Na zwiedzanie najmniejszego państwa świata Watykanu (44 ha powierzchni) znajdującego się na terytorium Włoch, w Rzymie przeznaczony był jeden dzień. Jego obywatelami jest kilkaset osób głównie duchowni. Kilka tysięcy pracowników cywilnych codziennie z Rzymu dojeżdża tu do pracy. Państwo żyje głównie z turystyki, inwestycji finansowych oraz znaczków pocztowych.

Zaczęliśmy od słynnych Ogrodów Watykańskich, które do czasów Piusa XII były zamknięte dla zwiedzających. Po wyjściu z metra udaliśmy się w ich kierunku. Gdy dochodziliśmy do murów Watykanu, za którymi się znajdują, i zobaczyliśmy tłum turystów stojących w długiej ok. 200 m kolejce czekających na wejście byliśmy przerażeni. Zapowiadało się kilkugodzinne stanie. Okazało się jednak, że to turyści indywidualni, a ponieważ grupy zorganizowane mają zarezerwowany czas wejścia, ominęło nas w niej stanie.

Po przekroczeniu wejścia chwilę musieliśmy zaczekać w holu na watykańską przewodniczkę, ponieważ Watykan w tym ogrody można zwiedzać jedynie z przewodnikiem watykańskim. W tym czasie zamieniliśmy nasze aparaty i słuchawki na watykańskie. Następnie udaliśmy się do pawilonu, w którym ogarnął nas międzynarodowy tłum turystów i nie trudno się w nim zgubić. Z tego miejsca rozchodzą się drogi zarówno do ogrodów jak i do muzeum.
Ponieważ nasza 38 osobowa grupa była zbyt liczna została podzielona na dwie części. Naszej towarzyszyła miła młodziutka watykańska przewodniczka, która była pół-Polką po matce. Mówiła świetnie po polsku, bo od dziecka przyjeżdżała do Polski do swojej rodziny. Jak mówiła, jest emocjonalnie i psychicznie z nią związana, bo uważa ją za swą drugą ojczyznę, dlatego uważnie śledzi naszą sytuację polityczną i gospodarczą.

Ogrody Watykańskie to rodzaj parku obejmujący bardzo duży obszar, bo 23 ha. Otoczone są kamiennym murem od strony północnej, zachodniej i południowej.
Zostały założone w pod koniec XIII w, przeznaczeniem do wypoczynku, refleksji i modlitwy. Rosną w nich przedstawiciele flory z całego świata jednak dominuje roślinność śródziemnomorska. Są części utrzymane w stylu francuskim, angielskim i włoskim oraz dwuhektarowy las. Znajdują się w nich rzeźby, wizerunki maryjne oraz fontanny.
Rozpoczynając zwiedzanie już po kilkudziesięciu metrach doszliśmy do fragmentu muru berlińskiego. Gdy na niego patrzyłam, zrobiło mi się żal, że nie było przy nim logo NSZZ „Solidarność”.

Idąc uderza niesamowita harmonia, spokój i cisza. Co rusz natykaliśmy się na wizerunki maryjne, m.in. na niedużym placu znajduje się sylwetka Matki Boskiej z Quadalupe następnie figura i krzyż wykonane ze złomu . Niedaleko nich jest replika groty z Lourdes. Została zbudowana w 1902 r. na polecenie papieża Leona XIII. Jest mniejsza od oryginału, ale zachowuje wszelkie proporcje. Znajdujący się w niej oryginalny ołtarz z Lourdes jest darem tamtejszego biskupa dla papieża Jana XXIII. Przy grocie Jan Paweł II często zapraszał młodzież do wspólnej modlitwy.

Spacerując dotarliśmy do lądowiska dla papieskich helikopterów, które znajduje się blisko wieży św. Jana, będącej średniowieczną wieżą obronną. Jest ona najwyższym punktem Wzgórza Watykańskiego (60 m n.p.m.). Po przebudowie wnętrz pełni funkcję mini hotelu. Mieszkało w nim wielu znamienitych gości m.in. na początku swojego pontyfikatu polski papież, a w 2008 r. prezydent USA, George W. Bush. W parku przy wieży i przyległych do niej murach znajduje się kilka ofiarowanych Janowi Pawłowi II rzeźb i elementów sakralnych, m.in. krzyż armeński i drzewko oliwne od rządu Izraela.

Przy przepięknym Dzwonie Milenijnym, który został odlany na życzenie Jana Pawła II zrobiliśmy sobie kilka fotek. Obwieszczał on światu swym dźwiękiem nadejście nowego tysiąclecia. Kilkanaście kroków od niego znajduje się punkt widokowy, z którego doskonale widać tyły bazyliki św. Piotra.
Co chwila trafialiśmy na liczne fontanny i kaskady dające trochę chłodu w upalny dzień.
Jest dużo kapliczek i tarasów widokowych, z których doskonale widać oświetloną słonecznym blaskiem majestatyczną Bazylikę św. Piotra. Z każdego wygląda inaczej.
Spacerując doszliśmy do przepięknego renesansowego ogrodu włoskiego składającego się z symetrycznego układu stworzonego z przyciętych krzewów bukszpanu. Jego piękno najlepiej widać z góry. Zrobił na mnie duże wrażenie, Mąż mówił, że oglądany w telewizji wydawał mu się dużo większy.

