Dziękuję pięknie za odzew. Przekroczył moje oczekiwania. To dobry znak, że chcemy czytać, poznawać literaturę, rozwijać pamięć, wyobraźnię, język, poznawać nowe realia rzeczywistości, mierzyć się z problemami człowieka, życia, Polski i świata. To książka, która zmaga się z absurdami naszej pokręconej epoki, z nachalną propagandą, z fałszywymi bóstwami, z cynizmem, zakłamaniem, obłudą, intelektualą pustką i perwersją. Drugi nurt historyczny. Zapraszam Państwa Najbliższych, szczególnie młode pokolenie, Córki, Synów, Wnuczki i Wnuki. A może na głos czytajmy w domu? To dobra tradycja. Rozmawiajmy o książkach i szuce. Wtedy jesteśmy piękniejsi, Sam jestem ciekaw, jak się to rozwinie. Serdecznie pozdrawiam.

…………………………………………………………………………………
„BARBARZYŃCY W SALONIE”
PREZYDENT ZAMIENIONY W JAJKO
Prezydent Wrocławia, Jonatan Brak, rozparł się wygodnie w skórzanym fotelu, spojrzał przed siebie i zastygł. Jakby nagle coś zobaczył.
I ten moment dokładnie zapamiętała jego osobista sekretarka, Jola Skwar. Akurat podawała mu kawę i dostrzegła, że intensywnie się w coś wpatrywał. Zerknęła w tamtą stronę, ale niczego nie zauważyła. A mimo to Prezydent wciąż się w coś wpatrywał. I to coś musiało być na jego dużym, lśniącym biurku. Tylko, że na biurku niczego nie było. Biurko było puste, czyste i bez żadnego przedmiotu. Zupełnie puste. I to sekretarka wielokrotnie później powtórzyła.
– Na pewno niczego nie było? – pytał Wice.
– Na pewne, panie Prezydencie – odparła. – Niczego! – zaakcentowała. Osobiście gabinet sprzątałam – dodała.
I opowiedziała o tym dokładnie. Kiedy tylko dowiedziała się, że w mieście przejmuje władzę nowy Prezydent, natychmiast biurko oczyściła. Niczego ze starych rzeczy nie zostawiła, nawet popielniczki i wazonu z kwiatami. A mimo to Prezydent w coś się wpatrywał. Jeszcze wychodząc z gabinetu, spojrzała za siebie, by się upewnić, czy na pewno na biurku nie było niczego, co by należało zabrać. I nie było. Głowę by dała sobie uciąć, że biurko było puste. A jednak…
– Skąd więc to jajko? – spytał zirytowany Wice. – I gdzie zniknął Prezydent?
Sekretarka była blada i roztrzęsiona. Bezradnie rozłożyła ręce. Zdarzyły się bowiem w magistracie dwie rzeczy i żadnej z nich nie dało się w logiczny sposób wytłumaczyć. Zniknął w tajemniczych okolicznościach Prezydent miasta. A na jego biurku widniało jajko, którego wcześniej tam nie było.
I nikt nie wiedział, skąd się ono wzięło.
– Może w to jajko się wpatrywał? – podstępnie spytał Wice.
– Nie – zdecydowanie odparła sekretarka.
– Więc w co? – drążył.
– Nie wiem – ze spuszczoną głową odparła.
Wice skinął ręką, by się oddaliła i sekretarka odeszła, ale drzwi nie domknęła. Po chwili już pół urzędu zerkało przez szparę, wpatrując się w jajko. Wice także wciąż się wpatrywał.
W zasięgu jego wzroku leżało jajko, zwykłe, normalne jajko, czubkiem zwrócone w jego stronę, jakby mierzyło mu prosto w twarz.
Wbił siwe oko w jajko i osłupiały patrzył, zastanawiając się, czy jajko to, czy nie jajko, a jeśli jajko, to co ono tutaj robi, a jeśli nie jajko, to czym jest.
