Dłuższy już czas nie uczestniczę w sprawach rodzinnych. Zrezygnowałem z nich, bo zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie emocjonalnie nie przeżywać dramatów sądowych tam, gdzie sprawy dotyczą dzieci.

Mam swoje zarzuty wobec sędziów: nie uwzględnianie sytuacji emocjonalnej dziecka, tylko kierowanie się swoim własnym bezpieczeństwem w stosowaniu prawa z odwołaniem się do klauzuli tzw. „dobra dziecka”.

Wiele lat temu taki sąd rodzinny oddał dziecko ojcu. 5 opinii biegłych sądowych wskazywało na to, że ojciec nadużywa władzy i manipuluje dzieckiem. I sąd posunął się do tego, że stwierdził, że rzeczywiście tak jest, ale ojcu udało się już tak zmanipulować dziecko, że teraz lepiej, żeby poszło ono do niego. Sprawa była głośna w mediach i ojciec medialnie wykorzystywał ten fakt grając ewidentnie na siebie. A kiedy kurz opadł dziecko, po kilku latach i tak uciekło do matki.

Ten ojciec jednak łamał wszelkie zakazy nakładane przez sądy, a te ich nie egzekwowały. Nawet porwanie dziecka, w stosunku do którego ojciec miał zakaz zbliżania się, uszło ojcu płazem. Bo sąd zachowywał się jak tchórz. Po latach się dowiedziałem, jakiej presji psychicznej było poddawane to dziecko. Samo mi opowiedziało. Sąd o tym wiedział z 5-ciu opinii psychologicznych: pisemnych i ustnych.

Nie była to moja jedyna sprawa rodzinna. W innej – ojciec gwałcił własne dzieci. O tym, że tak się dzieje, mówili sąsiedzi, informowany był kurator, który sprawował nad tą rodziną opiekę. Dopiero jak jedno z dzieci zaszło z ojcem w ciążę to sprawa się „rypła”. Zeznająca w sprawie karnej kurator rozpoczęła swoje zeznania od zapytania sądu czy ewentualna odpowiedzialność karna wobec niej jest już przedawniona….

Jak Państwo widzą, zaglądam czasami, nie przez filmy i książki, ale naprawdę, do innego życia. Mój trywialny wniosek: patologii wyplenić się nie da. Ona była, jest i będzie. Ale nie znaczy to, ze nie należy podejmować działań, które zmniejszałyby jej rozmiary. By takich tragedii, jaka spotkała Kamilka było mniej.

Żeby jednak podejmować jakieś działania trzeba najpierw próbować zdiagnozować problem. Zadać sobie pewne pytania. Na przykład:

– jak wygląda przepływ informacji pomiędzy sądem opiekuńczym a innymi uczestnikami nadzoru problemowych rodzin: kuratorami, ośrodkami i centrami usług pomocy społecznej, Policją?

– czy ilość zatrudnionych tam osób pozwala na skuteczne wykonywanie działań związanych przeciwdziałaniem i ograniczaniem problemów oraz skutków negatywnych zjawisk społecznych?

– czy w Polsce mamy wystarczającą ilość rodzin zastępczych, do których można szybko kierować dzieci z tzw. rodzin przemocowych?

– czy istnieje zintegrowane szkolenie dla sędziów oraz pracowników ww. instytucji, co pomagałoby tak w przepływie informacji, jak i wypracowywaniu know how?

– Czy zawód sędziego od spraw rodzinnych jest „atrakcyjny” dla sędziów? Czy w wydziałach rodzinnych są wakaty, a jeżeli tak, to dlaczego? Czy istnieje jakaś dodatkowa weryfikacja sędziów rodzinnych, czy sędzią rodzinnym może zostać np. człowiek, który nie lubi dzieci? A może nie lubi kobiet? A może jest po prostu młodym człowiekiem i nie wie jeszcze nic o wychowywaniu dzieci?

– co z opiniowaniem? Na opinię Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów można czekać i pół roku. Dla małego dziecka to prawie wieczność!

– Jakie jest zapotrzebowanie na biegłych z zakresu psychiatrii i psychologii dziecięcej, a ilu takich specjalistów, gotowych opiniować dla sądów posiadamy?

To tylko kilka pytań. Jak stwierdziłem na wstępie – nie zajmuję się już tymi sprawami. Są ludzie, którzy znają się na tym temacie o wiele lepiej niż ja.

Mnie po prostu boli, że za chwilę sprawa Kamilka umrze, tak, jak On. I zostanie z niej tylko pamięć oburzenia i deklaracje kilku zapalczywców, że zrobili by porządek z Jego zabójcą, gdyby tylko dać im okazję.