Wieloletnie protesty różnych środowisk, programy telewizyjne (np. Państwo w Państwie), interpelacje poselskie, artykuły zamieszczane nie tylko na tym portalu…. Wszystkie razem to nic w porównaniu z sobotnim Kongresem Prawników Polskich w Katowicach.

Samozaoranie. Tak najkrócej można oddać to, co stało się podczas Kongresu „lepszej kasty”. Już podczas odczytywania listu, jaki wystosował do uczestników prezydent Andrzej Duda doszło do pierwszej manifestacji.

Podczas odczytywania tego fragmentu:

„Konstytucja zakazuje sędziom przynależności do partii politycznej oraz prowadzenia działalności publicznej, której nie można pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Uważam, że w ślad za doktryną prawa konstytucyjnego zakaz ten należy rozumieć rozszerzająco. Sędzia nie powinien recenzować działalności innych organów władzy publicznej oraz występować jako strona debaty religijnej, etycznej, światopoglądowej, czy politycznej.”

spora część uczestników zaczęła zwyczajnie buczeć, by za chwilę skandować unisono: Konstytucja!

Takie zachowanie jak do tej pory reprezentatywne było jedynie dla „totalnej opozycji” występującej razem z emerytami służb mundurowych PRL podczas tzw. marszów KOD. Prezydencki minister Andrzej Dera po chwili kontynuował:

Powszechnie wyrażanym społecznie oczekiwaniem jest, aby środowisko sędziowskie zdecydowanie i konsekwentnie potępiało wszelkie, choćby incydentalne, nieetyczne działania swoich przedstawicieli. Pozytywnego wizerunku trzeciej władzy nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę, ani też zbyt pochopne, a przez to nieprzekonujące kwalifikowanie krytycznych komentarzy jako ataków na zasady niezależności sądów. Warto przypomnieć, że z gwarancją niezawisłości sędziowskiej ściśle wiąże się nakaz apolityczności.

 

Po min. Derze wystąpił wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Sprawny sprawiedliwy i prawdziwie niezależny sąd, to jest przede wszystkim interes wszystkich obywateli, ale również interes samych sędziów – ma być wolny od politycznych nacisków. Pełna zgoda.

To zdanie wzbudziło pewien entuzjazm na sali. Ale kolejne słowa wzburzyły zebrane towarzystwo:

– Ale ma być również wolny od korporacyjnych interesów środowiska prawniczego.

Wiceminister przypomniał, że sądy komunistyczne skazały na karę śmierci ponad 3 tys. polskich patriotów, a do końca lat 80. wydawano bardzo surowe wyroki na przedstawicieli opozycji demokratycznej.

– A mimo to zaledwie jeden sędzia został usunięty z zawodu. W stosunku do 42 sądy dyscyplinarne odmówiły podjęcia postępowania, wobec 5 sędziów sprawy zostały umorzone lub ich uniewinniono.

Ustawa z 1998 roku, która miała te kwestię rozwiązać, została bojkotowana. Zatem nadal togi zakładają osoby, które powinny stawać przed sądem w innym charakterze.

– Nie chcę wspominać już nieszczęsnych słów o nadzwyczajnej kaście, ale ten sposób myślenia położył się cieniem na decyzje sądów dyscyplinarnych. 41 proc. decyzji kończących się decyzją o odstąpieniu od kary, o uniewinnieniu, o umorzeniu postępowania a przecież można było te sprawy rozstrzygnąć w inny sposób.(…)

Są też bardziej kompromitujące sprawy, jak wyznaczania posiedzeń na telefon pod dyktando ówczesnego premiera przez prezesa sądu z Gdańska, jak wielomilionowe wyłudzenia w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, w co zamieszany jest prezes tegoż sądu. To są powody, dla których środowisko cieszy się tak niskim zaufaniem społecznym.(…)

Odwołuję się do poczucia odpowiedzialności nie tylko za interes swój korporacyjny, ale także za interes państwa i społeczeństwa i również renomę prawniczych zawodów. Nie da się bronić dobrego imienia sędziów bez poszerzenia transparentności oświadczeń majątkowych, bez reformy postępowań dyscyplinarnych, bez rozciągnięcia kontroli nad podatkowymi czynnościami zakodowanymi, podejmowanymi przez sędziów. Temu ma służyć utworzenie w Sądzie Najwyższym Izby Dyscyplinarnej.

Niestety, tych słów sędziowie obecni na Kongresie nie słyszeli, albowiem w proteście… opuścili salę.

