Opozycyjna gra w świętego zatacza coraz szersze kręgi. Już podczas ekumenicznego nabożeństwa pogrzebowego w gdańskiej katedrze zamiast mów pożegnalnych można było usłyszeć polityczną agitkę.

Wdowa po prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu niedługo po ceremonii pogrzebowej udzieliła der Onetowi wywiadu.

Nie waha się, tylko wskazuje winnych śmierci męża.

Nie kierują mną tylko wątki osobiste. Miałam na myśli milczenie rozumiane jako przyzwolenie na nagonki. Nie chodzi wyłącznie o nagonki takie, jak wobec Pawła. W ostatnich latach w podobny sposób niszczono wielu ludzi, choćby Andrzeja Wajdę. Robiła to obecna władza, która ma instrumenty prześladowania i niszczenia ludzi.

(….)

Uważa pani, że język nienawiści miał wpływ na działania zabójcy pani męża?

Tak uważam. Bagatelizowanie takich wydarzeń przez prokuraturę wywołało dalszą agresję i falę nienawiści. A to przyczyniło się do zabójstwa mojego męża.

W ciągu ostatniego roku pani mąż był bardzo często bohaterem negatywnych materiałów TVP. Część jego przyjaciół twierdzi, że to także mogło mieć wpływ na sprawcę.

Ci, którzy atakowali męża, to nie byli dziennikarze. Ci ludzie nie zasługą na takie określenie. Jeden z takich ludzi wielokrotnie biegał za Pawłem po mieście wykrzykując obelgi. Przychodził również do pracy mojej mamy, strasząc jej pracowników. Mama musiała uciekać tylnymi drzwiami. To mają być media publiczne?

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/magdalena-adamowicz-o-smierci-pawla-adamowicza-zabily-go-slowa/9bdexgn

Jeszcze dalej posunęła się w wypowiedzi dla TVN24.

To jest odpowiedzialność TVP. Ja tak uważam. Mowa nienawiści, sposób pokazywania wpłynął na to, że zabójca wybrał Pawła na ofiarę. Mojego męża zabiły słowa.

Tak więc mamy winnych. Media, które szczuły, oraz fala nienawiści. Oczywiście wywołana przez ręcznie sterowaną prokuraturę.

PiS-owską.

Media PiS-owskie są również.

Adamowicz poległ więc na polu chwały walcząc o wolność i demokrację z katotalibanem, niedorżniętą watahą, ludźmi mniej inteligentnymi, starymi i niewykształconymi mieszkańcami wsi i małych miasteczek, bydłem i co tam jeszcze POlitykom w ciągu ostatnich lat przychodziło na myśl.

I temat można by było zamknąć, gdyby nie znajdujący się również na Onecie tekst autorstwa Mikołaja Podolskiego Ciemna strona Gdańska.

Niżej fragmenty:

Morderca Pawła Adamowicza kręcił się wokół gangu „Zachara”. Gangsterzy mu imponowali. Gdańsk, w którym dorastał Stefan W., był z jednej strony miastem wolności, a z drugiej miastem bezkarnych bandytów. W Trójmieście w ostatnich latach wiele kryminalnych spraw kończyło się bowiem szokującymi rezultatami.

(….)

Dlatego najlepiej dla wszystkich będzie teraz wyjaśnić, dlaczego w Trójmieście tak wielu bandytów, zabójców, pedofilów i gwałcicieli nie trafia do więzień. To nie przypadek, że dziennikarz Sylwester Latkowski nazwał Trójmiasto „Małą Sycylią”. Że Amber Gold zrodziło się właśnie tam. Że cały czas jak grzyby po deszczu, powstają tu brutalne grupy związane z prostytucją, które konkurencję zwalczają podpaleniami i zastraszaniem.

Do dziś plotkuje się w Trójmieście o współpracy różnych lokalnych formacji służb wymiaru ścigania z bandziorami. Że niektórzy policjanci bezkarnie ochraniają dyskoteki osób związanych z najgorszymi przestępstwami. Albo że były policjant Jarosław „Majami” Pieczonka powtarza, że pod Gdańskiem dochodziło, a może wciąż dochodzi, do wspólnych imprez ważnych sędziów, mundurowych, prokuratorów i prywatnych prawników, gdzie uzgadniane są wspólne posunięcia.