Widzieliśmy siedzibę Radia Watykańskiego, oficjalnej papieskiej rozgłośni, Kolegium Etiopskie, wybudowane w 1929 r., jedyna tego typu szkoła na terenie Watykanu, najbardziej okazały budynek na terenie ogrodów Pałac Gubernatora, w którym znajduje się siedziba cywilnej administracji Watykanu, Pocztę Watykańską, a za nim – kościół NMP Królowej Rodziny. Pomiędzy budynkiem a bazyliką św. Piotra jest mały kościół św. Szczepana.
Przewodniczka pokazała nam budynek sądu watykańskiego, w którym odbywają się procesy dostojników watykańskich. To w nim miał być sądzony oskarżony o pedofilię arcybiskup Józef Wesołowski, były nuncjusz apostolski na Dominikanie.
Zobaczyliśmy z góry najkrótszą na świecie watykańską sieć kolejową. Składa się z dwóch trzystu metrowych odcinków torów, mających połączenie z siecią włoskiej kolej, dom gdzie mieszka papież Franciszek Domus Sanctae Marthae (Dom Świętej Marty) – pięciopiętrowy budynek znajdujący się w Watykanie, w pobliżu Bazyliki św. Piotra, oraz budynek będący miejscem zamieszkania papieża Benedykta XVI.

Duże wrażenie zrobił na mnie Casina Pio IV (willa Piusa IV), w której znajduje się siedziba Papieskiej Akademii Nauki. Składa się z dwóch odrębnych budynków, z których pierwszy, to rodzaj nimfeum (pawilonu) przy źródłach z niszami z posągami i starożytnymi płaskorzeźbami, a także dorycką loggią na szczycie. Fasadę zdobią ładne sztukaterie Owalny plac łączący z głównym budynkiem pokrywa piękna marmurowa posadzka, pośrodku którego znajduje się mała urocza fontanna. Na placu wystawiane są sztuki oraz odbywają się koncerty.

Będąc w Watykanie koniecznie trzeba zajrzeć do wypielęgnowanych Ogrodów Watykańskich, by spacerując uroczymi alejkami w atmosferze zadumy, co chwilę spotkać się z historią.

Po około 2 godzinach zwiedzania była chwila odpoczynku i udaliśmy się do Muzeum Watykańskiego i Kaplicy Sykstyńskiej. Oba te miejsca miałam okazję zobaczyć w 2001 roku, podczas mojej objazdowej wycieczki po Italii. Mój mąż natomiast był tutaj po raz pierwszy. Jego marzenie, aby zobaczyć to cudowne miejsce spełniło się .
Byłam ciekawa, co się zmieniło w Muzeum Watykańskim na przestrzeni tych 17 lat, od czasu mojego pierwszego tu pobytu. To, co rzuca się natychmiast w oczy, to niesamowite tłumy turystów. Gdy byłam tu przed laty nie było aż takiego tłoku. Jak mówiła nam nasza przewodniczka dziennie średnio odwiedza go 20 tys. turystów, a w okresie szczytowym nawet 25 tys.
Muzea Watykańskie (Musei Vaticani), to zespół muzeów i galerii mieszczących się w pałacach papieskich. Zapoczątkował je papież Juliusz II zakupując pierwszą rzeźbę – Grupy Laokoona w 1506 r. którą udostępnił publiczności. Od tego momentu zbiory były uzupełniane przez kolejnych papieży.

Na przestrzeni wieków zgromadzonych zostało wiele wspaniałych antycznych rzeźb, zbiory różnych epok malarstwa, sztuki religijnej, ceramiki, arrasów, map i ksiąg, sale z pięknymi freskami, artefakty pochodzące z wykopalisk w Egipcie. To jedne z największych zbiorów sztuki na świecie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jest tu cała historia ludzkości w jednym miejscu.

Kolekcja muzeów watykańskich obejmuje 16 sal. Mimo, że całość jest podzielona na wiele mniejszych ekspozycji i wystaw obejrzenie zbiorów w ciągu jednego dnia jest niemożliwe. Trzeba tu przyjść, co najmniej kilkanaście razy.
Zanim weszliśmy do wnętrza muzeum minęliśmy Cortile delia Pigna, czyli 300-metrowej długości Dziedziniec Szyszkowy, otoczony skrzydłami Pałacu Watykańskiego. Nazwę zawdzięcza gigantycznej szyszce z brązu, która znajduje się w półkolistej niszy. W czasach cesarza Agrypy w jego łaźniach była elementem fontanny, z której wypływała woda.

