Jeden z najgłośniejszych tematów w Siemianowicach od kilku bądź nawet kilkunastu lat. W międzyczasie zmieniła się prawie cała władza, od prezydenta poprzez radnych, kończąc na paniach zajmujących się porządkiem w gmachu urzędu miasta. Zmieniło się praktycznie wszystko, poza jednym. Mieszkańcy jak nie wiedzieli, tak nie wiedzą jak naprawdę wygląda sytuacja w szpitalu miejskim, który dawno już zatracił swoją renomę, głównie niestety przez osoby, które powinny być odpowiedzialne za wyjaśnianie dlaczego jest tak jak jest. Niestety, co poniektórzy byli oraz aktualni radni, jak i osoby próbujące uznać się za wszystkowiedzące, nie potrafili logicznie wytłumaczyć co poniektórych zagadnień związanych ze szpitalem. Co gorsza, zamiast wspierać aktualną władze, która wzięła sprawy we własne ręce, notorycznie krytykują jej działania, próbując wyjść swoim czarnym pijarem naprzeciwko osobom zamieszkałym w Siemianowicach śląskich.

Największym jednak problemem jest fakt, że osoby zajmujące się tym tematem wydają się być nie do ruszenia a ich stanowisko dla wielu ludzi może być rzeczywiście prawdziwe. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna i tak naprawdę tylko zapytanie u źródła pozwoliło na zweryfikowanie argumentów, faktów czy raczej pomówień, bo tak było w wielu przypadkach. W mieście zrodziła się patologiczna sytuacja, w której za wszelką cenę wykazać chcą się populiści, którym zależy wyłącznie na własnym dobru a nie na dobru miasta. Zanim jednak przejdziemy do szczerej rozmowy z samym prezydentem miasta, Rafałem Piechem, przybliżę całą sytuację szpitala, który w oczach wielu jest od dawna ruiną i nie powinien istnieć.

Kiedy nastał kryzys…

Szpital od kilku lat nie potrafił generować zysków. Nastała wreszcie sytuacja, w której miasto musiało ratować obiekt potężnymi dopłatami w kwotach sięgających kilku milionów. Mówimy oczywiście o rocznych dopłatach, które bardzo mocno zmniejszały budżet Siemianowic. Szpital stracił kontrakt z NFZ, pacjenci zaczęli narzekać na sposoby leczenia oraz personel, obiekt przeżywał poważny kryzys zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz swoich ścian. Dochodziło do zmian władzy, kolejni dyrektorzy/prezesi nie potrafili poradzić sobie z planem ratowania miejskiego szpitala a co gorsza wielu z nich nie zrobiło praktycznie nic, aby polepszyć sytuację. Opracowany plan naprawczy okazał się pomyłką i na miejsce prezesa zaczęto poszukiwać następcy. Okazało się to jednak znacznie trudniejsze, ponieważ zainteresowani albo okazywali się niewystarczająco kompetentni albo nie potrafili stworzyć wystarczająco dobrej wizji, skierowanej na przyszłość. Szpital popadał w stagnację i jego żywot wydawał się coraz bliższy końcowi.  Wreszcie poprzedni rządzący wpadli na pomysł połączenia powoli umierającej placówki z nowoczesnym, prywatnym szpitalem Nefrolux. Pomysł, choć na początku wydawał się genialny, okazał się nietrafiony.

Nefroszaleństwo.

Nietrafiony z powodu zbyt wygórowanych wymagań właśnie ze strony Nefroluxa. Po latach wyszło bowiem na jaw, że nie było tak jak zapewniali poprzedni rządzący. Władze placówki stwierdziły jasno w oświadczeniu, że nie było w ich zamiarach tworzenie żadnego harmonogramu, który miałby również w załączniku posiadać wymagania związane z funkcjonowaniem szpitala miejskiego. Zasady same w sobie miały bowiem zamienić poniekąd szpital miejski w dodatkowy budynek Nefroluxa, co nikomu nie byłoby na rękę.  Na kilku spotkaniach pomiędzy nową władzą a zarządcami placówki nie doszło do żadnego kompromisu i pomysł połączenia został chwilowo oddalony. Wbrew temu co mówi się na mieście, prezydent nie porzucił pomysłu połączenia obu placówek, bo sam pomysł uznał za dobry, jednak nie mógł zaakceptować wymagań postawionych przez Nefrolux. Były one zbyt wygórowane pod praktycznie każdym względem a wspólne porozumienie byłoby tragiczne w skutkach dla szpitala, który nie pozostałby już szpitalem miejskim, a właśnie na tym najbardziej zależy wszystkim zainteresowanym dobrem placówki, która przez lata cieszyła się dobrą opinią wśród mieszkańców.

Zarządzający Nefroluxem jasno twierdzili w wydanych oświadczeniach, że ich firma nie stworzyła żadnego harmonogramu działań, ani nie miała w planach podbierania personelu z jednego szpitala do drugiego. Rzekomo również nie było w koncepcji Nefroluxa nic na temat metod „przejęcia” placówki, która swój żywot dumnie prezentuje na ulicy 1 maja. Z powodu różnych opinii oraz dwóch zupełnie odmiennych oświadczeń w styczniu ubiegłego roku zakończono rozmowy pomiędzy stronami miasto-Nefrolux. Do niedawna co prawda słowo „zakończono” mogłoby się wydawać wyolbrzymieniem, jednak po ostatniej rozmowie z prezydentem Siemianowic, można dojść do wniosku, że miasto będzie szukać innej ścieżki ratowania szpitala, mimo tego, że placówka tak naprawdę nie ma się tak tragicznie jak twierdzą co niektórzy. Problemy placówki rozpoczęły się dawno temu i niestety nie potrafiono ich zatrzymać. Kłopotem nie było bowiem samo funkcjonowanie szpitala, które można było jeszcze uznać za akceptowalne, lecz zarządzanie, które po prostu kulało. Okaleczony szpital nie przyciągał nowych pracowników a w opinii pracujących tam wcześniej był po prostu maszynką do robienia pieniędzy przez rządzących. Niestety niepochlebnych komentarzy przybywało a renoma placówki poważnie cierpiała.

