Zamieszczony 5 lutego tekst* autorstwa Pawła Mitera dowodzi jednego. Otóż gdyby Stańczyk teraz żył uznałby, że w Polsce najwięcej jest prawników.

Dołączając do grona krytyków reformy wymiaru sprawiedliwości Paweł Miter wali jak obuchem w głowę czytelnika:

należy jasno zaznaczyć, że polskie prawo nie zna instytucji nieważności orzeczeń sądów powszechnych czy też orzeczeń Sądu Najwyższego, jeżeli zostały wydane po 1989 r. I to wie każdy student drugiego roku prawa, dla mnie jest dziwne i niezrozumiałe, że resort sprawiedliwości to pomija, a prawnicy ministra Ziobry nie mówią ludziom, że nie ma czegoś takiego, jak wspomniana wyżej „nieważność”. Wedle naszego prawa, co najwyżej za nieważne mogą być uznane decyzje administracyjne i to po przeprowadzeniu odpowiedniego postępowania. To powinno być oczywiste dla nawet średnio rozgarniętego prawnika.

Bingo! Tak jest w istocie.

Dalej:

Kolejnym ważnym aspektem jest to, że polskie prawo nie zna instytucji bezskuteczności orzeczeń sądów powszechnych, czy Sądu Najwyższego. Tylko działania stron mogą być uznane za „bezskuteczne” i to wedle ściśle określonych wytycznych i procedur w przypadkach szczególnie opisanych. Co więcej wewnętrzne regulaminy i ustawa o SN nie uznaje jakiejkolwiek możliwości uznania uchwał SN za bezskuteczne. Jeśli dziś, jakikolwiek prawnik twierdzi inaczej, to nie wiem, jakim cudem skończył prawo. Wedle tych przepisów należy uznać, że uchwała SN jest skuteczna, czy się to komuś podoba, czy nie.

Ciekawą rzeczą jest to, że ani razu krytycy uchwały SN nie wskazali na przepisy mające uznawać uchwałę SN za „nieważną” lub „bezskuteczną”, a może dzieje się tak dlatego, że przepisy takie po prostu nie istnieją? Powtórzmy, w polskim prawie nie ma przepisów uznających nieważność lub bezskuteczność uchwały SN, co więcej chwała SN ma zawsze moc zasady prawnej, to powinno być oczywiste nawet dla miernego prawnika.

W zasadzie w powyższym nie ma nic, pod czym nie mógłbym się podpisać.

Faktycznie nie ma takich przepisów. Tyle tylko, że jest Konstytucja, a ona zawiera zapis o podstawowym znaczeniu dla systemu demokracji obowiązującej w Polsce.

Nie tylko w Polsce.

To art. 7, zwany także zasadą praworządności.

Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

Wyboltowany termin szerzej wyjaśnił Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z dnia 4 grudnia 2001 r. (SK 18/00):

Pojęcie „władzy publicznej” w rozumieniu art. 77 ust. 1 Konstytucji obejmuje wszystkie władze w sensie konstytucyjnym – ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Należy podkreślić, że pojęcia organu państwa oraz organu władzy publicznej nie są tożsame. W pojęciu „władzy publicznej” mieszczą się bowiem także inne instytucje niż państwowe lub samorządowe, o ile wykonują funkcje władzy publicznej w wyniku powierzenia czy przekazania im tych funkcji przez organ władzy państwowej lub samorządowej. Wykonywanie władzy publicznej dotyczy wszelkich form działalności państwa, samorządu terytorialnego i innych instytucji publicznych, które obejmują bardzo zróżnicowane formy aktywności.

Co zaś oznacza w praktyce ta zasada wyjaśnił tenże Trybunał:

Zgodnie z art. 7 Konstytucji, organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Oznacza to powinność organu władzy publicznej przestrzegania wszystkich przepisów, niezależnie od usytuowania ich w systemie źródeł prawa, które określają jego uprawnienia lub obowiązki. Organy muszą zatem znać przepisy regulujące ich kompetencje i stosować się do wynikających z nich nakazów i zakazów. Z konstytucyjnej zasady legalizmu wynika zatem, że nie mogą podejmować działań bez podstawy prawnej czy unikać wykonania kompetencji, jeżeli wiążące normy prawne nakładają na te organy określone obowiązki ( P 9/11 z dnia 4 października 2011 r.).

Czy Sąd, nawet Najwyższy, może kwestionować prawo?

Posłużmy się tym samym kryterium, które stosuje prawnik Miter – studentem II roku prawa.

I taki student powinien z miejsca zajarzyć, że postępowanie w kwestii zgodności z Konstytucją poszczególnych ustaw (w tym sądowych) reguluje… Konstytucja. Pozostawmy skargę Konstytucyjną (art. 79) nieco z boku, bowiem wniesienie jej przysługuje każdemu. Zobaczmy, co mogą uczynić sądy powszechne (a także administracyjne czy wojskowe) w tej materii.