Duże wrażenie zrobiła na mnie złota kula znajdująca się na dziedzińcu, będąca alegorią – większa wszechświata (ruchoma) i mniejszej kościoła, jako centrum świata.
Po drodze do Kaplicy Sykstyńskiej znajduje się kilkusetmetrowy korytarz, podzielony na trzy galerie – kolekcję rzeźb, arrasów i mapy.
Chodząc po salach zaskakuje panujący w nich przepych, kipiące bogactwem freski, wyszukane zdobienia sufitów i przepiękne mozaiki na podłodze oraz ilość fantastycznych antycznych rzeźb, z tym, że starożytna rzeźba grecka jest znana niemal wyłącznie z rzymskich kopii.

Niestety niewiele można dostrzec z tych wspaniałości gdyż potok ludzi, który wszędzie nam towarzyszył nie pozwalał przyjrzeć się tym arcydziełom, a przecież każde z nich jest warte, chociaż chwilowego zatrzymania się i skupienia na nim uwagi. Nie można się zatrzymać tam gdzie się chce gdyż rzeka zwiedzających ciągle się przesuwa i chwila dłuższego zatrzymania grozi zgubieniem grupy.

Czasami na moment udało się mi przystanąć by spojrzeć, na co ciekawszy eksponat i błyskawicznie zrobić zdjęcie. W ten sposób zatrzymałam się przy ponad 2 metrowym posągu Apollo Belwederskim – marmurową rzeźbą pochodzącą prawdopodobnie z II w., będącą kopią wykonanego w IV w p.n.e. greckiego, rzeźbie Grupa Laokoona. Legenda wspomina o Laokoonie, kapłanie boga Neptuna, który jako jedyny ostrzegał Trojańczyków przed przyjęciem daru Greków – konia trojańskiego, mówiąc: Boję się Greków i ich darów. Sam też cisnął dzidą w drewniany posąg. Jego słowa i czyn rozgniewały część bogów, którzy zabili ich nasyłając na niego i jego synów węże morskie. Datowana między II wiekiem p.n.e. a I wiekiem n.e. jest kopią hellenistycznego oryginału. Genialność twórców przejawia się nie tylko w znakomitym przedstawieniu ciał w skomplikowanym układzie, lecz także w poruszającym oddaniu bólu i cierpienia na twarzy Laokoona. Rzeźba została odkryta przypadkowo 14 stycznia 1506 podczas prac w winnicy. Znalezisko stało się wielkim wydarzeniem w ówczesnym Rzymie, gromadząc tłum gapiów. Wśród nich znajdował się Giuliano da Sangallo, który rozpoznał w zabytku rzeźbę opisaną przez Pliniusza. Rzeźbę odkupił papież Juliusz II i umieścił ją w Belwederze. Tam została złożona z kawałków a brakujące części zrekonstruowano przy pomocy ceramiki.

Na moment zatrzymałam się przy pochodzącym z I wieku p.n.e. sławnym Torsie Belwederskim. Jest to fragment greckiej antycznej rzeźby, przedstawiający jakiegoś mitologicznego herosa. Szkoda, że do naszych czasów nie dotrwała w całości, bo to z niej zostało imponuje.
Pełen uroku jest mały Panteon z marmurowymi bóstwami znajdującymi się w niszach.

Każdy zachwycał się kunsztem wykonania pochodzącymi z IV w dwoma cesarskimi grobowcami z czerwonego porfiru (skała magmowa). Ze scenami batalistycznymi przedstawiającymi bitwę pomiędzy barbarzyńcami a Rzymianami. Przeznaczony był dla cesarza Konstantyna. Ostatecznie spoczęła w nim jego matka, św. Helena. Drugi sarkofag, który ozdobiony jest winobraniem, należał do córki imperatora, Konstancji.
Tylko przy sarkofagach można było zobaczyć w całej okazałości przepiękną podłogową mozaikę, a to tylko dlatego, że chroniona jest barierkami i nie można po niej chodzić.

Następnie udaliśmy się do Galerii Arrasów. Są to flamandzkie gobeliny wykonane według kartonowych projektów Rafaela Santi. Obecnie kartony te znajdują się w Victoria and Albert Museum w Londynie.
Nie wszystkie arrasy watykańskie były wzorowane na rysunkach mistrza, Rafaela. Niektóre z nich powstały po jego śmierci wg projektów jego uczniów. Są olbrzymie i przepiękne. Jednak ze względu na wielkość i ilość turystów nie można było się zatrzymać by dobrze się im przyjrzeć i zrobić dobrych zdjęć.

Ciekawa była Galeria Map, w której znajdują się mapy w postaci fresków. Jest ich 40. Rozmieszczone są na ścianach korytarza o łącznej długości 120 metrów Pokazują głównie regiony, najbardziej znane miasta i posiadłości Kościoła XVI-wiecznej Italii. Patrząc na nie można zobaczyć wiedzą kartograficzną ówczesnych geografów.

