Dobra! Dość o mętach. Kolejna historyjka o Ukrainie, a właściwie o jej ambasadzie w Warszawie. Wielu z Państwa może zorientować się z moich postów w jakiej okolicy mieszkam, więc podam autentyczne nazwy ulic.

Kilka lat temu, u zbiegu Malczewskiego i Krasickiego rozpoczęła się budowa. Miała to zapewne być renowacja starego budynku, ale powstawać zaczęło coś zupełnie nowego. Tablica informacyjna wskazywała, iż budowany jest nowy budynek ambasady Ukrainy oraz firmy wykonawcze. Polskie o dziwo. Budowę ogrodzono dużym, pełnym ogrodzeniem i pilnować je zaczęła jakaś firma ochroniarska. Zauważyłem, że wartownicy mówią po ukraińsku. To nic dziwnego w takich sytuacjach i każdy kraj pilnuje sam budów swoich placówek. Przynajmniej powinien, chociaż z Polską bywa różnie.

Zauważyłem wjeżdżające tam samochody osobowe i dostawcze z rejestracją ukraińską lub ambasady tego kraju w Warszawie. To też nic dziwnego. Zaskoczyły mnie tylko samochody z rejestracją ambasady FR, w tym dostawcze, które również wjeżdżały na teren budowy. Kiedyś stałem na przystanku zlikwidowanego już autobusu i zobaczyłem robotnika. Wyszedł z budowy, był w stroju roboczym i szybko wsiadł do ambasadzkiego samochodu, stojącego przed przystankiem. Problem w tym, że to był także samochód ambasady Rosji. Wtedy obudziła się we mnie moja „kontrwywiadowcza dusza”.

Budynek stoi w ciekawym miejscu. Trudno go obserwować. Widać z niego anteny KG SG, komisariatu policji na Malczewskiego oraz KGP przy Puławskiej. Ja mogę je dostrzec z poziomu chodnika przez większą część roku. Z poziomu drugiego piętra widać je cały rok. Wiem, że to dla nowoczesnej techniki nie jest tak ważne, ale ja nie mam jak sprawdzić i muszę kierować się własnymi obserwacjami. Sprawdziłem też, w internecie, firmę figurującą na tablicy informacyjnej. Okazało się, ze była podwykonawcą firmy, budującej coś dla ambasady FR. Wszystko to powiedziałem komuś w służbach (jeszcze miałem związki, bo było to świeżo po moim odejściu na emeryturę), ale zostałem potraktowany jak upierdliwy idiota.

Potem był Majdan i budowa zamarła. Zniknęli z niej ochroniarze. Nie działo się nic. Nie tak dawno znowu pojawili się ludzie. Zmieniła się nazwa firmy (chyba, bo przyznam się, ze nie zapisuję takich rzeczy, jeśli okazują się być nikomu niepotrzebne). Wjeżdżało kilka samochodów. numery były ukraińskie. I prywatne i dyplomatyczne, a raz znów pojawił się i wjechał do środka samochód z ambasady FR. Ciekawe jak Kijów patrzy na takie kontakty swoich dyplomatów?

Czytających moje posty służbowo uprzedzam, że nie zdradzam żadnej tajnej informacji. Są to moje własne obserwacje, gdyż często tamtędy przejeżdżam autobusem, spaceruję z psem lub przechodzę w drodze do tramwaju na Puławskiej, a że nie mogę ich nikomu przekazać, bo będę potraktowany jak prowokator i „wtłoczony w okładki” pod zarzutem „esbectwa” i szpiegostwa, piszę to na FB. Dla wszystkich, ponieważ każdy z nas winien być włączony w system ochrony kontrwywiadowczej państwa, a nie figurantem sprawy operacyjnej, tylko dlatego, że chce pomóc instytucjom państwowym. Ludzie widzą wiele i wiele mogą pomóc zneutralizować. Trzeba tylko trochę im zaufać i nie widzieć w każdym szpiega, prowokatora i oferenta, bo nie zauważy się wtedy tych prawdziwych.

Ciekaw jestem kiedy mnie wsadzą. I jeszcze czegoś: kto zgadnie o czym świadczy ten post?

No to na koniec dnia wyjaśnię coś i podam jeszcze jedną „perełkę”.

Rosjanie czują się w Polsce bezpiecznie i w ogóle się z tym nie kryją. Praktycznie to wszystko, przynajmniej znakomita większość, zdarzyło się za poprzedniej władzy. I teraz „perełka”, o której Rosjanie muszą wiedzieć. Kiedyś istniał tzw. „trafaret pojawień”. Mniejsza o nazwę. Stosują to wszystkie służby od Dalekiego Wschodu do Dalekiego Zachodu, a nawet w Afryce. Wszystkie rezydentury o tym wiedzą. rzecz polega na tym, przejdę na polską terminologię, iż każdy funkcjonariusz mundurowy, gdy zauważy samochód z określonej placówki (lista krajów przeciwnych) na specjalnym trafarecie melduje do kontrwywiadu, gdzie i kiedy ten samochód widział oraz ile osób w nim było. To potem analizuje się, porównuje i czasem wychodzą „wesołe” kwiatki.

Po roku 1990 nowe władze UOP i Delegatur stwierdziły, że nie jesteśmy „ubeckim krajem”, w czym poparła ich nagle nawrócona na policję milicja i WOP na SG, więc nie będziemy nikogo „prześladować”. Co ciekawe, na liście była jeszcze ambasada ZSRR, a potem Rosja. Nie było już naszych nowych sojuszników. Na szczęście, nieoceniony śp dyrektor Miodowicz, rozumiał kontrwywiad i oparł się naciskom politycznym. Przynajmniej w obrębie UOP i SG. Z policją bywało różnie. Po jego odejściu, mimo wielu monitów, ten system zarzucono.

Nie wiem jak jest teraz, ale warto do tego wrócić. raz jeszcze powtarzam: Rosjanie dobrze wiedzą co robimy, bo oni też robią tak samo. Zadziwia mnie tylko fakt, że wiedzą czego nie robimy. To jednak już nie moja sprawa. Jestem na emeryturze i unikam służb specjalnych i ich pracowników, tak, jak oni uciekają na mój widok, co spowodowało, że odciąłem, czasem dość „brutalnie” wszelkie kontakty ze „starymi”, co jest zrozumiałe, ale i z „młodymi”, bo nie chcę, by mieli kłopoty w pracy.