Unikałem zarówno komentowania, jak i publikowania postów Aleksandra Ściosa, chociaż zgadzam się z nim w wielu punktach. Nawet w tych, w których rezultacie musiałbym rozstrzelać sam siebie. Nie wiem kim jest, plotek nie uznaję i proszę, by w ewentualnych komentarzach nie spekulować na ten temat. Wiem też, że dla pana Ściosa byłem, jestem i będę zawsze rosyjskim agentem wpływu lub gorzej i nic tego nie zmieni. Nawet, gdybym sam siebie za to „agenctwo lub gorzej” rozstrzelał”. Mniejsza o to. Przestałem się takimi rzeczami przejmować, bo i tak nic nie udowodnię. Chcę opublikować ostatni tekst pana Ściosa, gdyż zgadzam się z nim prawie w całości. Zgadzam się i jestem przerażony. Niestety, pan Ścios potwierdza i moje obawy. Nie! Nie boję się o siebie, chociaż należę do grupy dyżurnych sprawców i w momencie spadku „słupków poparcia” znowu mi PiS przypierdzieli, bo komuś trzeba, by pokazać „sprawiedliwość społeczną”. Nie zmienię frontu, nawet po przegranej. Jestem przerażony, ponieważ pan Ścios potwierdził moje obawy i to, że miałem dwa lata temu rację.

Jakieś dwa lata temu finalizowałem „Spisek” i jednocześnie przygotowywałem drugą część „Spowiedzi Życia” (nie cierpię tego tytułu, ale wydawca ma swoje prawa) z kimś zupełnie innym, równie znanym i bezkompromisowym. Były to trudne przygotowania. Czasami bardzo trudne i bolesne, dla obu stron, ale były potrzebne i rzeczywiście stały się dla nas obu swoistym Rubikonem. W tym właśnie czasie, pan Jegliński zaprosił mnie na spotkanie z „pewną osobą”, jak to zwykł zawsze mówić. Osoba ta, dziś ważny poseł PiS, patrzyła na mnie z nieukrywanym obrzydzeniem, ale rozmawialiśmy szczerze. Również o Smoleńsku, aneksie, zbiorze „Z”. Już wtedy zauważyłem rezerwę do działań zdecydowanych. „Ta osoba” bała się, że znów PiS przegra, że nie ma poparcia i że nie można drażnić społeczeństwa. Generalnie, uważała, iż wygrana PiS jest niemożliwa, a ja wraz ze swoim wydawcą pocieszaliśmy ją, że jest to możliwe. Ta rozmowa była całkowicie inna od tych, które prowadziłem przy pisaniu książki. Tu widziałem obawy, niezdecydowanie, tam zaś bezkompromisowość. Powiedziałem wtedy, że PiS przegra, jak nie zrozumie, że Polacy potrzebują konkretów i konkretnych rozliczeń, a nie haseł i frazesów.

Po wyborach prezydenckich w jakimś radiu przestrzegłem zwycięzców przed stanem euforycznym. Potem ukazał się wywiad na temat Smoleńska, który większość polityków PiS potraktowała, jako prowokację. Podobnie, jak moje artykuły i wypowiedzi o konieczności lustracji oraz szybkiego ujawnienia zbioru „Z” i „aneksu WSI”. W końcu zlustrowałem się sam i ujawniłem swoje akta. Tym razem okazałem się idiotą dla jednych, zdrajcą dla drugich, a dla prawie wszystkich agentem rosyjskim. Już wtedy powoli dochodziłem do wniosków, które zawiera w swoim poście pan Ścios. Po wyborach parlamentarnych w podobny sposób ostrzegłem zwycięzców przed euforycznym nastrojem.

Pan Aleksander Ścios nie mówi tego otwarcie, lecz wynika to z treści tekstu. PiS popełnia ogromny błąd, usiłując doprowadzić do sytuacji, w której „kochają go wszyscy”. Polacy nie chcą krwi, ale żądają, by w końcu ktoś zapłacił za te 25 lat. Nie tylko komuniści, ale wszyscy, którzy stali za oszustwem „okrągłego stołu”. PiS zaczyna wierzyć, że wygrał, bo ma tak liczny elektorat. To kolejny błąd kardynalny. PiS zapomniał, że w wyborach uzyskał poparcie różnych środowisk, z różnych stron, często odległych od tej partii. „Twardy” elektorat tej partii nigdy nie zapewniłby zwycięstwa. Powiedziałem też po wyborach, że gdyby PiS nie ukrywał w kampanii tematów trudnych oraz ministra Macierewicza (on tez mnie uważa za prowokatora 🙂 ) i jego ludzi, to mógłby mieć większość konstytucyjna, bo prawdziwie prawicowy elektorat nie szukałby alternatywy w postaci efemeryd, lecz głosował na tą partię. Cóż, stało się inaczej i układy zaczęły „zjadać” zwycięzców. Mam tylko nadzieję, że PiS obudzi się w końcu i zrozumie, na co czekają Polacy.

Nie jest to post przeciwko PiS. Sprowokowała go obawa, że „dobra zmiana” zamieni się w kolejną „ciepłą wodę w kranie”. Minął rok. Jeszcze jest czas, chociaż teraz dopiero będzie o wiele trudniej. Czyżby „okrągła izba” tak bardzo zmieniała świadomość?

Usunąłem ze swojego profilu na Facebook’u posty dot. Narodowców. Nie chcę im przeszkadzać, a oni nie potrafią pozbyć się schematów i wolą nadal być paranoicznie wsobni, nie widząc, że to właśnie jest wynikiem działań operacyjnych ich wewnętrznych oraz zewnętrznych wrogów. Wciąż jednak uważam, że jedynym ratunkiem dla Polski będzie silny ruch narodowy z jasnym, konkretnym, czasem zerojedynkowym programem. Może kiedyś na to wpadną. To też wynika z postu pana Ściosa. Czytajcie tutaj.