Janek Chmielnicki byl najpierw kierowcą tirów w PKSie i tam zakładał „Solidarnośc”, potem współpracował z Komisją Interwencji „Solidarności”, a jeszcze potem z Komisją Interwencji Kancelarii Senatu. Jeździł po Polsce w sprawach politycznych represji i rozmaitych naruszeń praworządności z moimi Rodzicami, no i przede wszystkim woził naszych odważnych adwokatów na sprawy.

Jakież było zdziwienie mojej Mamy, gdy niedawno okazało się, że na temat Janka nie ma nawet pół dokumentu w aktach SB przejętych przez IPN. Nie, że niepełne, nie że kilka kartek… po prostu nic, jakby facet nigdy nie istniał.

Przecież to absolutnie niemożliwe, żeby nie byl inwigilowany – zachodziła w głowę Mama, najwidoczniej akta musiały zostać całkowicie zniszczone, ale czemu akurat jego?

I tu słowo do słowa, gdy Janek z Mamą przypominali sobie kolejne sprawy interwencyjne i wyjazdy, trafili na najprawdopodobniejsze wyjaśnienie zagadki jankowych papierów.

To było już po czerwcowych, pół wolnych wyborach, latem, albo wczesną jesienią 89. Janek wiózł do Elbląga dwóch adwokatów – Jana Olszewskiego i Andrzeja Grabińskiego, którzy z pełnomocnictwami rodziny, mieli żądać dostępu do akt sprawy opozycyjnego księdza – Sylwestra Zycha. Ksiądz Zych, na początku stanu wojennego więziony w tzw. sprawie sierzanta Karosa, w maju 89 roku został znaleziony martwy na przystanku PKS. Ciało nosiło ślady pobicia, był w nieswoim ubraniu i z jakąś nieprawdopodobną dozą alkoholu we krwi. Przy tym ksiądz Zych w zasadzie nie należał do ludzi pijących…

Na szosie gdańskiej, już za Łomiankami, na wysokości Kazunia, tam mniej więcej, gdzie teraz skręca się na wiadukt w kierunku Błonia, trwała dalsza budowa obecnej czteropasmówki. Trzeba było pod kątem prostym skręcić w prawo, by wjechać na starą drogę gdańską. By wykonać ten manewr, Janek spróbował zwolnić… wcisnął hamulec i… nic… raz… drugi, Janek, zawodowy kierowca, błyskawicznie na dość dużej szybkości zredukował biegi, ale nie udałoby mu się pewnie uniknąć wywrotki i poważnego wypadku, gdyby nie zauważył wielkiej pryzmy piachu zaraz obok, na budowie, na którą skierował samochód. Zaryli się w piach i zatrzymali. Potem okazało się, że w samochodzie, były nadcięte przewody hamulcowe i cały płyn już właśnie wyciekł…

Adwokaci nie dojechali do Elbląga, sprawę wkrotce przykryły kolejne, szybko biegnące wydarzenia…

W zimie 89/90 w Polsce płonęły akta. Moi koledzy z Wiadomości w poczatku 92 r.znaleźli niedopalone fragmenty akt, zakopane na Szcześliwicach. Do biura Interwencji, wtedy już Kancelarii Senatu, napływały informacje, że akta MSW palone są też na Młocinach. Ojciec i inni probowali interweniować, bo mieliśmy już przecież „nasz” rząd – jednak wszystko było, jak grochem o ścianę.

Rozwiązanie zagadki papierów Janka jest więc najprawdopodobniej proste: w pośpiechu palono po pierwsze te akta, które były „pod reką” i dotyczyły spraw najnowszych i najświeższych, a przez to najgroźniejszych…

Rok 89 był rokiem „pomoru” ksieży. W nocy z 20/21 stycznia 89 r. został pobity i zamordowany w swoim mieszkaniu na warszawskich Powązkach, tuż naprzeciw kościoła św. Karola Boromeusza ks. Stefan Niedzielak, inicjator wzniesienia na Powązkach krzyża katyńskiego, kapelan Rodzin Katyńskich, działacz niepodległościowy, przyjaciel Jana Olszewskiego (o którym była mowa wyżej) , w nocy 30 stycznia 89 r. zaczadził się tlenkiem wegla w czasie pożaru swojego mieszkania na Dojlidach w Białymstoku, ksiądz Stanisław Suchowolec, kolega księdza Jerzego Popiełuszki, zaprzyjaźniony z Komisją Interwencji moich Rodziców i miejscowym KPNem, inicjator mszy za Ojczyznę, w maju 89 zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach ksiądz Sylwester Zych, były wiezień polityczny, ofiara wielokrotnych pogróżek, przedtem oskarżony o pomaganie sprawcom w tzw. sprawie sierżanta Karosa ( na poczatku stanu wojennego), a po śmierci opisany przez urbanową gazete jako alkoholik, który się zapił.

Żadna ze spraw nigdy nie została rozwiązana: śledztwo w sprawie ks. Niedzielaka umorzono w październiku 1990 r przyjąwszy wersję upadku z fotela. Z akt sprawy zniknęły materiały sekcji zwłok i ślady zabezpieczone na miejscu zbrodni. Sprawa ks. Suchowolca, gdzie biegli podważyli pierwotnie podawaną przyczynę pożaru (przypadkowy zapłon piecyka) i wskazali na zapłon cieczy łatwopalnej, była wznawiana 2 razy,ale kolejne śledztwa byly umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

Śledztwo w sprawie śmierci ks. Zycha zostało umorzone w 1993 r.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.