Odpowiedź stanowi art. 193 –

Każdy sąd może przedstawić Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie prawne co do zgodności aktu normatywnego z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi lub ustawą, jeżeli od odpowiedzi na pytanie prawne zależy rozstrzygnięcie sprawy toczącej się przed sądem.

A zatem nie wystarczy sama ciekawość sędziego czy ich grupy – do tego musi jeszcze zaistnieć związek przyczynowo-skutkowy z konkretną sprawą.

Bo w polskim systemie prawnym o zgodności ustawy czy też innego aktu prawnego orzeka Trybunał Konstytucyjny.

Jego wyłączną właściwość w tym przypadku określa art. 188 Konstytucji, tak rzekomo mocno bronionej przez p. Gersdorf i całą oPOzycję.

Zatem uchwała niekompletnego składu SN jest oczywistym złamaniem obowiązującego w Polsce prawa.

I nie tylko dlatego, ze część SN pod wodzą jej I prezeski postanowiła zastąpić Trybunał Konstytucyjny, do czego zwyczajnie nie ma prawa.

Kolejny problem, nad którym prawnik Miter nawet się nie pochyla, to rola i znaczenie art. 179 Konstytucji. Zgodnie z nim sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony.

To oznacza, że powołanie sędziego należy do wyłącznej prerogatywy Prezydenta.

Tymczasem część SN uchwala, że faktycznie do powołania nie doszło, bowiem KRS była nie taka, jaką oni sobie umyślili.

Skoro tak, to w pierwszej kolejności Pierwszy Prezes SN powinna wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego o orzeczenie zgodności ustaw sądowych z Konstytucją (art. 191 Konstytucji).

Do czasu wydania orzeczenia ustawy korzystają z domniemania ich zgodności z Konstytucją.

I sądy muszą się do nich stosować (art. 178 u. 1 – sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom).

Jak już wspomniałem wyżej nie mogą samodzielnie rozstrzygać, co jest ich zdaniem zgodne, a co nie z Konstytucją.

Tryb postępowania jest oczywisty dla każdego, nawet nie będącego studentem II roku prawa.

.

Co zatem należy zrobić w sytuacji, w której część SN dokonywa (tak po prawniczemu, zwykły człowiek dokonuje) swoistej rewolucji?

Togowa rewolta nie dość, że wkracza w prerogatywy prezydenckie (nie tylko w powoływanie sędziów, ale dokonuje także swoistego aktu łaski dla skazanych już przez  sędziów Izby Dyscyplinarnej SN!) to na dodatek tworzy nieznany w żadnym kraju twór – człowieka obdarzonego immunitetem oraz uposażeniem sędziowskim, który jednocześnie… nie może orzekać.

To zdecydowanie lepsze, niż stan spoczynku, na którym pobiera się tylko 70% wynagrodzenia. 😉

.

Czy jest wyjście z sytuacji takie, które pozwoliłoby pozbyć się z obiegu prawnego uchwały wybranych sędziów SN bez stosowania równie rewolucyjnych metod?

Sięgnąć należy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego. 27 października 2010 r. (K 10/08) pod przewodnictwem męża pani Małgorzaty Gersdorf prof. Bohdana Zdziennickiego.

Jak podkreślił TK, przedmiotem kontroli konstytucyjnej może być treść normatywna, jaką przepisowi prawa nadała uchwała SN mająca walor zasady prawnej, nawet jeżeli wykładnia ta nie była wiążąca ani nie wymagała jednolitej praktyki z punktu widzenia formalnego od wszystkich organów stosujących prawo. Wydaje się jednak w pełni uzasadnione stanowisko dopuszczające bezpośrednie kwestionowanie uchwał SN i NSA, przynajmniej wydanych w oderwaniu od konkretnych, jednostkowych spraw, a co za tym idzie – uznanie takich uchwał za „przepisy prawa” w rozumieniu art. 188 pkt 3. Może to rzecz jasna nastąpić tylko po analizie treści danej uchwały i przesądzeniu, że wyraża ona treści niemające potwierdzenia w prawidłowo dokonanej wykładni przepisu.

(Konstytucja RP. Tom II, red. prof. dr hab. Marek Safjan, dr hab. Leszek Bosek, komentarz do art. 188)

Od kilku lat piszę o powstającej na naszych oczach republice sędziowskiej.

Uchwała wybranego przez Małgorzatę Gersdorf składu SN jest tego najbardziej dobitnym przykładem.

6.0 2020

_____________________

* „Kiedyś był głupi i usłużny sędzia na telefon, dziś jest ustawa kagańcowa na każdego sędziego”

fot. pixabay