Nie znaczy to, że je lekceważę. Ale w porównaniu co dziać się będzie po nim – to naprawdę drobiażdżek.
W zasadzie – można by je porównać do matury. Albo zdamy, albo nie zdamy tego obywatelskiego egzaminu dojrzałości. To co dziać się będzie potem – zależy tylko od nas. Jeśłi oblejemy – pozostaniemy stadem pasionych i strzyżonych baranów, o które rywalizować będą „pasterze”, dla których ważny jest zysk ze stada a nie jego samopoczucie. Jeżeli ktoś jeszcze łudzi się, że jest podmiotem polityki, znaczy to tylko tyle, że ma mózg zainfekowany tvn-em. Jeśli więc tego egzaminu nie zadamy – pozostaniemy tanią siłą roboczą – i bez znaczenia, czy będą to budowane w Polsce montownie zachodnich koncernów, czy też osławiony londyński „zmywak”.
Doświadczenie z obydwoma partiami władzy poucza, że interes Polski jest dla nich mniej istotny, niż interes partyjny. Że tak naprawdę – nie da się z programów żadnej z partii wysnuć założeń polskiej racji stanu, a przecież można tę definicję rozpocząć jednym słowem: suwerenność. Ani PiS ani PO nie mają jej za priorytet swojej polityki. Jedni „negocjowali”, drudzy – podpisywali Traktat Lizboński. Do tego – i jedni i drudzy dla politycznego sukcesu gotowi są do psucia państwa prokurowaniem afer, miast wprowadzaniem zmian sytemowych. Najważniejszą jest ograniczanie wpływu państwa na życie i decyzje obwateli. W sferze szeroko pojętych swobód – zarówno działalności gospodarczej (gdzie jest „przyjazne państwo”?) jak i swobód obywatelskich – wolności słowa (Antykomor – pamiętacie? Ale też Castellan, czy Golgota Picnic). Do tego – najwyższy bodaj w Europie wskaźnik podsłuchów, wzrastająca (pod pretekstem troski o nas) represyjność aparatu przymusu (ostatnie – po zatrzymywaniu prawa jazdy za przekroczenie prędkości – kuriozum, to odcinkowy pomiar prędkości).
Można by tak wyliczać długo – afery i absurdy. Można narzekać, wklejać na FB linki do kolejnych szokujących doniesień. Ale można pójść do referendum i rozpocząć zupełnie nowy rozdział w historii.
Powodzenie idei JOW w referendum spowoduje, że dopiero potem trzeba się będzie wziąć do roboty. Bo pomyślnie zdany egzamin dojrzałości oznacza konieczność wzięcia odpowiedzialności. Za siebie i za kraj. Oznacza wybory i decyzje o zupełnie innym ciężarze i konsekwencjach. Po pierwsze – polityków, którzy się nie sprawdzą – będzie można ukarać czerwoną kartką. Po drugie – samemu będzie można spróbować zrealizować własne pomysły. Startując w wyborach. Pułapek i mielizn JOW zapewne mają wiele. Ale nie więcej, niż dotychczasowy system proporcjonalny. Szans za to i korzyści – bez wątpienia mają więcej.
Nie dajcie się więc zwodzić wahaniami sondaży, opiniami „ekspertów”, rozwiązaniami pośrednimi – nagłą troską o demokrację, czy o polityczną przyszłość Pawła Kukiza. Nie dajcie się też zwieść nagłej erupcji ruchów antysystemowych i alternatywnych wobec JOW ordynacji. Objawiły się nagle, jako efekt zaskoczenia i lęku, że aspirującym do władzy partiom umknęło zjawisko zmęczenia, zniechęcenia i zwykłej złości sporej części społeczeństwa, w której pojawienie się Kukiza wzbudziło nadzieję na realną zmianę relacji pomiędzy politykami a społeczeństwem.
Kolejna sprawa, to ryzyko w nurcie samego ruchu, które płynie z traktowania Kukiza jako Mesjasza… Przy całej jego żarliwości, i szczerym zapewnieniom – wierzę, że jest w stanie przewidzieć konsekwencje swojego działania jak szachista – na kilka kroków naprzód… Szczególnie te, z których może będzie się musiał tłumaczyć.
Zrobię to za niego… Bo trzeba rozumieć rzecz dla JOW kluczową: jeżeli mówimy o oddaniu Polski Polakom, jeżeli wprowadzimy JOW, to DO SIEBIE – mówmy też wyraźnie – DO SIEBIE, nie do Kukiza mieć możemy pretensje za skład pierwszych kilku parlamentów. Ta sytuacja będzie się musiała wyklarować. Wahadełko pewnie wychyli się nie raz trochę za mocno w któreś z ekstremów, zanim jako obywatele zrozumiemy, jak w praktyce działa nowy system. Bo to będzie system i na efekty jego działania przyjdzie nam trochę poczekać. No ale nie można mieć wszystkiego od razu. Pamiętajmy, że Anglicy praktykują JOW od roku 1884…
Podsumowując – dlaczego referendum to pikuś? Zapytajcie dowolnego studenta – matura, przy całym poprzedzającym ją stresie jest niczym w porównaniu z pierwszym lepszym kolokwium, że o egzaminach w sesji nie wspomnę…
Jakby na to nie patrzeć referendum jest ogromną szansą dla ruchu skupionego wokół Pawła Kukiza. Bo jeśli uda się osiągnąć znaczne poparcie dla idei JOW, to będzie można na tym oprzeć kampanię parlamentarną. Jako na wyrazie poparcia dla ordynacji większościowej, której nie popiera ani PiS ani PO czyli dwaj najwięksi kontrkandydaci Ruchu PK.
Kolejną sprawą jest teraz wystarczające zmobilizowanie społeczeństwa żeby osiągnąc próg referendalny. Bo jeśli nie zostanie on osiagnięty przeciwnicy mogą to wykorzystać do twierdzenia, że nie przyszli głosować ci którzy nie popierają JOW.
Pięknie wyłożone Panie Sławomirze. Tak bym chciała aby się wszystko nam udało!!! Niestety jako osoba chora, mogę działać tylko przez Internet.
Panie Michale – to trochę nie tak. Kampania parlamentarna musi się rozpocząć przed referendum. W istocie – ona już trwa. Na różnych polach, mniej, lub bardziej jawnie. Od wyników referendum zależy tylko (i aż) skala sukcesu Ruchu Kukiza w parlamencie i tempo późniejszych przemian.
Pani Zofio – działanie przez internet – biorąc pod uwagę fakt, że to sieci Paweł Kukiz zawdzięcza wielką część swojego poparcia jest BARDZO ważne.
Wszystko prawda, zwracam tylko uwagę – BEZ MATURY nie ma studiowania.