Skok na kasę.

Dla wielu zainteresowanych tematem szpitala miejskiego, najważniejszym pytaniem było zawsze to, dlaczego ktoś postanowił założyć spółkę z kapitałem zakładowym wartym niecałe 200 tysięcy złotych. Okazało się to bowiem kompletnym nieporozumieniem. Szpital, żeby nie popaść w paranoje generował zyski, ale nie potrafił przyciągnąć nowych podmiotów. Personel co prawda wynagrodzenia dostawał zawsze na czas, jednak nie miał za wiele dobrego do powiedzenia. W komentarzach dodawanych na portalach społecznościowych można zaobserwować masę negatywnych opinii, które niestety nie zrodziły się przez przypadek. Kolejnym problemem dla wielu okazał się nowy prezes, który w opinii mieszkańców zarabiał zbyt wiele jak na zakres swoich obowiązków. Z naszych źródeł wynika, że mówi się o kwotach sięgających nawet 15 tysięcy brutto za miesiąc pracy. Czy to dużo? Okazuje się, że pełniący obowiązki prezesa Jan Brol wykonał ogrom pracy, który znacząco pomógł podratować szpital. Finalnie zatrudniony został nie po to aby ratować szpital, lecz aby pomóc nowej władzy wyprowadzić go na nogi.

Straty nie tylko finansowe.

Małym problemem byłyby tylko wysokie pensje dla poniektórych pracowników. Szpital popadł w długi, które powoli udawało się ratować a w głowach pojawiały się koncepcje planu naprawczego. Najgorsze nadeszło w chwili utracenia umowy na świadczenia medyczne z zakresu Anestezjologii oraz Intensywnej terapii. Było to poważne osłabienie placówki, która wydawać by się mogło oddycha ostatnim tchem.  Szpital otrzymał również karę na leczenie w w/w zakresie medycyny. W 2012 roku szpital dostał ten potężny cios i zaczął słaniać się na nogach. Od 2015 roku nowy rządzący rozpoczął walkę o przywrócenie obu oddziałów oraz o skrócenie. NFZ póki co rozpatruje pismo. Nikt nie wie jak dokładnie zakończy się ta krucjata.

Nowy prezes, nowe możliwości.

Zatrudniony tymczasowo Jan Brol był osobą chwilowo pełniącą obowiązki prezesa szpitala. Wcześniej pracujący jako księgowy okazał się najlepszym kandydatem do próby uratowania tego, co tylko da się uratować w spółce. W opinii władz wywiązał się z tego zadania znakomicie a w oficjalnym komunikacie, który pojawił się tuż po zaprzysiężeniu nowej pani prezes, można przeczytać, że zrobił wystarczająco wiele, aby w pełni czuć się spełnionym ze swojej roli.

„Jako dotychczasowy księgowy szpitala, miał najlepsze rekomendacje do tego, by ustabilizować napiętą sytuację finansowo-kadrową w miejskiej lecznicy. Z powierzonego zadania wywiązał się w ciągu kilku miesięcy, dzięki czemu możliwa była dzisiejsza nominacja dla osoby, która ma rozwijać szpital dalej.”( http://www.siemianowice.pl/aktualnosci/nowe-wladze-w-szpitalu-miejskim.6444/)

To, co można przeczytać dalej w oświadczeniu to również ważny opis nowej pani prezes, czyli pani Agnieszki Wołowiec. Wybrana została dzięki swojej wiedzy, kompetencjom oraz znajomości problemów.  Nowa pani  prezes posiada wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu jednostkami ochrony zdrowia, w tym ich restrukturyzacji, co również możemy przeczytać w oświadczeniu. Szpital zaczyna wreszcie działać tak jak powinien, a jednym z pierwszych obowiązków nowej rządzącej ma być zrealizowanie przedstawionej koncepcji, która zakłada przede wszystkim pozyskiwanie środków finansowych z zewnątrz oraz wykorzystanie posiadanego przez szpital potencjału kadrowego. Warto bowiem wspomnieć, że szpital niedawno zaopatrzył się w nowy sprzęt, zatrudnił nowy personel oraz przygotowuje się do remontu. Nastają nowe, lepsze czasy dla publicznej placówki, która nie ma w przyszłości stać się obiektem prywatyzacji. Aktualna władza liczy również na wsparcie rządu w działaniach pomocy publicznym szpitalom, który na pewno jest potrzebne, nie tylko w Siemianowicach śląskich. Wydaje się jednak, że wszystko zmierza w dobrym kierunki i czarne chmury opuszczają powoli szpital miejski.

Oczywiście trudno byłoby powiedzieć dzisiaj, że jest dobrze. Postanowiłem zatem podzielić cały reportaż na dwie części i stale przyglądać się sytuacji. W części drugiej opublikuję rozmowę z prezydentem miasta oraz nowym prezesem szpitala. Dowiemy się jeszcze dobitniej dlaczego należy traktować z przymrużeniem oka niektóre krytyczne komentarze. Tym bardziej trzeba je omijać, skoro pochodzą od osób niekompetentnych oraz nie konsekwentnych w swoich działaniach. Wszyscy mieszkańcy Siemianowic doskonale wiedzą o kim mowa.