„To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią. Nie jest to silenie się na jakieś dziwne słowa, określenia. Przeciwnie – uważam, że na żadne słówko ładnie brzmiące, a nieistotne, wysilać się nie potrzebuję. Tak było. W głowy nasze uderzały nie tylko kolby esesmanów – uderzało coś więcej. Brutalnie kopnięto we wszystkie nasze pojęcia, do których myśmy się na ziemi przyzwyczaili (do jakiegoś porządku rzeczy – prawa). To wszystko wzięło w łeb. Usiłowano uderzyć możliwie radykalnie. Załamać nas psychicznie jak najszybciej”.
Fragmenty z raportów Rotmistrza Pileckiego w sposób wyjątkowy opisują los ludzi za kolczastym drutem w obozie koncentracyjnym.

Trudno sobie wyobrazić , że tam toczyło się życie. Że biło tysiące serc w rytmie ogromnego bólu, niemocy, strachu.
Przeżyty dzień był przez większość z Nich zakończony modlitwą dziękczynną.Udało się, żyję. Tak każdego wieczoru. Odkształcone od bicia, głodu ciała trudne do rozpoznania nawet przez bliskich. Brutalne mordy niewinnych ludzi – widoki dnia powszedniego.
Odszedł kolega, może współwięzień, z którym przed sekundą nawiązali kontakt wzrokowy. Ile jest w stanie wytrzymać psychika, żeby nie popełnić samobójstwa, skończyć jawę krwią znaczoną…
Wielu więźniów nie wytrzymywało rzucając się do ucieczki. Wiedzieli, że to sekunda przed końcem życia. Niemcy strzelali do nich niczym na polowaniu.
Geniusz Rotmistrza Witolda Pileckiego, to nade wszystko opanowanie.
W tych okrutnych warunkach potrafił zebrać myśli, snuć plany do mobilizacji w walce z przeciwnikiem, prowadzić konspiracyjne działania na rzecz Polaków, Polski. Schował gdzieś instynkt naturalny, którym jest strach. Dar od Boga?- zapewne tak. Był człowiekiem głębokiej wiary w Chrystusa.
„Wysoki, wtedy jeszcze pojedynczy płot z drutu kolczastego i brama pełna esesmanów nasunęły mi mimowolnie, czytany kiedyś aforyzm chiński:
„Wchodząc, pomyśl o odwrocie, a wychodzić będziesz cało…” Uśmiech ironiczny zrodził się gdzieś we mnie i przygasł… na co to tutaj się przyda…”
Taki współtowarzysz niewoli dawał poczucie choćby pozornego bezpieczeństwa, które chroniło przed obłędem.
Dzięki tej sile świat dowiadywał się o rzeczywistości w obozie. Rotmistrz Witold opracowywał pierwsze sprawozdania o ludobójstwie w Auschwitz, które były wynoszone różnymi kanałami poza kolczaste druty.
Ogromne ryzyko – stawką własne życie.
Rotmistrz Witold Pilecki, inni niezwyciężeni walczyli o dalsze losy Ojczyzny, którą umiłowali ponad wszystko.
Jak dzisiaj wygląda nasza postawa wobec czynów tych cichych bohaterów?
W najtragiczniejszych okresach czasów wojny rodak był bratem dla rodaka. Solidarnie walczyli o utrzymanie tożsamości kraju, który był świętością. Każdy centymetr naszej ziemi był bardzo cenny.

Czy w dzisiejszej dobie taki szacunek wzajemny okazujemy sobie – Polak wobec Polaka?
Co się stało z poczuciem honoru?

Rotmistrzu Witoldzie Pilecki – zginąłeś z rąk ludzi, którzy może dzięki Twoim działaniom przeżyli okrucieństwo okupacji. Zginąłeś z rąk Rodaków….
Cześć i Chwała Bohaterze, Niezwyciężony Bohaterze.
Zapraszam do odwiedzenia strony projektu: „Rotmistrz Pilecki Bohater Niezwyciężony„.
Zdjęcia ; Źródło : Internet
Zostaw komentarz