Przyjął się taki niesprawiedliwy pogląd, że kobiety w pewnych dziedzinach się nie sprawdzają, że pewne zawody wykonują gorzej, że w ramach określonych aktywności wypadają mniej sprawnie, bądź efektywnie.

Ale skąd możemy to wiedzieć, skoro nie znamy prawdziwej (naturalnej) natury kobiety, tylko tę sztuczną, kulturową, stereotypową, rutynową (czy nawet rytualną), ukształtowaną przez dominujące wzory kulturowe, a także obrzędy, tradycje, zwyczaje, prawa, mechanizmy determinowane przez dominację mężczyzn?

Uznajemy stan, w którym kobiety są poddane, mniej zdolne, przeznaczone do realizowania gorszych zawodów oraz zajęć, związanych głównie z domem i reprodukcją, za naturalny. Ten stan uznał nawet Arystoteles, twierdząc, iż nierówności wynikają z natury ludzkiej i że stąd są stany mniej lub bardziej wolne. W ten sposób już w Starożytności Grecy oraz Rzymianie uznali się za wolnych, zaś Tarkowie oraz ludy azjatyckie uważane były za niewolników, przeznaczonych do gorszych prac.

Zazwyczaj ci, którzy zniewalają innych afirmują tego rodzaju sytuację jako naturalną, bo im ona służy i jest im z tym dobrze – pisał John Stuart Mill w „Poddaństwie kobiet” (1869). Na tej samej zasadzie niewolnictwo za naturalny stan, będący konsekwencją nierównej natury ludzkiej, uważali handlarze czarnoskórymi osobami na południu Stanów Zjednoczonych. Lecz to bardzo instrumentalny, arbitralny argument; twierdzili tak, bo na tym zarabiali, czerpali z handlu niewolnikami zyski.

John Stuart Mill postawił diagnozę, iż sytuacja kobiet jest inna od niewolników. Nie taka sama. Nie identyczna. Gorsza. Bo na niewolników oddziaływuje się z zewnątrz, zmusza ich do niewolnictwa przemocą, prawem i różnego rodzaju represjami. Gdy niewolnik jest posłuszny, Pan się cieszy, jest zadowolony.

W przypadku kobiet również występują wszystkie te cechy, ale ich położenie jest jeszcze gorsze, dlatego, iż mężczyźni i istniejący system kulturowy, oczekują, aby kobieta sama uznała się za niewolnicę. W ten sposób usiłuje się zniewolić nie tylko jej ciało, lecz również duszę, próbując ją sprowadzić do roli gorszych zajęć: gospodyń domowych, sprzątaczek, pielelęgniarek, nianiek, kucharek (nie obrażając żadnego z tych zawodów, gdyż chodzi o podejście analityczne, a nie stygmatyzację i ekskluzję), a także obiektów pożądania seksualnego.

Skąd możemy wiedzieć, że kobiety przeznaczone są do realizowania mniej odpowiedzialnych i bardziej zredukowanych czynności, do których przypisany jest dużo mniejszy udział władzy, niż w przypadku mężczyzn (?); skąd mamy wiedzieć, że natura kobiet nie predestynuje ich do zadań elitarnych, skoro prawie nigdy nie pozwoliliśmy im tej natury zademonstrować. To co znamy, to sztuczna natura, stereotypowa rola ukształtowana przez tradycję, religię i kulturę.

Mill artykułuje przeciwny argument: tak niewiele było królowych, a wszystkie znakomite. – „Jeśli księstwo hinduskie jest rządzone z siłą, czujnością i roztropnością ekonomiczną; jeśli porządek jest zachowany bez ucisku; jeśli kultura jest rozszerzana i ludzie rozwijają się, trzy razy na cztery, to księstwo jest pod rządami kobiety” – pisał Mill w „Poddaństwie kobiet”.

Najciekawsze jest co innego… A mianowicie to, że największymi ofiarami tej sytuacji (zdominowania kobiet), tego nierównego stanu rzeczy są sami mężczyźnie oraz życie obywatelskie.

Rządy z udziałem i intelektualnym wkładem kobiet, z ich wrażliwością oraz empatycznym zaangażowaniem byłyby dużo lepsze. Poziom partycypacji politycznej, obywatelskiej i jakość sprawowania władzy wyższe. Byłoby dużo lepiej!

Poza tym, mężczyzna tak naprawdę może się w pełni rozwinąć tylko w kontekście wolnej kobiety. Najgłębszym źródłem strukturalnym egoizmu mężczyzn, apodyktyczności oraz autorytarności ich charakterów, a często nawet despotyzmu, jest nierówność płci.

Dlatego małżeństwa przestają mieć sens, dlatego coraz częściej związki małżeńskie się rozpadają, bo sytuacja poddaństwa kobiet i dominacji mężczyzn jest nie do zaakceptowania.

Dlatego wszyscy na tym tracimy. Redukując kobiety mężczyźni sami siebie redukują. Problem w tym, że o tym nie wiedzą.

Chcesz mieć dobrą, wierną, lojalną żonę, partnerkę, kobietę – daj jej wolność i zagwarantuj pełnię rozwoju. To leży w Twoim interesie i w itnteresie nowoczesnego, liberalnego, obywatelskiego państwa.

Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).