Mąż od lat chciał zobaczyć w oryginale monumentalny, bo mający ponad 40 m2. obraz Jana Matejki „Sobieski pod Wiedniem – 1683”, który widział w albumach o twórczości J. Matejki. Ja go już widziałam, ale z przyjemnością obejrzałam go ponownie. Od niego pochodzi nazwa Sala Sobieskiego.

Mimo, że w Sali znajdują się obrazy takich mistrzów pędzla jak Porziano Loveriniego, Francesco Grandiego, Francesco Podestiego oraz sławne dzieło Cesare Fracassiniego pt. „Męczennicy z Gorkum”, na którym przedstawia grupę dziewiętnastu katolickich męczenników w holenderskim mieście Gorkim. Zostali oni zamordowani 9 lipca 1572 r. ze względu na swe przywiązanie do papiestwa i wiarę w obecność Chrystusa pod Postaciami Eucharystycznymi.
Przed powieszeniem byli torturowani i strasznie znieważani. Według relacji naocznych świadków: „Egzekucja została przez oprawców przeprowadzona bardzo niedbale. Nie zatroszczyli się o to, aby sznury dobrze zaciskały gardła skazańców i by w ten sposób szybko skonali (…). Przeprowadzenie egzekucji trwało około dwóch godzin. Rozpoczęło się około godziny drugiej w nocy, a zakończyło się około godziny czwartej”. Ciała zabitych zostały poćwiartowane, a następnie wrzucono je do dwóch wykopanych dołów i zasypano.

Mimo, że obraz odniósł wielki sukces w Rzymie i do dziś uważany jest za arcydzieło, to jednak uwaga każdego będącego w Sali skupiona jest na monumentalnym obrazie J. Matejki, „Sobieski pod Wiedniem – 1683” Jest on upamiętnieniem wydarzeń z 12 września 1683 roku. Wtedy miała miejsce bitwa pod Wiedniem między armią Imperium Osmańskiego a polsko-niemiecko-austriackimi wojskami dowodzonymi przez króla Jana III Sobieskiego.
Było to wydarzenie rozstrzygające dla chrześcijańskiej przyszłości Europy, udało się, bowiem powstrzymać islamską inwazję na Europę. Matejko ukazał wyobrażenie sceny po Wiktorii Wiedeńskiej – kiedy król Polski wysyła papieżowi Innocentemu XI zdobytą „Świętą Chorągiew Proroka” oraz list królewski, rozpoczynający się słowami „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). „Godzien jesteś korony całego świata” – odpowiedział mu papież, a oddając hołd zwycięzcy, przyjął do herbu papieskiego „Orła Białego” z herbu Królestwa Polskiego.

Głównymi elementami są: moment przekazania listu przez króla Jana III Sobieskiego wysłannikowi ze Stolicy Apostolskiej, kanonikowi Denhoffowi; pochylona turecka chorągiew; zwycięska husaria polska; pokonana armia turecka oraz rozciągająca się na niebie tęcza.

Matejko osobiście zawiózł „Sobieskiego” papieżowi Leonowi XIII, jako „dar od narodu polskiego”, mimo, że Polska jeszcze nie odzyskała niepodległości. Podobnie jak mąż uważam, że przy takich gabarytach obrazu sala, w którym jest rozwieszony jest za mała. By zobaczyć jego wielkość powinno się go oglądać z dużo większej perspektywy. Oprócz tego jego dolna część jest zasłaniana przez przemieszczających się turystów.

Choć Sala Sobieskiego znajduje się na głównej trasie prowadzącej do Kaplicy Sykstyńskiej, odwiedzający (w tym Polacy) często ją omijają, wybierając „przyspieszone” przejście do Kaplicy Sykstyńskiej, by jak najszybciej zobaczyć freski Michała Anioła. Przykre, że nie cenią polskiego akcentu w Muzeach Watykańskich. Szkoda.

Muzeum Watykańskie łączy się z Kaplicą Sykstyńską. Przed wejściem do niej watykańska przewodniczka przedstawiła nam wizualizację całej Kaplicy Sykstyńskiej na tablicy elektronicznej. Gdy weszliśmy do środka, zrozumiałam, po co była ta prezentacja. Kaplicę wypełniał tłum turystów. Na przejście mieliśmy zaledwie 20 minut. Nie było możliwości, aby podczas zwiedzania objaśniała nam, co przedstawiają poszczególne postacie na ścianach i suficie.

Kaplica Sykstyńska (Cappella Sistina) jest najważniejszym punktem Muzeów Watykańskich. Jest wisienką na torcie państwa watykańskiego. Swą nazwę i powstanie zawdzięcza Sykstusowi IV (1471-1484). Jest to prostokątne pomieszczenie o wymiarach 40, 93 x 13, 41 x 20, 70 m. To w niej odbywają się konklawe, podczas którego wybierany jest papież.  Ściany i sufit ozdobione są freskami, które rozmieszczone są na trzech poziomach. Na bocznych ścianach są najstarsze malowidła opisujące historie Starego i Nowego Przymierza. Jest ich 6 po każdej stronie. Stojąc twarzą do ołtarza, po lewej stronie ze Starego Testamentu pokazane są dzieje Mojżesza, a po prawej z Nowego Testamentu dzieje Jezusa. Freski powstały w latach 1481-1483 i są dziełem artystów sprowadzonych przez Sykstusa IV z Toskanii i Umbrii. Następnie freski Michała Anioła na sklepieniu, i jego Sąd Ostateczny, na ścianie za ołtarzem.

Gdy byłam w niej w 2001 roku było więcej czasu, aby dokładnie przyjrzeć się namalowanym scenom i poszczególnym postaciom, które na bieżąco objaśniała przewodniczka. Wchodząc do Kaplicy Sykstyńskiej przeraził mnie tłum turystów będących w sali. Gdy byłam w niej przed laty ludzi było o 75% mniej. Teraz cała sala była wypełniona ludźmi, a z boku porządkowi bezustannie pokrzykiwali: „avanti”, „avanti” – przesuwać się, nie blokować, pilnowali by była drożna kilkumetrowa przestrzeń umożliwiająca dojście do wyjścia.

Podobno pomysł by Michał Anioł namalował freski na sklepieniu papieżowi Juliusza II podsunął Bramante, który nie lubił artysty i liczył, że Michał Anioł – niemający większego doświadczenia, jako malarz „da plamę”. Bramante miał zaprojektować fatalne i niepraktyczne rusztowanie.

Początkowo Michał Anioł nie chciał się podjąć zadania, w końcu jednak uległ woli papieża – postawił własne rusztowanie i przystąpił do pracy. Zrezygnował z jakiejkolwiek pomocy, odsyłając nawet rozcieraczy farb. Przez 4 lata (1508-1512) nikogo nie wpuszczał na rusztowanie, – co było powodem częstych awantur między nim a despotycznym Juliuszem II. Końcowy wynik oszołomił wszystkich.

Przedstawił trzy cykle tematyczne: stworzenie człowieka, wygnanie z raju i dzieje Noego. Poszczególne sceny są oddzielone od siebie postaciami nagich młodzieńców siedzących na postumentach. Epizody należy odczytywać, posuwając się od ołtarza ku przeciwległej ścianie. Po bokach dzieła przedstawił siedzących proroków i mitologiczne wieszczki, sybille, którzy symbolizują naukę przekazywaną przez Boga zbłąkanej ludzkości. Jednocześnie zapowiadają nadejście Chrystusa, doskonałego nauczyciela i odkupiciela grzechów człowieka. Zapowiedź ta jest podkreślona obecnością przodków Jezusa, namalowanych w lunetach sklepienia.

Ponieważ sufit Kaplicy Sykstyńskiej malował nieprzerwanie przez 4 lata w pozycji leżącej z głową odchyloną do tyłu doznał zniekształcenia kręgów szyjnych i został kaleką. W dodatku twarz miał poparzoną wapnem, które kapało na niego podczas malowania. Dożył jednak 90-tki. Po skończeniu malowideł obiecał, że do Rzymu już nie wróci. Wrócił po 20-tu latach i na ścianie szczytowej namalował arcydzieło – wizję Sądu Ostatecznego. Praca ukończona w 1541 r. zajęła Michałowi Aniołowi 6 lat, bowiem przerywana była chorobą i napadami melancholii .

Fresk przedstawia powtórne przyjście Jezusa, jako sprawiedliwego i surowego sędziego. W dolnej części obrazu artysta przedstawił wskrzeszenie umarłych, z których jedni unoszą się ku Chrystusowi i świętym, drudzy zaś są spychani w czeluść przez potworne demony, m.in. mitologicznego Charona, przewożącego potępieńców przez rzekę Styks. Rozpacz i przerażenie skazanych na wieczne męki są przejmujące. Niezwykłości dodają scenie widmowe duchy unoszące się w przestworzach.

Zbawiciel został pokazany, jako atletyczna postać bez brody, który gwałtownym ruchem odtrąca niesprawiedliwych. Tłum świętych wypełnia górna część fresku.
Tuż obok Jezusa stoi św. Bartłomiej trzymający skórę, z której został obdarty. Widoczny na skórze zarys twarzy to autoportret Michała Anioła. Pod sklepieniem aniołowie unoszą narzędzia męki Jezusa: kolumnę, koronę cierniową i krzyż. Z wyjątkiem Madonny wszystkie postaci artysta przedstawił całkowicie nagie, co oburzyło część kleru. W kilkanaście lat po ukończeniu dzieła znany z surowości papież Paweł IV Carafa polecił zamalować goliznę, czego dokonał uczeń Michała Anioła Daniele de Volterra.

