Po ośmiu latach od smoleńskiej tragedii, można bez większego ryzyka postawić tezę, że na wiedzę o przyczynach katastrofy polskiego samolotu założone zostało międzynarodowe polityczne embargo. Liczba kłamstw, tajemnic, pospolitych przestępczych aktów, czy najbardziej fantastycznych hipotez, dotyczących zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku, które pojawiły się w tzw. przestrzeni publicznej, dowodzą, że jedynym celem smoleńskiego przemysłu dezinformacji było i pozostanie na długie lata zakopanie prawdy o śmierci 96 polskich obywateli w smoleńskiej ziemi na „jeden metr w głąb” albo jeszcze głębiej. Z opinii publicznej zadrwiono i nadal drwi się w sposób absolutnie bezprecedensowy. Ale opinia publiczna lubi być wodzona za nos. Kto przeczyta do końca ten felieton, ten znajdzie dowody na takie stwierdzenie.

I wracając do wątku głównego. Prawda jest arcyboleśnie prosta, jak powiedział klasyk. I dlatego jeszcze raz posłużę się wyświechtana frazą: wszyscy wszystko wiedzą. Rosjanie wiedzą, Amerykanie wiedzą, NATO wie, Mossad wie, FSB i przyległości, CIA i parę jeszcze innych osób i organizacji. Tu i ówdzie w kraju nad Wisłą ta wiedza też już nie jest tajemna i nie była od początku. Te wszystkie śledztwa oficjalne i nieoficjalne, prokuratorskie i dziennikarskie, komisyjne i niekomisyjne o kant stołu możesz sobie, drogi Czytelniku, potłuc. Na końcu tej drogi, usłanej trupami, przypominam, że do listy pasażerów TU 154 M należy jeszcze doliczyć kilka ofiar seryjnego samobójcy,  będzie tylko… tajemnica, która zostanie opisana mniej lub bardziej (na oko) prawdopodobnie. A raczej mniej lub bardziej… bo jeśli przypomnimy sobie powód, dla którego prezydent Obama nie doleciał na pogrzeb Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Krakowa, ten wie o czym mówię i co sugeruję.  Żeby dobitniej wyjaśnić, co mam na myśli, posłużę się kolportowaną dość powszechnie teorią, że TU 154 M, naszpikowany na przykład w Samarze materiałami wybuchowymi, został wysadzony w powietrze. Prokuratura polska nie powinna mieć żadnych kłopotów z weryfikacją takiego oskarżenia. I nie jest nam potrzebny żaden wrak, którego Rosjanie nie oddadzą nigdy, no chyba, że Amerykanie zrzucą bombę atomową na Moskwę i władze w Rosji przejmą Czeczeńcy (w sojuszu z Gruzinami) spragnieni odwetu. A więc, żeby zweryfikować teorię wybuchu,  wystarczy tylko szczegółowa, ale niezbyt skomplikowana, obdukcja ciał ofiar katastrofy, żeby stwierdzić czy obrażenia są typowe dla wypadku lotniczego, czy zadziałały na ciała ofiar siły termobarycznych materiałów wybuchowych. A potem potrzeba jeszcze jednego. Prokuratura musi mieć zielone polityczne światło, żeby prawdziwe wyniki takich ekshumacji ogłosić „urbi et orbi”.

Proszę wybaczyć, ale nie widzę najmniejszych szans na taki rozwój wydarzeń. Prokurator Marek Pasionek zachowa się dokładnie tak samo jak prokurator Krzysztof Parulski. A premier Mateusz Morawiecki (a raczej jego następca, bo wielowarstwowa ściema smoleńska jeszcze trochę potrwa) tak samo jak premier Donald Tusk. Tylko, być może nauczony smutnym doświadczeniem Donalda T., przyłapanego na zdradzie dyplomatycznej, spróbuje  taki premier (albo prezydent) wymyślić jakiś kolejny pył wulkaniczny dla rozentuzjazmowanej gawiedzi.

Cztery lata temu, zdesperowany wszechobecnym smoleńskim kłamstwem, napisałem prowokacyjny i prześmiewczy felieton, który w założeniu miał być symbolicznym opisaniem służalczej roli Państwa Polskiego – od Donalda Tuska – wobec władz Federacji Rosyjskiej; można sprawdzić tutaj: http://3obieg.pl/losy-tu-154m-z-ostatniej-chwili/. Brzmiało to tak:

Losy Tu-154M. Z ostatniej chwili

Jak podała agencja prasowa INTERFAX, powołując się na źródła dobrze poinformowane  w Ministerstwie Obrony Federacji Rosyjskiej, wrak samolotu Tu-154M, który uległ katastrofie w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, nie zostanie przekazany Rzeczpospolitej Polskiej. Jak stwierdza lakoniczny komunikat, samolot Tu-154M został zaprojektowany i wyprodukowany w Związku Radzieckim.

Przez cały okres eksploatacyjny był także serwisowany przez zakłady znajdujące się na terenie byłej ZSRR a potem Federacji Rosyjskiej. Nie ma żadnych powodów, stwierdza komunikat, żeby Rzeczpospolita Polska rościła sobie jakiekolwiek prawa do samolotu, który figuruje na liście ruchomości będących ewidentnie własnością narodu rosyjskiego i z punktu widzenia prawa może być otoczony właściwą opieką tylko przez Federację Rosyjską. Należy także podkreślić, że władze Rzeczpospolitej Polskiej nigdy nie kwestionowały tego stanu faktycznego, stąd należy uznać, że w przedmiotowej sprawie nie istnieje jakikolwiek spór formalno-prawny pomiędzy Federacją Rosyjską i Rzeczpospolita Polską. Komunikat INTERFAX-u stwierdza na koniec, że rząd Federacji Rosyjskiej zwrócił się do władz Rzeczpospolitej Polskiej z oficjalną nota dyplomatyczną, dotyczącą wypłacenia odszkodowania za szkody wyrządzone w skutek katastrofy Tu-154 M, spowodowanej przez obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, znajdujących się na pokładzie samolotu 10 kwietnia 2010 roku.  Straty, zniszczenia a także akcja ratunkowa służb Federacji Rosyjskiej kosztowały rosyjskiego podatnika blisko 10 milionów dolarów. Władze RP ze zrozumieniem podeszły do roszczeń Federacji Rosyjskiej i zaproponowały powołanie w tej sprawie dwustronnej komisji weryfikacyjnej na szczeblu ministerstw obrony obu państw z udziałem Międzynarodowego Komitetu Lotniczego (MAK) i Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego RP (KBWLLP). Pierwsze posiedzenie komisji odbędzie się w Smoleńsku w czerwcu bieżącego roku.

Ku mojemu przerażeniu jeszcze tego samego dnia kilka polskich portali internetowych, których nazwy z litości nie wspomnę, ale wszystko „wisi” w Sieci, podały informacje przeze mnie wymyślone „od czapy”, jako prawdę źródłową i objawioną. Przyrzekłem sobie wtedy, że już nigdy więcej nie będę tworzył takich symbolicznych konstrukcji. Igrając z ogniem boleśnie się poparzyłem, bo z tzw. niewinnego żartu powstała złowieszcza dezinformacja. I „poszła” w świat!

Z tą moją opowieścią sprzed lat jest jednak zupełnie tak samo jak z pyłem wulkanicznym. I jeśli kiedyś, kiedyś prokurator Marek Pasionek albo inny polski funkcjonariusz publiczny wzniesie się ponad Himalaje smoleńskiego szalbierstwa będę doprawdy bardzo zdziwiony. Pozostaje jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego? Dlaczego nie zasłużyliśmy na prawdę? Może prokurator Marek Pasionek obawia się seryjnego samobójcy, bo trudno mi uwierzyć, że lekceważy sobie jego istnienie! A Barack Obama? On też bał się seryjnego samobójcy?

Czy warto na ten temat napisać kolejny tekst?

PS. Jako uzupełnienie i dowód rzeczowy do powyższego felietonu polecam także taki artykuł: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=17825&Itemid=100.