Czytam sobie taki passus w „Metodyce pracy sędziego w sprawach cywilnych” sędziego Pietrzkowskiego.
Jest tam taki passus:
„Rygorem odrzucenie sprzeciwu nie mogą być objete zwykłe braki formalne, których nieuzupełnienie nie stanowi przeszkody do nadania sprzeciwowi dalszego biegu (np. mylne oznaczenie pisma zawierającego sprzeciw). W judykaturze prezentowane jest jednak stanowisko, że pismom wnoszonym przez zawodowych pełnomocników nie można nadawać znaczenia odmiennego od tego, które oni im niewątpliwie nadali (postanowienie SN z 4.10.2004 r., I CZ 81/06, OSNC 2007/2, poz. 36). Wychodząc z takiego założenia Sąd Najwyższy uznał, że zaskarżenie przez adwokata wyroku zacznego apelacją, a nie – jak tego wymaga ustawa – sprzeciwem, nie może być uznane za oczywistą omyłkę, pozbawioną negatywnych skutków procesowych (postanowienie SN z 17.11.2006 r., V CZ 85/06, LEX nr 489003).”
Można więc powiedzieć tak, że nawet niewielki błąd zmęczonego adwokata, któremu o 24.00 kończy sie termin do wniesienia sprzeciwu, w sprawie, którą mu Klient przekazał dzień wcześniej, polegający na omyłkowym zatytuowaniu pisma w sytuacji, kiedy z jego treści wyraźnie będzie wynikać , że chodzi o sprzeciw, spowoduje odrzucenie sprzeciwu i narażenie owego adwokata na konieczność wypłaty odszkodowania Klientowi. Tak adwokatów traktują sędziowie. Adwokaci to przecież profesjonaliści. Zgoda.
Ci sami adwokaci bronią jednak sędziów w sprawach wszczynanych za sprawą obecnej ekipy w Ministerstwie Sprawiedliwości, której szefuje Pan Ziobro – jak wiadomo powszechnie nielubiany przez opozycyjnie nastawionych prawników. Sam za nim również nie przepadam i uważam, że w najbliższych wyborach i jego i resztę ekipy rządzącej należy odsunąć od władzy. No ale jedna z takich spraw dotyczy sędziego Wróbla.
Sędzie Wróbel rozpoznawał kasację od prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego w Zamościu w sprawie spowodowania wypadku drogowego ze zkutkiem śmiertelnym (art. 177 par. 2). Nieszczęśliwie dla sędziego okazało się, że w czasie rozpoznawania tej sprawy skazany już odbywał karę pozbawienia wolności.
Już sam ten artykuł kodeksu karnego, którego dotyczyła rozpatrywana kasacja, powinien zapalić w głowie sędziego sprawozdawcy, który rozprawę przygotowuje, nota bene z długoletnim doświadczeniem w postępowaniach karnych czerwoną lampkę, że główny bohater rozpoznawanej sprawy odbywa już orzeczoną karę pozbawienia wolności. Tym bardziej na czerwono lśni ta lampka, gdy rok wcześniej Sąd Najwyższy oddala wniosek obrońcy skazanego o wstrzymanie wykonania prawomocnie orzeczonej kary pozbawienia wolności (!!!). Sędzia jednak tego sprawdzenia – na skutek ewidentnej własnej pomyłki – nie dokonuje, a powinien to zrobić. Powinien, bo taka była dotychczasowa praktyka; według mojej wiedzy na dzień zaniechania sędziego Wróbla nie było takiego – ujętego w jakikolwiek skodyfikowany sposób – obowiązku, ale jeżeli się mylę to poproszę o komentarz.
I ci adwokaci – tak bezlitośnie traktowani przez sędziów (tak naprawdę to bezlitośnie traktowani są tu przede wszystkim Klienci tychże), dzisiaj dzielnie ich bronią. Bo sędziowie to też ludzie i także popełniają pomyłki. A adwokat to ten, którego powołaniem jest bronić, którego praca przyczynia się do cywilizowania stosunków panujących w społeczeństwie, to ostatnia osoba, która nawet dla ewidentnego mordercy, psychopaty i gwałciciela domaga się widzieć w nim człowieka. Bo przecież wszystkiego o „człowieku” nie wiemy. Duże obszary naszego mózgu pozostają wciąż niezbadane. Pytanie więc dlaczego ci sami sędziowie budują swoimi orzeczeniami system, w którym drobna pomyłka wywołuje nieproporcjonalne do jej skali konsekwencje?
Braffo! Znam orzeczenie sądu, w którym to pani asesor stwierdziła, że oskarżony nie stawił się na posiedzenie… prawidłowo o nim zawiadomiony. Problem polegał na tym, że tydzień wcześniej oskarżony został tymczasowo aresztowany na mocy postanowienia tej samej asesor.