Autor wspaniałych fresków wg przekazów miał trudny charakter, był bardzo chciwy. Znając wartość swojego talentu domagał się za swoje dzieła bajońskich sum, oprócz tego słynął ze złośliwego charakteru tak, że pod koniec życia był skłócony ze wszystkimi również z papieżem.

Mimo, że krótko byliśmy w kaplicy jednak za każdym razem robi ona na mnie niesamowite wrażenie. Naprawdę jest przecudowna. Żal było opuszczać miejsce będące świadectwem ludzkiego artystycznego geniuszu. Niestety w Kaplicy Sykstyńskiej nie można było robić zdjęć.

Po wyjściu z kaplicy od razu udaliśmy się do tylnego wejścia Bazyliki św. Piotra, więc ominęło nas ponowne czekanie w kolejce do bazyliki i kolejna kontrola antyterrorystyczna.

Największa świątynia chrześcijaństwa stanęła nad grobem Św. Piotra, założyciela Kościoła Rzymu i została otwarta w 326 r. Jednakże w epoce renesansu została zburzona, a na jej miejscu powstała cudowna nowa bazylika. Pracowali nad nią Bramante, który rozpoczął jej budowę w roku 1506, następnie Rafael, B. Peruzzi, Antonio da Sangallo oraz Michał Anioł, projektant kopuły, jako dominującego elementu kościoła. Wewnątrz może się zmieścić, 60 tys. wiernych. Długość bazyliki wraz z portykiem 211 m. Wnętrze, które wydaje się być trzynawowe posiada w rzeczywistości jedną szeroką nawę i połączone ze sobą kaplice boczne. Znajduje się w niej 45 ołtarzy i 11 kaplic, które zdobią 135 malowidła i mozaiki oraz 395 posągów.

To drugi, co do wielkości kościół na świecie (powierzchnia: 23 000 m²; (większą świątynią jest tylko Bazylika Matki Boskiej Królowej Pokoju w Jamusukro – Wybrzeża Kości Słoniowej  o powierzchni: 30 000 m²) i jedno z najważniejszych świętych miejsc katolicyzmu.
 
Wedle tradycji bazylika stoi na miejscu ukrzyżowania i pochówku św. Piotra uznawanego przez katolików za pierwszego papieża – jego grób leży pod głównym ołtarzem. W bazylice i w jej podziemiach znajdują się także groby innych papieży. (pochowanych zostało w niej łącznie z kryptami 147 papieży).

Była to moja trzecia a męża druga wizyta w Bazylice. Po raz pierwszy byłam w roku 2001. Nie trzeba było wtedy przechodzić kontroli w specjalnych jak na lotnisku bramkach. Wewnątrz było więcej miejsc, do których można było dojść bezpośrednio. Nie były one zagrodzone np. figurę św. Piotra można było dotknąć, głaskając stopy świętego. Co też wtedy uczyniłam.

W Bazylice św. Piotra było nam dane spędzić więcej czasu niż trzy lata temu. Nasza watykańska przewodniczka dokładnie i wyczerpująco opowiadała nam o poszczególnych ważnych miejscach tej świątyni.
Przed wejściem do niej przechodziliśmy przez atrium (pomieszczenie wewnętrzne). To właśnie w nim znajduje się wspaniała Brama Święta otwierana z okazji roku świętego. Było sporo czasu, więc mogłam dokładnie się jej przyjrzeć. Jest ozdobiona płaskorzeźbami ze scenami z Ewangelii oraz przedstawia jej otwarcie w 1949 r. przez papieża Piusa XII. W okresach pomiędzy jubileuszami roku świętego brama od strony bazyliki jest zamurowywana. Mur burzy się po ogłoszeniu kolejnego jubileuszu roku świętego.

Z Atrium weszliśmy do Bazyliki św. Piotra. Zniewala swym przepychem i wielkością. Przy nawach bocznych są liczne kaplice. W pierwszej od wejścia po prawej stronie jest umieszczona Pieta watykańska. Rzeźba została wykonana w 1498 r. przez 24-letniego, nieznanego wtedy Michała Anioła. Na szarfie jest słabo widoczny napis: „Michael Angelus Bonarotus Florentinus faciebat”  (wykonał Michał Anioł Buonarroti Floreńczyk). Umieścił go sam Michał, gdy usłyszał, że jego dzieło przypisywane jest innym twórcom. W przypływie złości wyrzeźbił na Madonnie swój podpis.

Od czasu uszkodzenia rzeźby w 1972 roku przez szaleńca, który uważając się za Jezusa, odrąbał rękę i zniszczył twarz posągu, osłania ją kuloodporna szyba. Podczas renowacji zniszczonego dzieła wykorzystana była kopia pochodząca z poznańskiego kościoła Matki Bożej Bolesnej.
Za każdym razem gdy jestem w Bazylice św. Piotra, dłuższą chwilę spędzam podziwiając tą jedną z najwspanialszych rzeźb artysty.

