przedwczesne. Rozważanie na serio kwestii jaki mógłby być wynik realnego, a nie zastępczego starcia NATO-Rosja, gdzie główną siłą NATO pozostają jednak USA, czy NATO-Chiny – wydaje mi się biciem piany. I raczej niewiele się zmieni przez kolejne 10-20 lat.
W otwartym konflikcie ani Chiny, ani Rosja nie mają większych szans w starciu z amerykańską maszynerią.
Bo infografiki to nie wszystko. Ważne jest też to czego nie widać, jak na przykład logistyka, czyli sprawne dostarczanie wszystkiego co potrzebne do wojowania – od amunicji, o której się myśli najczęściej przy te okazji, po buty, ciepłe śpiwory na zimę, sprzączki, pasy, kamizelki, żarcie, paliwo, smary, śrubki, nakrętki, narzędzia, klucze francuskie.
Oczywiście wygrane sprawy militarnie – można przegrać politycznie.
Na polityce mam prawo się nie znać i się nie wypowiadać. Widzę tylko jak otwarty, pełnoskalowy konflikt jak w nagłym snopie światła pokazuje kto jest kim i dlaczego.
Nie, ani teraz ani za 20 lat żadne państwo nie uzyska takich zdolności do projekcji siły jak Stany.
To w konfliktach asymetrycznych trochę ginęło, rozmywało się.
Piszę o tym, bo mimo tego, że zdecydowanie nie lubię dominacji, hegemonii i tak dalej, to jednak cieszy mnie, że dominację, jak widać, ma państwo które gwarantuje podstawowy zakres wolności, w centrum stawia świadomą jednostkę, ma wbudowane mechanizmy naprawcze nie pozwalające mu stoczyć się w otchłań autorytaryzmu zbyt głęboko.
Nie, nie wierzę w eksport demokracji pod osłona bagnetów.
Ale w obronę obszaru demokracji – już tak
I zdecydowanie mi się podoba, że co by nie było – jesteśmy w tym hegemonem w jednym obozie, że jakby co to ten sprawnie działający system raczej stanie po naszej stronie tak jak stoi, chociaż za płotem, po stronie Ukrainy.
Także nie martw się Ukraino,
będzie lepiej.
Jeszcze trochę.
(na zdjęciu dziesiątki tysięcy ton demokracji w pogotowiu)
___________________________________________________________________
*dzisiejszej nocy przypominam o zbiórce fundacji UA Future na zimowe wyposażenie, a zima tuż tuż.
**za każdy lajk, szer, komentarz – dziękuję, miło mi że sobie tak towarzyszymy.
***Jako niezależny samozwańczy i samorządny publicysta dziękuję za każdą wirtualną kawę postawiona w serwisie buycofee.to. Drugi komentarz.
Jak zawsze – buk zapłać za wszelkie wasze gesty wsparcia pod moim adresem, link do buycofee.to poniżej.
Po chwili refleksji postanowiłem udostępniać po jednym linku zbiórkowym na post, tak widać lepiej postępy. Pamiętajcie nie każdy musi, ani nawet nie powinien jeździć do Ukrainy. To nie zawsze ma sens i się opłaca. Równie ważne jest to, co robimy tutaj.
Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.
Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.
Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz