W miniony weekend obrodziło festiwalami partyjnych spędów, podczas których na wyborców spadł grad obietnic. Platforma Obywatelska zapowiedziała likwidację składek na ZUS i na NFZ…
– To jest kpina z narodu. Tym bardziej bezczelna, że PO i wierny jej front medialny dyskredytują pomysły wszystkich innych ugrupowań, mówiąc, że są wzięte z Księżyca, że budżet tego nie wytrzyma, że to stek bzdur i obietnic bez pokrycia. To co powiedzieć o tych pomysłach Ewy Kopacz? W dodatku chyba nawet obecni na sali członkowie PO, mimo że bili brawa, to nie rozumieli, jak to ma wyglądać i o co w ogóle chodzi.

W świadomości wyborców PO to partia, która zapowiadając obniżenie podatków i danin, w praktyce je podnosiła. Może przed wyborami próbują tę świadomość zmienić…
– Nikt rozsądny im nie uwierzy. Generalnie cały ten przekaz PO jest obliczony na pozyskanie młodych ludzi, którzy słyszeli od Korwin-Mikkego, że płacenie podatków jest bez sensu, że nigdy nie otrzymają z ZUS emerytury, etc. Ale ja jestem pewien, że ten młody elektorat jest zdecydowanie bardziej myślący, niż to się PO wydaje i nie da się na ten lep chwycić. To jest propozycja, która zakłada, że wyborca jest durniem.

Mocno akcentowanym w mediach punktem konwencji PO jest atak na związki zawodowe…
– To ewidentnie część większej akcji zaplanowanej przez rządzący establishment. Najpierw atak na lidera związku przygotowany przez gazetę, której naczelny zachowuje się jak partyjny aparatczyk. Teraz na konwencji Platformy Ewa Kopacz jako ważny punkt partyjnych planów zapowiada likwidację związków zawodowych, co partyjna publiczność przyjmuje owacją na stojąco. I myślę, że to nie koniec. Ale oni są odklejeni od rzeczywistości. Ludzie widzą, gdzie żyją i jak żyją, i wiedzą, dlaczego PO atakuje związki zawodowe. Bo to właśnie związki cały czas sprzeciwiały się chorym pomysłom Platformy i to związki wbrew dominującemu przekazowi medialnemu mówiły publicznie, jak jest naprawdę, burząc propagandowy przekaz rządzących.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to zwycięstwo PiS w najbliższych wyborach. Otwarte pozostaje pytanie co do liczby mandatów. Ale scenariusz, że to PO tworzy kolejny rząd z innymi ugrupowaniami, nie wydaje się zupełnie nierealny…
– Na ten scenariusz liczy PO i dlatego wiele wysiłku poświęca dyskredytowaniu Ruchu Kukiza, który może być potencjalnym języczkiem u wagi, a jednocześnie nigdy nie wejdzie w koalicję z tą partią. W przypadku, gdyby PiS nie uzyskał odpowiedniej liczby mandatów do objęcia samodzielnych rządów, to Platforma będzie dalej rządzić razem z koniczynką, do tego dojdzie tzw. Platforma bis, czyli partia Ryszarda Petru i dołączy jeszcze wygłodniały stanowisk i władzy SLD, który teraz startuje jako tzw. Zjednoczona Lewica.

Wydawałoby się z tego właśnie powodu Ruch Kukiza powinien być wręcz wspierany przez PiS, a tak nie jest.
– Dziwi takie zachowanie PiS, bo nawet sam prezydent Komorowski przyznał ostatnio, że przegrał wybory właśnie przez to, że Paweł Kukiz pojawił się na scenie politycznej i to on odebrał mu głosy. Paweł obudził w tamtym czasie nadzieje na zmianę, normalność.

Od tego czasu poparcie dla Pawła Kukiza dość istotnie spadło…
– W Ruchu dzieje się tak, jak się dzieje, ale uważam, że ludzie Pawła dostaną się do Sejmu i nawet jeśli nie wejdą do koalicji rządzącej, to z pewnością będą wpierać zmiany systemowe, które Polsce są potrzebne. Od kwestii konstytucyjno-ustrojowych począwszy, poprzez ideę referendum, a na gospodarce skończywszy.

Na Śląsku kampania wyborcza zbiegła się z potężnymi problemami w górnictwie. Resort skarbu przedstawił nowy pomysł na tworzenie Nowej Kompanii Węglowej. Co najmniej do końca roku nie powinno być kłopotów z wypłatami. Rząd kupuje czas?
– Kupuje i kupi pewnie, bo NKW kulawa, bo kulawa, ale powstanie. Jednak konsekwencje tego, że jest to organizm kulawy, zostaną tylko na krótko odłożone w czasie. A trzeba pamiętać, że pozostałe spółki węglowe są w chyba jeszcze większych tarapatach.

Czyli spełnia się scenariusz pesymistyczny, zamiast realizacji kompleksowego planu naprawy górnictwa, mamy gaszenie pożarów. Porozumienie z 17 stycznia zakładało rozpoczęcie procesu konsolidacji górnictwa z energetyką. To jednak nie nastąpiło. Dlaczego?
– To w ogóle jest dosyć kuriozalna sytuacja, która dobitnie pokazuje, że system polityczno-gospodarczy w Polsce stoi na głowie. Jeżeli państwo, a w jego imieniu minister Skarbu Państwa jest właścicielem i ma głos decydujący, jeśli chodzi o system paliwowo-energetyczny w Polsce, to jeśli zakłada jakąś reorganizacje tego systemu, to on decyduje, jak to ma wyglądać. Nie będzie o tym za niego decydował jakiś jeden czy drugi prezes państwowej spółki. Tymczasem w tym przypadku jacyś prezesi nadani z klucza partyjnego zdecydowali, że dbając o własne kieszenie i o własnych kolesi, w to, co było planowane w porozumieniu z 17 stycznia, na razie nie wejdą. Czekają na wynik wyborów.

Reprezentanci biznesu podczas forum w Krynicy wyraźnie wskazali, na kogo teraz stawiają. Tytuł Człowieka Roku przyznali Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wielu fanatycznych członków PO doznało na tę wieść palpitacji serca. Mnie ta wolta ludzi od ciężkiej, biznesowej roboty bardzo rozbawiła.
– Takie nagłe zmiany frontu nie wyglądają poważnie, ale tak naprawdę to kolejny przykład koniunkturalizmu dyżurnych autorytetów reprezentujących tzw. wielki biznes. To środowisko chce być poukładane z każdą władzą, mieć koneksje i możliwość lobbystycznego wpływu na decyzje rządzących oraz na stanowione prawo. Świat biznesu przeczuwając zmianę władzy, chciał po prostu liderowi tej nowej władzy się przypodobać.

W czasie styczniowych protestów premier Kopacz zapowiadała Program dla Śląska. Wiele środowisk z naszego regionu, również związki zawodowe, wiązało z tym duże nadzieje…
– Ten program miał być tworzony wspólnie przez reprezentantów związków zawodowych, samorządowców z regionu, ekspertów i rządu. Tak się nie stało. Rząd w świetle fleszy ogłosił swój własny dokument, który nazwał Programem dla Sląska, zupełnie nierealny, napisany na kolanie na potrzeby kampanii wyborczej. Będę niesamowicie zdumiony, jeśli po tym numerze, który wycięła Platforma z Programem dla Śląska, ponownie wygrałaby wybory w naszym regionie.

Czy nowy Program dla Śląska, tworzony tak, jak to zakładano, czyli przy udziale strony, związkowej i samorządowej, powinien być priorytetem nowego rządu?
– To wydaje się oczywiste. Patrząc na politykę UE wobec przemysłu, wobec węgla, dla wszystkich powinno być jasne, że Śląsk potrzebuje specjalnego, potężnego programu inwestycyjnego, żeby przetrwać. Tu chodzi zarówno o kwestie związane z pakietem klimatyczno-energetycznym, którego celem jest likwidacja węgla jako nośnika energii, jak i tzw. subwencjonowaniem. Obecnie mamy do czynienia z taką sytuacją, że pomocy publicznej można udzielać każdemu segmentowi gospodarki oprócz górnictwa węgla kamiennego i oprócz energetyki, która produkuje energię z węgla. To jest absolutnie nierówne traktowanie, które nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek gospodarką rynkową. UE udziela pomocy publicznej przeróżnym gałęziom przemysłu, subsydiuje wiatraki, fotowoltaikę, energię odnawialną, ale nie chce udzielić pomocy publicznej na nowoczesne technologie związane z górnictwem węgla kamiennego takie, jak chociażby proponowana przez nas synteza węglowo-jądrowa. Nie wiadomo, czy uda się wynegocjować w Unii równe traktowanie i wsparcie dla polskiego przemysłu górniczego i energetycznego, ale tak czy inaczej bezwzględnie musi powstać potężny program inwestycyjny dla Śląska, bo inaczej grozi nam katastrofa.

Na Śląsku i w Zagłębiu, gdzie mieszka kilka milionów ludzi, wyborców reprezentuje w Sejmie naprawdę pokaźna liczba kilkudziesięciu posłów, ale praktycznie nie mają tam oni nic do powiedzenia. Robią, co każe partia. Dlaczego tak się dzieje?
– Bo partie i ich władze centralne Śląska nie lubią. Nie lubią chociażby dlatego, że my tu potrafimy się zorganizować społecznie, że mamy aktywne, silne organizacje związkowe. Żadna władze nie lubi społeczeństwa, które się potrafi organizować i walczyć. Każda władza woli społeczeństwo, które można łatwo podzielić i rozgrywać. Obecna władza robiła to i robi w sposób brutalny, doszła w tym do perfekcji. Smutne jest to, że taki region jak nasz w każdym innym kraju były zdecydowanie lepiej traktowany, niż dzieje się to w III RP. Politycy na taki region by dmuchali i chuchali. Nie mieliby wątpliwości, że taki region to skarb. To perła w koronie.

Planowałem, że ostatnim pytaniem w naszej rozmowie będzie to najpopularniejsze pod rządami PO-PSL, słynne „Jak żyć?”. Ale może raczej powinienem zapytać, jak głosować?
– Każdy wyborca swój rozum ma i to on bierze odpowiedzialność za to, jak głosuje. Ja zawsze głosuję na ludzi, konkretnych ludzi – uczciwych, transparentnych, a nie na szyldy czy wykonawców rozkazów. Ale moim zdaniem jeśli nawet wyborca uważa, że nie znajduje takich ludzi na listach, to z pewnością powinien pamiętać, jakie opłakane skutki dla naszego regionu przyniosły 8-letnie rządy PO-PSL i zagłosować tak, abyśmy na kolejnej konwencji PO zamiast kolejnych obietnic z sufitu, bzdur i gróźb usłyszeli: Sztandar Platformy wyprowadzić.

Z Dominikiem Kolorzem, przewodniczącym śląsko-dąbrowskiej Solidarności rozmawiał Grzegorz PodżornyRegion Śląsko-Dąbrowski NSZZ Solidarność