Z pod Piety udałam się do znajdującego się obok grobu św. Jana Pawła II, który znajduje się pod ogromnym obrazem przedstawiający Męczeństwo św. Sebastiana. W czasie mojego pobytu w Rzymie było to najważniejszym dla mnie miejscem. W ławkach siedziało sporo osób modlących się w różnych intencjach. Ja spędziłam przy nim sporo czasu modląc się przede wszystkim o zdrowie mojej siostry Ali. Było to niesamowite, wzruszające przeżycie.

W Bazylice było zwiedzanie indywidualne my z mężem pierwsze kroki skierowaliśmy do ołtarza głównego, który został wykonany w 1633 roku z jednego bloku marmuru. Znajduje się on 7 m nad grobem św. Piotra. Mszę w tym miejscu może sprawować jedynie papież lub namaszczona przez niego osoba.
Za każdym razem zachwycam się baldachimem Berniniego (1633). Podtrzymywany jest przez cztery spiralne kolumny (28,5 m wysokości) z brązu pochodzącego z portyku i kopuły Panteonu. Każdą owijają złocone laury, które były elementem herbu papieża Urbana XIII.

Sam baldachim udekorowany jest postaciami klęczących aniołów i zwieńczony kulą (symbol świata) z krzyżem. Całość waży 93 tony. Gdy na niego patrzyłam, to, mimo, że jest potężny nie przytłacza. Ma na to wpływ wielkość bazyliki.
Będąc przy nim nie sposób nie spojrzeć w górę na wspaniałe dzieło Michała Anioła, kopułę bazyliki św. Piotra. Jest jednym z najbardziej znanych symboli Rzymu. Ma 42 metry średnicy i 132 metry wysokości licząc od posadzki i waży około 14 tys. ton

Jej wnętrze podzielone zostało na ułożone promieniście pola i ozdobione mozaikami. Pod gzymsem, u nasady okrągłego tamburu z 16 oknami figuruje łacińska inskrypcja napisana rzymską antykwą: TV ES PETRVS ET SVPER HANC PETRAM AEDIFICABO ECCLESIAM MEAM ET TIBI DABO CLAVES REGNI CAELORVM (Ty jesteś Piotr (opoka) i na tej opoce zbuduję kościół mój i dam Ci klucze Królestwa Niebieskiego). Ikonograficzne mozaiki ułożone są w ten sposób, że we wnętrzu latarni (cylinder umieszczony na górnym pierścieniu kopuły lub na dachu, z otworami doświetlającymi wnętrze) ukazany jest Bóg Ojciec, niżej krąg anielski, następnie Chrystus, Maria i apostołowie oraz święci i papieże.

Kopuła wsparta jest na czterech gigantycznych kolumnach. W niszach kolumn możemy podziwiać ok. 5 m rzeźby przedstawiające czterech świętych: Longinusa (132), Andrzeja brata św. Piotra, Weroniki, (która otarła twarz Chrystusa w drodze na Kalwarię) oraz Heleny (Matki Konstantyna). W każdej kolumnie znajdują się balkoniki, w których przechowywane są najświętsze relikwie chrześcijaństwa. Lanca Longina, – która przebiła bok Jezusa, Chusta św. Weroniki oraz fragment Krzyża Świętego.

Następnie udaliśmy się przepięknego monumentalnego pomnika Innocentego XI wykonanego z białego marmuru. To na jego wezwanie rycerstwa Europy do obrony chrześcijaństwa przed nawałą turecką nasz król Jan III Sobieski udał się z e swoją husarią pod Wiedeń. Poniżej znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca bitwę pod Wiedniem. Podziwiając budowlę przeszliśmy do kaplicy Przemienienia Pańskiego, w której znajduje się jego ciało ułożone w szklanej trumnie. Mimo upływu ponad 300 lat jest w doskonałym stanie. Wygląda ja gdyby spał, tylko, że jest to sen wieczny.

Zawsze duże wrażenie robi na mnie przepiękny grobowiec rodzinny Klementyny Sobieskiej wnuczki Jana III Sobieskiego. Gdy patrzę na niego i jej portret to przypomina mi się jej smutny los.

Urodziwa, gruntownie wykształcona, jedna z najbogatszych dziedziczek w Europie, w małżeństwie była nieszczęśliwa. Jej wymarzonym „książę z bajki” był pretendent do tronu angielskiego Jakub Stuart. Przed poznaniem przedstawiany był jej, jako osoba obdarzona niesamowitym intelektem i urodą, co okazało się słowami bez pokrycia. Stuart był zachwycony młodą żoną, natomiast ona nie odwzajemniała mężowskich zachwytów. Nie interesowała jej wielka polityka, lecz życie duchowe. Sposób wychowania najstarszego syna Karola przez ojca był nieustannym źródłem nieporozumień. Ojciec wyznaczył mu protestanckich nauczycieli, których ona nie akceptowała. Po urodzeniu drugiego dziecka, pogrążona w depresji, opuściła męża i synów. Zamieszkała w klasztorze św. Cecylii w Rzymie, gdzie poświęciła się modlitwie i ascezie. W wieku 34 lat zmarła (zagłodziła się na śmierć) i została pochowana w podziemiach Bazyliki św. Piotra na Watykanie.

