Keir Starmer odchodzi z urzędu premiera Wielkiej Brytanii. Można spierać się o jego bilans, decyzje i skuteczność, ale trudno nie zauważyć jednego: nie czekał, aż zostanie politycznie wyniesiony z gabinetu przez własnych współpracowników. Gdy stracił zaufanie dużej części partii i stało się jasne, że nie jest już w stanie skutecznie sprawować przywództwa, zdecydował się ustąpić.
W dzisiejszej polityce nie jest to wcale takie oczywiste.
Coraz częściej obserwujemy polityków, którzy do ostatniej chwili zaprzeczają rzeczywistości. Przegrywają wybory, tracą poparcie, są odrzucani przez własne środowisko, a mimo to trzymają się stanowiska tak długo, jak tylko mogą. Dymisja nie jest dla nich wyrazem odpowiedzialności, lecz ostatecznością wymuszoną przez okoliczności.
Starmer wybrał inną drogę.
Nie oznacza to, że jego rządy były sukcesem. Wręcz przeciwnie. Wielu Brytyjczyków zarzucało mu brak wyrazistej wizji, problemy z gospodarką, nieudolność w rozwiązywaniu kryzysu migracyjnego oraz rosnące rozczarowanie po początkowych nadziejach związanych z objęciem władzy. To właśnie te problemy doprowadziły do spadku poparcia i buntu wewnątrz Partii Pracy.
Jednak porażka polityczna i sposób reagowania na nią to dwie różne rzeczy.
Honor w polityce nie polega na tym, że polityk nigdy nie popełnia błędów. To niemożliwe. Honor zaczyna się wtedy, gdy potrafi uznać rzeczywistość i wziąć odpowiedzialność za jej konsekwencje. Nie wtedy, gdy zostaje zmuszony do odejścia, lecz wtedy, gdy sam rozumie, że jego czas minął.
Dlatego istnieje zasadnicza różnica między premierem, który składa rezygnację, a premierem, którego trzeba usuwać siłą politycznych głosowań, upokorzeń i kolejnych buntów we własnym obozie. Jeden odchodzi na własnych warunkach. Drugi zostaje wyprowadzony przez polityczne tylne drzwi.
Za jedną z najpoważniejszych kandydatek do przejęcia przywództwa po Starmerze uważa się obecnie Angele Rayner. To wieloletnia działaczka Partii Pracy, wywodząca się ze środowisk robotniczych, przez lata budująca wizerunek polityczki bliższej zwykłym wyborcom niż partyjnym elitom. Jej zwolennicy widzą w niej szansę na odzyskanie energii i wiarygodności ugrupowania. Krytycy obawiają się natomiast dalszego zaostrzenia sporów ideologicznych.
Niezależnie od tego, kto zostanie nowym premierem, dymisja Starmera pozostawia ważną lekcję. W demokracji nie jest wstydem przegrać. Wstydem jest udawać zwycięstwo wtedy, gdy wszyscy widzą porażkę i totalna klęskę jak w Polsce
Polityka potrzebuje ludzi skutecznych. Ale potrzebuje również ludzi, którzy wiedzą, kiedy odejść. A to, paradoksalnie, bywa jedną z najtrudniejszych umiejętności w życiu publicznym.Prawda panie Tusk, Kierwinski i reszta?

Zostaw komentarz