W bogatym bardzo uroczystym ceremoniale wojskowym nasza najmłodsza wnuczka złożyła na placu apelowym Centrum Szkolenia Artylerii w Toruniu — przysięgę. Okropnie z Baśką byliśmy tym poruszeni.

Ze ściśniętymi wzruszeniem gardłami śpiewaliśmy razem z wojskiem Mazurka Dąbrowskiego i Pierwszą Brygadę, Warszawiankę. Przy okazji pobłogosławili nas też — kapelan wojskowy i prawosławny batiuszka. Kapelan był w randze pułkownika, a batiuszka — naszym najbliższym w Ciechocinku sąsiadem z prawosławnego ordynariatu polowego, który ma zabytkową cerkiew obok naszego domu. Teraz pomyślałem – Ruskie mogą nam naskoczyć…

Przypomniałem sobie, jak czerwcu 1963 r. na rynku w Bartoszycach nie przyrzekałem. Nie wygłaszałem tekstu …
ja, obywatel Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, stając w szeregach Wojska Polskiego, przysięgam Narodowi Polskiemu być uczciwym, zdyscyplinowanym, mężnym i czujnym żołnierzem, wykonywać dokładnie rozkazy przełożonych i przepisy regulaminów, dochować ściśle tajemnicy wojskowej i państwowej, nie splamić nigdy honoru i godności żołnierza polskiego. Przysięgam służyć ze wszystkich sił Ojczyźnie, bronić niezłomnie praw ludu pracującego, zawarowanych w Konstytucji, stać nieugięcie na straży władzy ludowej, dochować wierności Rządowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Przysięgam strzec niezłomnie wolności, niepodległości i granic Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przed zakusami imperializmu, stać nieugięcie na straży pokoju w braterskim przymierzu z Armią Radziecką i innymi sojuszniczymi armiami i w razie potrzeby nie szczędząc krwi ani życia mężnie walczyć w obronie Ojczyzny, o świętą sprawę niepodległości, wolności i szczęścia ludu. Gdybym, nie bacząc, na tę moją uroczystą przysięgę obowiązek wierności wobec Ojczyzny złamał, niechaj mnie dosięgnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej „
A to z tej przyczyny, iż z racji wzrostu kroczyłem w pierwszej czwórce kompanii z kraja, po prawej, dźwigając RKM, kiedy jednak na próbach defilady pojawiałem się przed trybuną, na której stał dowódca Pułku Piechoty Zmechanizowanej „pod Koniem” wtedy …poprawiałem spadające, pod wpływem kroku defiladowego okulary na nosie. Okropnie to wyglądało. Mimo wielogodzinnych, indywidualnych korepetycji, udzielanych mi przez niejakiego plutonowego Zawadzkiego ( wyjątkowego skurwy..na) — odruchu nie potrafiłem opanować. Zamknięto mnie do aresztu, w którym siedziałem aż do dnia przysięgi, więc nie mogłem się z jej tekstem zapoznać. W dniu przysięgi wymaszerowałem z koszar w ostatniej czwórce, bez urazy — wśród samych Napoleonów. I tak stałem, nic nie słysząc, ręki nie podnosząc. Potem, koledzy poszli defiladować przed ustawioną na rynku trybuną, a mnie kazano bocznymi uliczkami Bartoszyc — wypierda..ć do koszar. No i patrzcie Państwo — mimo iż od tamtego incydentu w Bartoszycach minęło prawie 60 lat …nie dosięgła mnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej.