Wyobraźcie sobie państwo, że znowu zaczynam post od pięknego polskiego słowa, pochodzącego z łaciny i zaczynającego się na „K”. Zaznaczam przy okazji, iż nie jest to obrona Islamu i Muzułmanów, ale druga część oskarżenia rządów zachodnich i Rosji o doprowadzenie do obecnej sytuacji. Krytycy niech śmieją się z teorii spiskowych, ale jakoś tak jest w historii człowieka, że historie te po wielu latach stają się nagle procesami, rządzącymi społeczeństwami ludzi.

Czas na klucz drugi. Asymilacja, zamiennie używana z pojęciem „integracja”. Znów piękne słowo, które sugeruje, iż istnieją warunki, umożliwiające przyjezdnym zaakceptowanie i bycie zaakceptowanym w nowych dla nich warunkach. Wspierane „tolerancją” tworzy wrażenie otwartości społeczeństw europejskich na obcych. Nic bardziej mylnego. rządzący światem zachodnim nadali zupełnie nowe znaczenie „asymilacji”. Zupełnie odwrotne. Mówili „asymilacja”, a myśleli „izolacja”, czekając, aż to ostatnie zmieni się w „samoizolację”.

Wszystko zaczęło się pewnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, chociaż powojenna wędrówka ludów oraz zmiana układów politycznych na świecie pozwalała już na pierwsze eksperymenty. Wywoływane przez dwie superpotęgi niepokoje w gorzej rozwiniętych rejonach świata doprowadziły do naturalnej ucieczki ludności z zagrożonych rejonów. Uważam, ze pierwsze pokolenie wyznawców Islamu, które wyemigrowało na Zachód, rzeczywiście szukało lepszego życia i możliwości rozwoju. I co zrobił ów Zachód? Zamknął ich w gettach i nazwał to asymilacją. Politycy zachodni wiedzieli, że osoby niewykształcone, często nie znające nawet języka, a już na pewno stanu prawnego, obyczajów i kultury danego kraju, są najtańszymi robotnikami. Wykonają każdą pracę za niewielkie pieniądze. W dodatku, budowa dla nich specjalnych osiedli pozwala na dwie rzeczy: łatwiejsze ich pilnowanie oraz wypranie ogromnych środków finansowych. Budownictwo przecież kosztuje i pozwala na ogromne przekręty. Kocha je każda mafia. Ten proces został nazwany „asymilacją” i to wmówiono własnemu społeczeństwu. Zauważmy, że nie rozśrodkowano przyjezdnych, nie umożliwiono im wtopienia się w społeczeństwo, przystosowanie się do nowych warunków. Zamiast tego postanowiono stworzyć bariery fizyczne, ekonomiczne oraz merytoryczne, by doprowadzić do ich izolacji i zamknięcia we własnym środowisku. To tak, jakby kawałek ziemi z Afryki wzięto wraz z ludźmi i przeniesiono w inne miejsce. Różnica polegała na tym, że z tych nowych miejsc widać było blichtr sukcesu oświetlony neonami dobrobytu. Właściciele Europy Zachodniej, pól naftowych, rakiet Waszyngtonu i Moskwy dobrze wiedzieli co robią. Nie potrzebowali zintegrowanego, tolerancyjnego i wielokulturowego społeczeństwa, ale straszaka na własnych obywateli. Wiedzieli, że getta to kocioł, który prędzej czy później wybuchnie. Dwadzieścia, trzydzieści lat oglądania zabawek przez szybę w pomieszczeniu, do którego nie masz wstępu spowoduje w końcu, że patrzący rozwali ta szybę. To się właśnie dzieje teraz.

Był jeszcze Islam. Reżyserzy wiedzieli, co niesie z sobą ta religia. Znali jest skłonność do przemocy, fanatyzmu i samoizolacji. Założyli, iż getta będą najbardziej żyzną glebą dla rozwoju wszystkich negatywnych cech tej wiary. I nie mylili się. Po co to wszystko? Wiadomo! Chodzi jak zawsze o panowanie garstki wybranych ludzi nad resztą i niewyobrażalną kasę. W tej kaście nie ma różnic religijnych, rasowych, politycznych. Są tylko pieniądze, jako jedyne i najmocniejsze spoiwo od początku naszej spisanej historii. Własnemu ludowi rzuca się ochłapy, by nie buntował się zbyt często, tworzy pozory luksusu, ale to przestaje wystarczać. Lud jest podobny do narkomana. Ciągle potrzebuje większych dawek narkotyku, albo kuracji wstrząsowej. Władcy dobrze o tym wiedzą, więc po wielu latach ich system „tolerancji” i „asymilacji”, pojęć zmienionych zgodne z zasadami nowomowy Orwella, zaczął działać. Pojawił się trzeci klucz: zagrożenie. O nim napiszę w trzeciej części.