Ten Gdańsk, w którym dorastał Stefan W., był z jednej strony miastem wolności, a z drugiej miastem bezkarnych bandytów. Mroczne legendy krążą tam nie tylko o gangsterach. Skrócę dla przykładu tę o zranionym w oliwskiej agencji towarzyskiej mężczyźnie: miał go postrzelić ochroniarz podczas zabawy z bronią. Ranny zrezygnował jednak z wezwania pomocy, gdy dowiedział się, że ów ochroniarz jest… ważnym policjantem.

Kilka lat temu spora część mieszkańców Trójmiasta miała nadzieję, że po objęciu rządów PiS przyjdzie tam minister Ziobro i zrobi porządek. Żeby było normalnie. Ale zmieniło się niewiele. Zbigniew Ziobro na poważnie przyszedł ponad dwa lata później. Ogłosił, że zatrzymano gang notariuszy, pomagający przejmować nielegalnie mieszkania. W Trójmieście to znany proceder, można by go nawet nazwać powszechnym. Podejrzanym postawiono 120 zarzutów.

Wydawało się, że to prosta sprawa. Tyle, że sąd nie tylko nie zgodził się na areszt notariuszy, ale też w ogóle nie zastosował wobec nich środków zabezpieczających. Żadnych. Potem TVP ogłosiła, że według jej ustaleń żona kluczowego z grupy notariuszy jest sędzią w sądzie orzekającym o braku aresztu. I tyle Ziobrę w Trójmieście widzieli.

(…)

Pełnomocnikiem firmy chroniącej finał WOŚP w Gdańsku został ten sam prawnik, który jakiś czas temu reprezentował dwie osoby podejrzane o zabójstwo gdańskiego bursztynnika. Z dowodów zebranych przez śledczych wynikało, że jedna z tych osób zabiła, a druga zacierała ślady. Śledczy wiedzieli nawet, kto konkretnie co robił.

Sprawa musiała zostać przeniesiona do prokuratury w innej miejscowości z uwagi na to, że jedna z tych osób znała miejscowego prokuratora. Po przeniesieniu okazało się, że śledczy nie potrafią wskazać winnego. W tej sprawie nie było nawet procesu. Oficjalnie zabójca nieznany jest do dziś.

Co do firmy zabezpieczającej Orkiestrę, to każdy dziennikarz wie, że WOŚP mogłaby zostać uznana nawet za najgorzej ochranianą dużą imprezę kulturalną w ciągu roku, niezależnie od miasta. To nie wynika z braku profesjonalizmu, tylko z jej przyjaznego, otwartego charakteru. W całej Polsce jest wiele finałów WOŚP, gdzie Stefan W. dostałby się na główną scenę.

(…)

A co jeśli Stefan W. zostanie uznany za niepoczytalnego? Czy wyjdzie szybko na wolność po niecałych trzech latach, jak niepoczytalny Michał L., który na głównym sopockim deptaku rozjeżdżał ludzi? On według ekspertów chorował na schizofrenię. Miał też znanego lokalnego prawnika.

Albo jeszcze lepiej – wyjdzie jak dyrektor zakładu karnego w Sztumie, 80 km od Gdańska, z wykształcenia psycholog, który zadźgał nożem wyjątkowo uciążliwego więźnia? W jego przypadku okazało się, że choruje psychicznie, ale atak miał „incydentalny charakter”, więc nie musi trafiać do specjalistycznego ośrodka. A że akurat podczas tego „incydentu” zabił człowieka? No, ale kogo obchodzi uciążliwy więzień. (…)

W Trójmieście w ostatnich latach wiele kryminalnych spraw kończyło się tak szokującymi decyzjami, że można było tylko przecierać oczy ze zdumienia. Przyglądajmy się więc bacznie śledztwom w sprawie śmierci Pawła Adamowicza. Tu chodzi o Pomorze i jego serce Gdańsk. Miejsce, w którym niekiedy można zabijać zupełnie bezkarnie.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/ciemna-strona-gdanska-komentarz-mikolaja-podolskiego/k2z4zyf

Cały tekst zawiera sporo ukłonów w stronę Wielkiego Opozycyjnego Nieboszczyka.