Może zabawką Prezydenta, rozważał w sobie, ponieważ wiedział, że Prezydent lubował się w dziwacznych przedmiotach, zwanych popularnie sztuką popartu lub instalacjami. A że i on sam, Kuba Glin, Wiceprezydent miasta, był wytrawnym znawcą i powiedzmy wprost, smakoszem współczesnej kultury, także otaczał się dziwnymi przedmiotami. I dlatego od razu rozpoczął egzegezę jajka. Uznał bowiem, że Prezydent wymknął się z gabinetu, z jakichś powodów zostawiając jajko, a sekretarka tego nie zauważyła, ponieważ wyszła na chwilę do koleżanek, co się przecież nawet w tak szacownym urzędzie jak Urząd Miejski zdarza, ale gdy tylko tak pomyślał, usłyszał głośne:
– Nie!
Zdumiony rozejrzał się i spytał:
– Co nie?
– Nigdzie nie wychodziłam – znowu usłyszał i ujrzał w szczelinie uchylonych drzwi twarz sekretarki.
– Nigdzie nie wychodziłam – kategorycznie stwierdziła, a Wice pokręcił głową, nic z tego nie rozumiejąc. Także faktu, że sekretarka odpowiedziała na pytanie, którego głośno nie zadał. A może ja już sam do siebie mówię? – zastanowił się. I uznał, że za wiele tutaj rzeczy dzieje się niewytłumaczalnych. I wciąż wpatrywał się w jajko.
Od razu odrzucił zgubną hipotezę, że to kura zniosła jajko na nowym biurku, bo skądże by się wzięła tutaj kura. A poza tym kury nigdy jajek nie znoszą na biurkach najważniejszych urzędników wielkich miast. Co inne prowincja. Tam się wszystko może zdarzyć. Nawet jajko w urzędzie. Ale by w stolicy Dolnego Śląska?! Nigdy się tutaj to nie zdarzało. Z oburzeniem odrzucił też nasuwającą się niesłusznie aluzję do nagiej czaszki Prezydenta, bo przecież na wysokim poziomie intelektualnym specjalistów w Ratuszu taki dowcip nie mieścił się w żadnej głowie. Nikt nie śmiałby o czymś tak wulgarnym nawet pomyśleć.
A więc jajko?! Tylko dlaczego nowy Prezydent miałby zaczynać swoje urzędowanie od absurdalnego spotkania z irracjonalnym jajkiem, na dodatek, z jajkiem, które w żaden sposób nie chciało ujawnić swojego pochodzenia.
I oto on, Wiceprezydent, Kuba Glin, najbliższy współpracownik Prezydenta, zimny
racjonalista i zwolennik marksistowskiej dialektyki w logicznej interpretacji świata, z miejsca odrzucił haniebną koncepcję rzeczywistości, jako zbioru zjawisk magicznych, metafizycznych, a tym bardziej mistycznych. I z całą otwartością oświeconego umysłu poszedł w kierunku analiz kulturotwórczych, przypisując jajku jedną z podstawowych funkcji w sztuce współczesnej. I od razu dał upust wyobraźni, wkomponowując zagadkowy przedmiot, w nowy i oryginalny system artystycznych objawień.
Kazał sekretarce wezwać na wszelki wypadek Dyrektora Wydziału, wybitnego eksperta od nowych tendencji w literaturze i sztuce, by zasięgnąć jego rady.
Zanim się jednak to stało, winniśmy Łaskawemu Czytelnikowi dokładniej objaśnić, iż w kraju także zmieniła się władza. Gdy złotousty prezydent Wrocławia, Bonawentura Rój, został wyniesiony na wysokie stołki ministerialne w Warszawie, a później z powodu totalnego niedołęstwa i ociężałości umysłowej, awansowany przez macierzystą partię, Kariera i Sukces, do Brukseli, by zdobyć tam należyte szlify wśród europejskich geniuszy, miejsce jego w stolicy Dolnego Śląska zajął – ma się rozumieć – godny następca, właśnie, Jonatan Brak, wieku słusznego, elegancko ubrany, z czaszką modnie ogoloną, w ciemnych okularach, z dumnie uniesioną głową, który wszedł do Ratusza, by rozpocząć urzędowanie.
I właśnie to jest początek tej całej historii.
Fot. Iwona Woźniak/Pomorska.pl
Autor: Stanisław Srokowski
Polski pisarz, poeta, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, tłumacz, nauczyciel akademicki i publicysta. Więcej na stronie autorskiej: www.srokowski.art.pl
Zostaw komentarz