Kolejni papieże podjęli decyzję o wystawieniu królowej ozdobnego nagrobka na terenie kościoła. W centralnym punkcie nagrobka znajduje się postać kobiety, która jedną ręką podtrzymuje portret zaś drugą ze złotym płomieniem wznosi ku górze. Jest to symbol miłości, a fakt, że kobieta patrzy w górę świadczy o tym, że miłość ta skierowana jest do Boga. Poniżej znajdują się dwa aniołki trzymające insygnia władzy królewskiej – berło i koronę.

Gdy byłam pierwszy raz w Watykanie, to każdy z obecnych w bazylice podchodził do XIII-wiecznego siedzącego na tronie posągu św. Piotra i całował lub dotykał jego stopy na szczęście. Obecnie jest on odgrodzony od zwiedzających barierką podobno, dlatego, że chociaż z brązu, to na skutek milionów pocałunków oraz dotknięć na przestrzeni wieków stawała się ona coraz cieńsza.

Podczas zwiedzania bazyliki już z daleka naszą uwagę kolorami przykuł grobowiec Aleksandra VII. Nie jest jak większość wykonana z samego białego marmuru, lecz łączony z jaspisem i złoconym brązem. Powstał wiele lat po jego śmierci. Przedstawia klęczącego papieża, któremu towarzyszą personifikację czterech cnót: Miłości, Sprawiedliwości, Męstwa i Roztropności. Towarzyszy im wyłaniająca się z dekoracyjnych marmurowych fałd śmierć z klepsydrą w ręce.

Kilkanaście metrów dalej znajduje się wspaniały marmurowy relief niedocenianego za życia mistrza sztuki barokowej Alessandro Algardi. Przedstawia on spotkanie papieża Leona I z Attylą. Według legendy, gdy ledwo pokonany wódz Hunów ponownie zaczął niszczyć i plądrować kierując się na Rzym pojawił się papież Leon I z prośbą o oszczędzenie miasta, Attyla spełnił nie tylko jego prośbę, ale wycofał się z Italii. W ten sposób papież ocalił Rzym. Tyle legenda. Najprawdopodobniej zrezygnował z dalszych walk w zamian za okup od Rzymu, tym bardziej, że jego wojsku dokuczała głód i dziesiątkowała je epidemia.

Wspaniale wygląda marmurowy nagrobek Leona XI, który był papieżem tylko miesiąc, bowiem zmarł w wyniku przeziębienia. To, że zostanie papieżem i krótko będzie zasiadał na Piotrowym tronie przepowiedział mu przyszły święty Filippo Neri, z który się przyjaźnił.
Czytałam, że w zakrystii bazyliki znajduje się tablica z listą wszystkich papieży pochowanych na terenie Watykanu oraz w Grotach Watykańskich. Bardzo chciałam ją zobaczyć. Idąc do niej na chwilę zatrzymałam się przy przepięknej kropielnicy, którą podtrzymują dwa marmurowe aniołki. Aby wejść do zakrystii musiałam przejść niedużym korytarzykiem. Już z daleka widać przepiękny pomnik papieża Piusa VIII. Ponieważ jego szaty wykonane są z innego koloru marmuru, to zastanawiałam się, czy rzeźba ta została wykonana w całości z jednego bloku, czy z dwóch kawałków.

Wchodząc do zakrystii po przekroczeniu wejścia po lewej stronie znajduje się sławna lista. Nazwiska papieży z datą śmierci zapisane są po łacinie.

Wychodząc z Bazyliki św. Piotra, mimo, że zobaczyłam dużo, to czuję niedosyt. Byłam tu trzy razy a i tak wszystkiego nie widziałam. Zarówno w Muzeum Watykańskim jak i Kaplicy Sykstyńskiej tempo zwiedzania było duże i nie można było dokładnie obejrzeć wspaniałych arcydzieł sztuki, przyjrzeć się detalom i precyzji wykonania. Jest to jednak miejsce, które koniecznie należy zobaczyć, chociaż raz w swoim życiu. Nie zniechęcają nawet olbrzymie tłumy. Opuszczałam Watykan z nadzieją, że jeszcze tu kiedyś z mężem zajrzymy.

Po wizycie w Bazylice udaliśmy się na lunch do jednej z wielu kafejek znajdujących się w cieniu murów watykańskich.

Była to urocza restauracyjka w której przy wejściu której znajdowały się naturalnej wielkości figury Obamy, Putina i Berlusconiego. Przy pysznej włoskiej kuchni i czerwonym winie mile spędziliśmy wieczór.

Foto;Liliana i Zdzisław Borodziuk