Podane przez Podolskiego fakty, zebrane na przestrzeni dekad rządów Pawła Adamowicza (po gliwickim Zygmuncie Frankiewiczu najdłużej piastujący stanowisko samorządowiec w Polsce) świadczą o tym, że trójmiejska mafia należy do jednej z najsilniejszych w Polsce.

Tymczasem karze nam się wierzyć, że mimo to włodarz takiego miasta pozostawał czysty.

I że zginął dlatego, bo Stefan W. w więzieniu zamiast TVN oglądał TVP.

Myślę, że nawet leming, by móc w to uwierzyć, wcześniej musiałby zdrowo zaćpać, ewentualnie przez tydzień czytać „nowiny” z Czerskiej, nie wyglądając przy tym na ulicę.

Nic dziwnego, że coraz częstsze stawiana jest teza, że w niedzielę 13 stycznia nie byliśmy świadkami ataku szaleńca, zaprogramowanego nienawiścią i oszczerstwami polskiej telewizji publicznej, ale… mafijnej egzekucji.

Usunięcia człowieka, który lada moment mógł okazać się wyjątkowo niebezpiecznym dla miasta świadkiem koronnym.

Zwłaszcza, że zagrożenie było całkiem realne.

Informacja z sierpnia 2018 roku.

„Zatrzymani to szefowie firm deweloperskich, które inwestowały na terenie Trójmiasta. Chodzi o atrakcyjnie położone osiedle w Gdańsku Jelitkowie. Biznesmeni po zatrzymaniu usłyszeli zarzuty tak zwanej czynnej korupcji o znacznej wartości. (…) Mieli sprzedać trzy mieszkania Adamowiczowi i jego rodzinie po cenach o kilka tysięcy niższych za metr niż dla innych klientów. Według prokuratury, był to nieuzasadniony upust wart blisko 400 tys. zł”.

RMF24

Gdańsk, a raczej całe Trój-miasto zdaniem Sylwestra Latkowskiego to „mała Sycylia”.

Omerta po kaszubsku jest zatem logicznym uzupełnieniem.

.

Naruszenie, czy tylko groźba naruszenia, nakazu milczenia karane jest śmiercią, zadaną w taki sposób, by wystraszyć ewentualnych naśladowców.

Na Sycylii.

.

Niestety, ciągle możemy tylko gdybać, choć znane szczątkowo fakty pasują jak ulał do przedstawionej wyżej spiskowej hipotezy.

.

Kluczem, otwierającym drzwi niezbędnym zmianom, tak samo jak na południu Włoch jest wymiar sprawiedliwości.

.

Jeśli, jak twierdzi żurnalista der Onetu Mikołaj Podolski, pod Gdańskiem dochodziło, a może wciąż dochodzi, do wspólnych imprez ważnych sędziów, mundurowych, prokuratorów i prywatnych prawników, to znaczy, że palącą potrzebą jest rozgonienie towarzystwa na cztery wiatry.

.

Na samorząd nie ma co liczyć.

.

Zwłaszcza dlatego, że występujący z różnych opcji ludzie znają się czasem od.. 40 lat.

Aleksandra Dulkiewicz, wiceprezydent Gdańska, jest córką Zbigniewa Dulkiewicza, który był szefem biura Macieja Płażyńskiego, ojca Kacpra kontrkandydata Adamowicza w wyborach.

I nic, ale to nic nie świadczy, że z przyczyn politycznych pałają do siebie co najmniej niechęcią.

.

Ale zmianom przeciwna jest UE, która broni polskie sądownictwo przed jakąkolwiek zmianą.

.

I tak oto mamy teatrzyk cieni na użytek gawiedzi z ekumeniczno-świeckim świętym w tle,

22.01 2019