Z uwagi na fakt, że zaprotestowałem przeciw bezprawnemu i brutalnemu użyciu siły przeciwko spokojnemu obywatelowi przez Straż Marszałkowską w dniu 20 lipca.2016 roku, to bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył wniosek o odwołanie szefa Kancelarii Sejmu Lecha Czapli.
Wniosek Kuchcińskiego trafił do sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich.
Mam nadzieję, że następnymi w kolejce do wyprowadzenia z Sejmu R.P. będą Komendant Straży Marszałkowskiej oraz ośmiu funkcjonariuszy, którzy naruszyli w dniu 20 lipca 2016 roku moją nietykalność osobistą!
Straż Marszałkowska nie może zachowywać się jak dawne ZOMO i powinna konsultować swoje akcje siłowe z Marszałkiem Sejmu, natomiast na moje pytanie na jakiej podstawie prawnej zostałem zaatakowany jeden z funkcjonariuszy stwierdził, że na rozkaz Komendanta Straży Marszałkowskiej!
Gdy zapytałem czy wie o tym rozkazie Marszałek Sejmu, to strażnik w białym mundurze stwierdził, że jego przełożonym jest Komendant, a nie Marszałek Sejmu!
Panie Komendancie Straży Marszałkowskiej przy ul. Wiejskiej w Warszawie podaj się Pan  sam do dymisji   i wstydu Pan sobie oszczędź!!!

Autor Rajmund Pollak

Od redakcji portalu Pressmania.pl
Przypominamy, że „były zomowiec rządzi polskim Sejmem! Kim jest naprawdę szef kancelarii Sejmu Lech Czapla?” – ujawnił dr Leszek Pietrzak w „Warszawskiej Gazecie” już w maju. Jednak tak długo trwało usuwanie człowieka zwanego „generałem sejmu”.

Gdy w marcu Marszałek Sejmu Marek Kuchciński powołał zespół ekspertów ds. problematyki Trybunału Konstytucyjnego (TK), jego członkowie szybko zauważyli, że szef Kancelarii Sejmu Lech Czapla nie pomaga im. Każda, nawet drobna sprawa zajmowała dużo czasu. Wielu z nich (w zdecydowanej większości są to profesorowie prawa) było zdziwionych takim podejściem szefa sejmowej kancelarii. – Czapla wręcz sabotuje naszą pracę – mówiło „Warszawskiej Gazecie” dwóch członków zespołu.

Bo to właśnie na Czapli jako szefie Kancelarii Sejmu spoczywa obowiązek zapewnienia zespołowi warunków do pracy. Od początku rządów PiS Czapla utrudniał życie partii rządzącej, jak tylko mógł. Specjalnie nie ukrywa swoich politycznych sympatii do Platformy Obywatelskiej. To w czasie jej rządów był stale hołubiony i suto nagradzany wysokimi nagrodami pieniężnymi. A media głównego nurtu pisały o nim z atencją, że jest „generałem Sejmu”.

Nic dziwnego, że gdy rządzi PiS Czapla stosuje obstrukcję funkcjonowania Sejmu i wielu powoływanych przez jego władze komisji i zespołów eksperckich.

Bezprawne przejęcie władzy

W brudnej politycznej grze Czapla ma doświadczenie. Gdy rankiem 10 kwietnia 2010 r. miliony Polaków pogrążyło się w bólu po tym jak usłyszało, że samolot z Prezydentem RP śp. Kaczyńskim i całą polską delegacją rozbił się pod Smoleńskiem i najprawdopodobniej nikt nie przeżył, szef Kancelarii Sejmu Lech Czapla, nie czekając na dokładne informacje, rozpoczął działania, aby władzę w państwie przejął marszałek Bronisław Komorowski. W wypadku tego ostatniego pęd do władzy prezydenckiej nie mógł specjalnie dziwić. Przejęcie obowiązków Prezydenta RP umożliwiało Komorowskiemu zapoznanie się ze ściśle tajnym aneksem do Raportu z weryfikacji WSI, który od dawna spędzał mu sen z powiek. Ale dlaczego doświadczony urzędnik państwowy, za jakiego zawsze chciał uchodzić Czapla, nie mając żadnej podstawy prawnej (nie było urzędowego stwierdzenia śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego) podjął działania, w wyniku których obowiązki prezydenta przejął Komorowski, tego do końca nie wiadomo. Czapla zaledwie godzinę po katastrofie zadzwonił do prezydenckiego ministra Andrzeja Dudy, oznajmiając mu, że władzę w państwie przejmuje Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jak stwierdził później Andrzej Duda, Czapla miał w rozmowie z nim zachowywać się „dosyć gwałtownie”, wręcz naciskać na Dudę. W tym samym czasie Rosjanie zatrzymali na lotnisku  smoleńskim innego ministra Kancelarii Prezydenta Jacka Sasina, uzasadniając to tym, jakoby po katastrofie Tu-154M została zamknięta przestrzeń powietrzna. Czapla nigdy nie wyjaśnił, na jakiej podstawie prawnej wówczas działał. Tak czy inaczej, przejmowanie władzy w sytuacji gdy nie ma żadnego dokumentu stwierdzającego zgon urzędującego Prezydenta było zwykłym przestępstwem, za które powinien dzisiaj zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Gdy powstała komisja smoleńska Antoniego Macierewicza, Czapla utrudniał jej posiedzenia w Sejmie. Robił nawet wszystko, aby zdezorganizować jej bieżącą działalność. Gdy kończyła się kadencja poprzedniego Sejmu, zorganizował specjalną komisję, która wybrakowała wiele ściśle tajnych dokumentów, jakie trafiły wcześniej do Sekretariatu Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, a także tych, które zostały przez nią wytworzone. Były wśród nich również te, które dotyczyły tzw. afery aneksowej, którą dzisiaj nazywamy już aferą marszałkową (od ówczesnego Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego). Chodziło o prowokacje służb podległych ówczesnemu premierowi Donaldowi Tuskowi, które chciały skompromitować członków komisji weryfikującej żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych. Co dziwniejsze, o brakowaniu tych dokumentów nie wiedzieli nawet członkowie sejmowej speckomisji. Trudno nie odnieść wrażenia, że Lech Czapla i jego ludzie „czyścili” wówczas Sejmu z dokumentów, co do których oddająca władzę PO uznała, że nie mogą one trafić w ręce PiS-u.

Zaufany pałkarz Platformy

Jak można dowiedzieć się z teczek w IPN-ie, Lech Czapla, zanim rozpoczął swoją karierę w Sejmie, był ZOMO-wcem w jednym z warszawskich pododdziałów tej zbrodniczej formacji. Czapla w okresie od 16 lipca 1976 r. do 18 sierpnia 1976 r. był kursantem na wolnym etacie milicjanta-kierowcy plutonu lekkiego pododdziałów operacyjnych ZOMO w Komendzie Stołecznej Milicji Obywatelskiej. W maju 1979 r. Czapla został pozytywnie zaopiniowany przez Departament I MSW jako kandydat na praktykę dyplomatyczną w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dopiero potem wylądował w Kancelarii Sejmu. Jak wynika z akt IPN, Czapla jako pracownik kancelarii Sejmu PRL został 9 stycznia 1985 r. upoważniony przez Wydział XII Biura „C” MSW do dostępu do informacji stanowiących tajemnicę państwową. Krotko mówiąc, Służba Bezpieczeństwa (SB) obdarzyła go pełnym zaufaniem. Gdy w 1989 r. przyszły polityczne zmiany, pełnił funkcję sekretarza Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW, którą kierował wówczas młody poseł Unii Wolności Jan Maria Rokita. Dzisiaj może wydawać się wręcz niewiarygodne, jak mogło wówczas dojść do tego, że były ZOMO-wiec został sekretarzem sejmowej komisji, która badała zbrodnie PRL-u. Ale tak rzeczywiście było. Przez następne lata Czapla siedział w Sejmie, mając realny wpływ na jego funkcjonowanie. I tak jest do tej pory.

Można zadać pytanie, dlaczego tacy ludzie jak Lech Czapla nadal pracują w tak ważnych dla funkcjonowania polskiego państwa instytucjach, jak np. właśnie Sejm? Czy rządzący Polską politycy PiS nie rozumieją, że taki szef Kancelarii Sejmu mocno kłóci się z „dobrą zmianą”, którą partia ta chce wdrażać w życie w naszym kraju?

Autor: dr Leszek Pietrzak

Tekst o Lechu Czapli, szefie Kancelarii Sejmu ukazał się pierwotnie w „Warszawskiej Gazecie” i na portalu Polska Niepodległa.