W przeddzień Kongresu do  mediów wyciekła tajna instrukcja zachowania się podczas obrad.

Biura prasowe rekomendują nieużywanie słów w rodzaju: kasta, nasza korporacja i podobnych znaczeń, które mogą zostać użyte przeciwko nam. Proponujemy skupienie się na informacji, że działamy w interesie obywatela, a nie w interesie własnym. Jednocześnie pragniemy przypomnieć, że na terenie Centrum Kongresowego będą przedstawiciele mediów, nagrywający przebieg Kongresu. Uprzejmie prosimy o zachowanie powagi i uważności w trakcie Kongresu i podczas rozmów w kuluarach.

 

Informacja powyższa za portalem se.pl.

 

Jak widać emocje zgromadzonych były zbyt silne, aby dostosować się do powyższych zaleceń.

Zdaniem zebranej „elity elit” korporacyjne interesy środowiska muszą być reprezentowane w sądach.

Zamiast odnieść się merytorycznie do narastającej fali krytyki poszczególnych sędziów, pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf zapowiada atak:

 

Oskarżycielskie tyrady polityków odsądzające nas od czci i wiary wciągają nas w wir gier politycznych, ale jeżeli politycy chcą recenzować sędziów, to sędziowie stają wobec konieczności recenzowania polityków.

 

Taka postawa zarówno jej jak i reszty środowiska stawia pod znakiem zapytania wprowadzaną reformę. Całkowita zmiana KRS, a nawet zniesienie, co tylko RP postawiłoby w jednym rządzie z wieloma krajami Unii Europejskiej, nic nie da. Nawet przyjmując, że faktycznie w perspektywie 5-10 lat w sądach zaroi się od sędziów mentalnie podległych państwu bardziej, niż są teraz, dla przeciętnego obywatela będzie to obojętne. Powszechna prywatyzacja oznacza bowiem, że spraw pomiędzy  Państwem a obywatelem jest niewiele. Praktycznie tylko ZUS i urząd skarbowy. Od lat jednak wydziały ubezpieczeń sądów okręgowych, gdzie rozpatrywane są odwołania od decyzji Zakładu nazywane są sądami „zusowskimi” ze względu na częstą w nich rażącą stronniczość. Z kolei sędziami sądów administracyjnych bywają również byli urzędnicy aparatu fiskalnego, ale jakoś brak głosów, że jest to powodem braku bezstronności.

To, co naprawdę dokucza obywatelowi, to nie uzależnienie konkretnego sędziego od ministra, ale jego zblatowanie z lokalnym watażką/układem.

Jak bowiem mówi przysłowie każda gmina ma swojego Spaślaka*. Zbyt często sędzia zastępuje używanego do niedawna bejsbola, aby mówić coś o samooczyszczaniu środowiska itp.

Jedyna reforma wymiaru sprawiedliwości, która może spowodować poprawne wyrokowanie nawet wtedy, gdyby sędzią mógł zostać tylko i wyłącznie ktoś, kto oprócz sporej łapówki legitymowałby się właściwym pochodzeniem (krewny lub powinowaty aktualnego ministra sprawiedliwości) to wprowadzenie na szeroką skalę sądów przysięgłych.

Niestety, ze względu na to, jaki jest odbiór społeczny całego środowiska sędziowskiego oraz zaufanie do krajowej Temidy, sądy przysięgłe w sprawach cywilnych obligatoryjne powinny być w postępowaniu apelacyjnym, jeśli wartość przedmiotu sporu jest mniejsza niż 10.000,- zł. W innych przypadkach już w I instancji (majątkowych i niemajątkowych). Z kolei w karnych bez względu na wysokość zagrożenia poza przypadkiem dobrowolnego poddania się karze.

To jest jedyny sposób. Sędzia ma być jedynie buchalterem wymiaru sprawiedliwości, a nie jednoosobowym decydentem o życiu a czasem i śmierci innych.

Nie może rozstrzygać o winie.

Przy czym przysięgli nie mogą być quasi ławnikami. Muszą być każdorazowo dobierani z pośród innych osób.

Inaczej za chwilę będzie tak samo.

A nawet gorzej, chociaż wydaje się to nieprawdopodobne.

20.05 2017

____________________________________

 

* nick bezkarnego gangstera słynnego ze swoich powiązań z lokalnym sądem i prokuraturą

 

fot. niezłomni, wikipedia